Archiwum
poniedziałek, 21 maja 2018
Osobnik o Bardzo Małych Uszach

Na drzwiach wejściowych do Szkoły Tanga Argentyńskiego wisi zdjęcie osobnika o Bardzo Małych Uszach wraz z informacją, że jest ekstremalnie szybki, i związaną z tym prośbą o zamykanie pierwszych drzwi, zanim otworzy się drugie. Przyjmuje się, że przyzwyczaił się już do nowego miejsca, tym niemniej dużo czasu spędził na ulicy i trzeba uważać, żeby coś mu się nie przypomniało i nie wyskoczył nagle wprost pod koła pędzących samochodów.

Na polu* mieszkał ponad rok. Przedtem był w domu, ale gdy niegodna tego miana przedstawicielka gatunku homo sapiens, wyprowadzała się do innego miasta, po prostu zostawiła go na zewnątrz. Nasz bohater zamieszkał więc na skwerku między domami i zaczął żywić się sam, głównie biegającym albo latającym mięsem, ale także smakołykami, które na skwerek wynosiła miłosierna staruszka. Ponieważ był młody, głodny i zaprawiony w bojach o przetrwanie, szybko zaczął skutecznie, prychając, parskając, wyjąc i podwajając optycznie swoje gabaryty, odpędzać konkurencję od jedzenia. W takiej to właśnie akcji zobaczyła go po raz pierwszy Właścicielka Szkoły Tanga Argentyńskiego, gdy zimowym, przechodzącym w wieczór popołudniem, szła z mężem na spacer. - Kochanie, a cóż to może być za zwierzę??? - Po kilku kolejnych spotkaniach na skwerku okazało się, że trzeba go wziąć do domu, czyli do Szkoły Tanga.

Na początku myślałam, że te bardzo małe uszy odziedziczył po którymś rasowym przodku. Okazało się jednak, że jego nie są kłapciate, tylko zredukowane. Na skutek odmrożenia podczas zimy spędzonej w krzakach na skwerku.

Teraz mieszka na salonach i nie musi polować na nic innego niż wirtualne myszy, uwijające się czasami pod kanapą albo w okolicach głośnika. Wita wchodzących i dokładnie sprawdza torby. Chętnie daje się głaskać i niektórym daje się nawet wziąć na ręce. Ma dużo energii i w przerwach między drzemkami na głośniku biega po sali ślizgając się lekko po parkiecie. Jak głosi napis na drzwiach wejściowych, jest ekstremalnie szybki.

 

 

*Oboczność południowopolska. Znaczy tyle, co - na zewnątrz

00:21, haneczka14 , Zwierzęta
Link Komentarze (2) »
niedziela, 29 maja 2016
Po prostu koci świat

Kot Młodszy śpi zwinięty w kłębek na fotelu, Mój ogąda mecz i prasuje, drzwi na balkon szeroko otwarte, ptaki śpiewają, sielanka. W pewnym momencie uszy śpiącego futra zaczynają się poruszać, otwiera oczy, podnosi głowę i stroszy wąsy. Wstaje, bezgłośnie zeskakuje z fotela i na lekko przygiętych łapach sunie pod stół, skąd widać, co dzieje się na balkonie. Mój, zaskoczony nagłą akcją, odstawia żelazko i idzie za kotem. Obaj obserwują balkon, ale tylko jeden z nich wydaje się coś widzieć. W pewnym momencie szara kula wystrzeliwuje spod stołu, a w ułamek sekundy później trzyma w mięciutkich łapeczkach sporej wielkości ptaka. Koci pech chciał, że ptak w momencie złapania siedział po przeciwnej stronie barierki i między przednimi łapami trzymającej go teraz bestii znajdował się szczebel, uniemożliwiający jakikolwiek dalszy ruch. Na balkon dobiegł już i Mój, krzycząc: puść, puść! Ptak w końcu jakoś się wyrwał, ale był dość skołowany, bo latał jeszcze przez kilka sekund nad podłogą balkonu inspirując drapieżnika do dalszego polowania. W końcu Mojemu udało się ptaka odpędzić, a nieustraszonego łowcę zagnać z powrotem na kanapę.

Wydarzenie nie byłoby może warte aż takiej uwagi, gdyby nie to, że Kot Młodszy, licząc sobie już trzynaście wiosen, nie tylko jest zwierzęciem stricte domowym i nigdy nie wychodzi dalej, niż na balkon, od wczesnego dzieciństwa karmiony kocimi chrupkami nie zna smaku surowego mięsa, a jedynym dotychczasowym obiektem jego polowań bywały ćmy lub inne insekty, z których zresztą 80 procententom udawało się odlecieć sprzed zdziwionego popielatego nosa. Jak widać jednak natury nie tylko nie można oszukać, ale nawet nie trzeba jej szczególnie ćwiczyć.

Tagi: koty
15:49, haneczka14 , Zwierzęta
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 26 maja 2015
Dzikie gęsi

Mieszkam w kraju Akki Skermekajsen. Choć właściwie nie powinno jej tu być. A już na pewno nie na wiosnę. Powinna wraz z koleżankami przelatywać nad nami jesienią w drodze na południe, a potem wracać do rodzimej Kanady. Coś się im jednak pomieszało i mieszkają teraz w tutejszym umiarkowanym klimacie przez cały rok. A w maju mają dzieci. Dzieci wyglądają jak puchate brązowe kulki. Lepiej jednak przyglądać się im z bezpiecznej odległości, w przeciwnym bowiem razie szyje dorosłych gęsi zaczynają się poruszać w górę i w dół, prostować i wyginać i tylko czekać, aż ogromne ptaszysko, sycząc wyruszy za tobą z furią gotowe szczypać i bić skrzydłami. Nikt rozsądny nie zaczepia tu dzikich gęsi.

Prawie nikt. Idę sobie ostatnio na mój południowy spacer (od poniedziałku do piątku wychodzę mianowicie z biura na regularne południowe spacery – można według mnie zegarek nastawiać) i z daleka widzę gęś. Dziwny ma ogon, tak jakoś się za nią ciągnie. Gdy podeszłam bliżej, zauważyłam, że to nie ogon, tylko kulka za nią podąża. A za chwilę z drugiej strony ulicy (bo gęsi chodzą sobie na spacery po ulicy, jeśli im się tak podoba) biegnie niewielka grupa koleżanek, machając szyjami w wojowniczy sposób. Przystanęłam więc, bo w nie byłam pewna, do kogo ta wojowniczość została skierowana. Dziwne mi się wydawało, że chciałyby zaczepiać tę jedną z pisklakiem, a ja najwyraźniej też nie byłam celem, bo gdybym nim była, to już by mnie tam nie było. Państwo rozumieją. Obserwuję więc tak z daleka niespokojne dawczynie smalcu, gdy nagle rejestruję bezszelestny cień – na niewielkiej wysokości śmignął nad nami jastrząb. Albo inny myszołów. Tym razem był jednak potencjalnym gęsiołowem i stąd całe zamieszanie – grupa koleżanek biegła z pomocą kulce. Ciekawe było to, że mama gęś coraz to wychodziła na asfalt – nie wiem, czy drapieżnikowi trudniej zaatakować na betonie (bo sobie może poobijać manicure), czy też chodziło o to, żeby go dobrze widzieć i nie wchodzić pod drzewa, gdzie może zaatakować niezauważony. Pooglądałam je jeszcze trochę i wróciłam do pracy przed komputeram. Cóż - kulki rosną szybko, a gęsiołowy też pewnie akurat też mają kulczane dzieci, które muszą czymś nakarmić.

poniedziałek, 24 czerwca 2013
Opowieść o psie

Opowieść zasłyszana u mechanika w garażu: to było z osiem lat temu, krótko po tym, jak przybłąkała się do nas ta suka husky. Pętała się w okolicy i pętała, to w końcu ją przygarnęliśmy. Za domem jest duży, nieogrodzony kawał ziemi, więc wypuszczliśmy ją tam, żeby sobie pobiegała.

Któregoś wieczoru robiłam w kuchni kolację, gdy ktoś zadzwonił do drzwi. Mąż otwiera, a tam wielki facet, o twarzy czerwonej z wściekłości pyta, czy ten husky to nasz pies. Suka czochrała się właśnie leżąc wygodnie na dywanie w pokoju. I mój mąż, stojąc naprzeciw tego kowboja z pianą na pysku mówi, że nie, że nigdy jej na oczy nie widział...

Facet odpowiedział tylko, że jak z dziadówą nie zrobimy porządku, to ją zastrzeli. Wyglądał na gościa, który ma kolekcję strzelb w domu a dwa kolty i dwururkę zawsze wozi ze sobą. 

Co się okazało: psica znała okolicę nie od dzisiaj i jeszcze zanim udzieliliśmy jej dachu nad głową, hasając po polach docierała też do posiadłości, która należała teraz do faceta. Jeszcze do niedawna dom był niezamieszkany, facet kupił go ostatnio i szybko uruchomił znajdujący się w ogrodzie basen. Suka musiała bywać tam jeszcze zanim gość się na stałe wprowadził. Rozumiała więc, że jest to jej teren. Jak i przedtem, tak i teraz regularnie przychodziła się tam kąpać. Wypadając pędem z krzaków płoszyła dzieci i dorosłych, a zdarzało się, że gdy przyszła tam pierwsza, w ogóle do basenu nikogo nie wpuszczała. Gdy zaś już się wypławiła, szła pod drzwi na tarasie i wyżerała miejscowym kotom jedzenie z miseczek. 

Teraz musi chodzić na smyczy.

Tagi: husky
02:47, haneczka14 , Zwierzęta
Link Dodaj komentarz »
Opowieść o psie

Opowieść zasłyszana w garażu: to było z osiem lat temu, krótko po tym, jak przybłąkała się do nas ta suka husky. Pętała się w okolicy i pętała, to w końcu ją przygarnęliśmy. Za domem jest duży, nieogrodzony kawał ziemi, więc wypuszczliśmy ją tam, żeby sobie pobiegała.

Któregoś wieczoru robiłam w kuchni kolację, gdy ktoś zadzwonił do drzwi. Mąż otwiera, a tam wielki facet, o twarzy czerwonej z wściekłości pyta, czy ten husky to nasz pies. Suka czochrała się właśnie leżąc wygodnie na dywanie w pokoju. I mój mąż, stojąc naprzeciw tego kowboja z pianą na pysku mówi, że nie, że nigdy jej na oczy nie widział...

Facet odpowiedział tylko, że jak z dziadówą nie zrobimy porządku, to ją zastrzeli. Wyglądał na gościa, który ma kolekcję strzelb w domu a dwa kolty i dwururkę zawsze wozi ze sobą. 

Co się okazało: psica znała okolicę nie od dzisiaj i jeszcze zanim udzieliliśmy jej dachu nad głową, hasając po polach docierała też do posiadłości, która należała teraz do faceta. Jeszcze do niedawna dom był niezamieszkany, facet kupił go ostatnio i szybko uruchomił znajdujący się w ogrodzie basen. Suka musiała bywać tam jeszcze zanim gość się na stałe wprowadził. Rozumiała więc, że jest to jej teren. Jak i przedtem, tak i teraz regularnie przychodziła się tam kąpać. Wypadając pędem z krzaków płoszyła dzieci i dorosłych, a zdarzało się, że gdy przyszła tam pierwsza, w ogóle do basenu nikogo nie wpuszczała. Gdy zaś już się wypławiła, szła pod drzwi na tarasie i wyżerała miejscowym kotom jedzenie z miseczek. 

Teraz musi chodzić na smyczy.

Tagi: hudsky
02:47, haneczka14 , Zwierzęta
Link Dodaj komentarz »
środa, 29 maja 2013
Skunks

Niedawno przybyli do Hameryki Europejczycy pytają czasem, jak, i czy naprawdę tak strasznie, śmierdzi skunks. Zwykle odpowiadam, że jak go kiedyś, na przykład przejeżdżając samochodem w pobliżu rozjechanego egzemplarza, poczują, to już będą wiedzieli.

Skunksia rozrzedzona woń przypomina zapach benzyny. Gdy ciepłym letnim wieczorem przez otwarte okna dojdzie nas ledwo wyczuwalny zapach odległej stacji benzynowej, należy natychmiast rzucić się do ich zamykania. Bez względu na to, jak ciepło i przyjemnie jest na polu, jak pięknie śpiewają ptaki. Aromat ów ma bowiem to do siebie, że przybiera na sile w tempie geometrycznym. Po krótkiej chwili nie przywodzi już na myśl benzyny, tylko wizję natychmiastowej ucieczki dokądkolwiek, byle dalej od miejsca, w którym właśnie dokonaliśmy wdechu.

Osobną rozkoszą jest dla posiadaczy psów bezlitosne poperfumowanie ulubieńca przez dzikiego zwierza. Proszę mi wierzyć, niewinne psie wytarzanie się w padlinie, to nic. Oczywiście konieczna jest dokładna kąpiel. Ale nawet po bardzo bezwzględnej operacji wspomnienie po bliskim spotkaniu unosi się zwykle nad czworonogiem w postaci niewidocznej ale wyrażnie wyczuwalnej chmurki jeszcze przez dłuższy czas.

Odpowiedź dla niedawno przybyłych do Hameryki Europejczyków jest więc twierdząca. Skunks śmierdzi strasznie.

Tagi: skunks
21:55, haneczka14 , Zwierzęta
Link Komentarze (2) »
czwartek, 15 listopada 2012
Leniwy Pięknooki

Ktoś mógłby powiedzieć, że pranie Pięknookiego Pręgowanego kompletnie mija się z celem, bo koty same najlepiej się przecież myją. Faktycznie, w większości wypadków tak jest. W pewnym wieku jednak zdarza się im zaniedbywać ablucje.

Dokładnie mycie się nie jest zresztą jedyną kocią czynnością, do której Pięknooki Pręgowany się nie przykłada... W zeszłą zimę zauważyłam, że w domu, który zamieszkuje wraz ze swoimi ludźmi czasem dziwnie pachniało. Woń nieprzyjemna, choć dobrze mi skądś znana, ale skąd??? W żaden sposób nie mogłam skojarzyć.

Zalatywało szczególnie na dole, w pomieszczeniu używanym jako studio jogi. Ponieważ jednak miało to miejsce sporadycznie, podobnie jak większość pozostałych osób, starałam się to ignorować. Wyjaśnienie przyszło w kilka miesięcy później. Siedząc na tarasie w upalny letni wieczór i wspominając miniony semestr Pani od Pięknookiego Pręgowanego opowiedziała, jak to kiedyś zaczynała właśnie poranne zajęcia dla początkujących, grupa siedziała na poskładanych w kostkę kocach, panowała cisza, aż tu jedna dziewczyna nagle z krzykiem zerwała się na równe nogi. Odrzuciła warstwę koca, na którym siedziała i odkryła w środku... zaduszoną pod ciężarem jej ciała mysz! Mysz owa, zanim Bogu ducha oddała, zdążyła się jeszcze poruszyć, co mimowolna morderczyni poczuła pod pośladkiem... Oczywiście o kontynuowaniu zajęć nie było już mowy.

Po tej historii, przekonawszy się ostatecznie, że obecność Pięknookiego Pręgowanego przed myszami nie chroni, nie chcąc podzielić losu króla Popiela, zakupili humanitarne łapki (takie, co to myszy w całości łapią nie robiąc im krzywdy – jak się chce, to można je po złapaniu wypuścić potem na świeże powietrze) i wyłapała całą rodzinę. Żeby zapobiec ich powrotowi pod strzechę, wywieźli je wszystkie samochodem do odległego parku. A wywozili w miarę łapania, czyli po jednej. Obrócili z pięć albo sześć razy. Jak na razie myszy nie ma, niepokojący zapach też się już nie pojawił
Tagi: kot myszy
03:55, haneczka14 , Zwierzęta
Link Dodaj komentarz »
środa, 14 listopada 2012
Wizyta u kota

Siedzimy wieczorem u znajomej, a z głębi domu rozlega się gardłowe: mrrrrrrauuuu!

- To ten kot – mówi, a my trochę się dziwimy, bo wszyscy przecież znamy Pięknookiego Pręgowanego. – To ten kot, któremu w siedemnastym roku życia dane było zakosztować kąpieli. Zaserwowałam mu ją w zeszłym tygodniu.

- Ależ dlaczego to uczyniłaś? – Pytamy poruszeni do głębi.

- On bardzo lubi siedzieć w piwnicy. Ma tam nawet posłanie. Robiąc jesienne porządki odkryłam w starym wełnianym dywanie w piwnicy olbrzymią, wygryzioną przez mole dziurę. No i dostałam paniki, że mogą się rozprzestrzenić. W związku z czym wyprałam wszystko w całym domu, włacznie z kotem...


- Nawet nie jesteś podrapana – zauważyłam z uznaniem.


- Akcja była zaplanowana w najdrobniejszych szczegółach i co do sekundy. (Wyobrażam sobie, że, nie przymierzając, jak ta Kutcherę.) Kąpaliśmy go oboje, ubrani jak na podbój kosmosu. (Prawdopodobnie mieli na sobie skafandry i pilotkę jak Lamia w kultowym filmie).


W każdym razie teraz już można być pewnym, że Pięknooki Pręgowany nie jest nośnikiem molich larw. Co najwyżej niebezpiecznych resentymentów. Choć, jak wiadomo, kota sie piere, piere sie, ino sie nie wykręco...
środa, 31 października 2012
Sandy, Sandy i po Sandy

Powiało, popadało i przestało. Mieliśmy dużo szczęścia, bo nawet nam prądu nie wyłączyło. My, bo są tacy, co od poniedziałku w po ciemku i w zimnie siedzą, są tacy, co im domki letniskowe z brzegu do morza zmyło no i są tacy, co dachy będą musieli wymieniać.

Jest nadzieja, że ten huragan wywiał z okolicy insekty - śmierdziele. Kto nie wie, o czym mówię, niech się popatrzy tu: http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/1/17/Nezara_viridula_qtl2.jpg  go widać w młodości. Gdy dorośnie, zrobi sie szaro-brązowy. Kłopot polega na tym, że oprócz wysysania soków z pomidorów, truskawek i innych owoców, obgryzania liści roślin ładnych i pożytecznych, z nastaniem jesieni latające owe robaczki ładują się do domów. Przybywają zazwyczaj stadami, nie gryzą, ale latając po pokoju nie celują i odbijają się człowiekowi od nosa. Jak się ich ma więcej w bezpośrednim otoczeniu, to zeschizować idzie.

Mój szef najwyraźniej ma lekką na ich punkcie fobię, bo gdy ostatnio jeden (słownie: jeden) latał mu w gabinecie, to zgasił światło i po ciemnku przed jarzącym się monitorem komputera siedział, czekając, aż latawiec uda się do innych pomieszczeń. Ponieważ tak się nie stało i uparty insekt odczekał, aż to szef sobie pójdzie, musiałam wziąć sprawę, czyli kartkę papieru w swoje ręce i się robaczka pozbyć. Rozgniatając go (w budynku biurowym w którym teraz pracuję okna się nie otwierają) trzeba go dobrze owinąć papierem, żeby smród się nie rozszedł. Bo one rozgniatane śmierdzą i od tego je tu stink bugs, czyli śmierdziele nazywają. A w ogóle podobno to one aż z Chin przyjechały, a że nie mają tu naturalnych wrogów, to się szarogęszą i coraz ich więcej się robi. Dlatego też mam nadzieję, że ucierpiały nieco z powodu huraganu. Howgh.

środa, 25 kwietnia 2012
Kot mojej koleżanki
Możnaby pomyśleć, że Kot Mojej Koleżanki jest zwyczajnym kotem. Pręgowany dachowiec, duży kocur o nastroszonych wąsach i pogardliwym wyrazie twarzy. Nikt nie przypuszcza jednak, że w owym puchatym tygrysku drzemie BESTIA. Bandyta, wyjęty spod prawa złoczyńca. Tak dalece wyjęty spod prawa, że moja koleżanka, która jest osobą normalną i nie zlecałaby chirurgicznego usunięcia zwierzęciu pazurów* w obronie sofy albo dywanu (ludzie naprawdę to robią) z bólem serca i łzą w oku jednak go tej operacji poddała. Dlaczego?
Kotek nie należy do pieszczochów. To delikatnie powiedziane, bowiem w rzeczywistości jedyną osobą, która w ogóle może go dotknąć, jest Moja Koleżanka. Nawet jej mąż (mieszkający z kotkiem od kiedy przynieśli go jako małe kociątko) nie ma prawa pogłaskać futra, nie narażając się na oberwanie szybką jak błyskawica łapą. W związku z czym go nie głaszcze. Nikt go nie głaszcze, tylko pańcia, do której kotek się mrucząc przytula. Jak ma ochotę.
Kiedyś przyszedł do nich znajomy. Jak każdy gość, który pierwszy raz przestąpił ich progi, natychmiast został ostrzeżony, że jakakolwiek próba kontaktu fizycznego z futrzakiem jest absolutnie niewskazana. Gość ostrzeżenia zlekceważył, twierdząc, że zna się na kotach, one go bardzo lubią i z tym egzemplarzem też na pewno się zaprzyjaźni. Mówiąc to delikatnie gładził atłasowe futerko. Potwór zdawał się potwierdzać jego słowa. Siedział grzecznie na krześle, nie mruczał co prawda, ale też nie prychał i nie usiłował pacnąć łapą. Domownicy w napięciu wstrzymywali oddech, zwierz siedział, facet go głaskał, nic się nie działo... 
Aż tu nagle kot jak sprężyna wyskoczył prosto do góry i zanim ktokolwiek zdążył pomyśleć, wbił wszystkie dziesięć przednich pazurów w czoło znawcy zwierząt. Opadając następnie siłami grawitacji przeorał mu twarz z góry na dół tworząc dziesięć krwawiących ran. Facet, znacząc szlak krwią, pognał do łazienki w której po chwili wyglądało jak w rzeźni. Zawieziono go czym prędzej na pogotowie, żeby założyć szwy.  
No i jak mojej koleżance miał się urodzić synek, to rada nie rada, odpazurowała kota, którego do dzisiaj nikt poza nią nie ma prawa dotykać. Albowiem zostały mu jeszcze zęby. 
 

*Drakońska ta procedura przeprowadzana pod pełną narkozą polega na usunięciu tych kawałków kocich palców z których wyrastają pazury. Tak zoperowanemu kotu nigdy już pazury nie odrosną. 


04:16, haneczka14 , Zwierzęta
Link Komentarze (6) »
 
1 , 2 , 3