Archiwum
wtorek, 16 października 2018
Wszystko przez Lutra

Usiłuję przetłumaczyć Mojemu (który jest Niemcem) podpisy pod kocią historyjką obrazkową. Na pierwszym obrazku widzimy kłaki wiszące nad spokojną tonią, a podpis brzmi: 

"Koci włos unosił się nad wodami"

Ponieważ dla docenienia sensu historyjki nie tylko treść, ale i styl jest ważny, kombinuję, jak też to zdanie z Genesis może brzmieć po niemiecku. (Wychowana w polskim ortodoksyjnym katolicyzmie, gdy tylko dane mi było skorzystać z wolnej woli zakończyłam kontakty z kościołem, w związku z czym moje słownictwo religijno-biblijne tak w niemieckim, jak i angielskim, jest dość ograniczone.) Ponieważ rozmowa toczy się po niemiecku z kimś, kto w odległej swej młodości, przez jedenaście lat był ministrantem, liczę, że gdy wypowiem zdanie zbliżone nieco do tego z Księgi Rodzaju, on od razu poda mi dokładne niemieckie brzmienie. Nadzieje moje płonne. W ogóle nie jarzy, o czym mówię.

- Biblia, Stary Testament, Genesis, no jak dokładnie brzmi to zdanie o Duchu Bożym unoszącym się nad wodami?!

- To zależy od tłumaczenia. - Denerwuje mnie swoją dokładnością.

- Ja wiem, ale pomyśl o jakimś takim starym tłumaczeniu, żeby to brzmiało dostojnie! - Chcę wreszcie przejść do historyjki.

- Co prawda jestem katolikiem, ale wiem, że Biblię na niemiecki pierwszy przełożył Luter. - Dalej spokojnie doprowadza mnie do szału.

- Jasne, tyle to ja też wiem! Na polski w tym samym stuleciu przełożył Wujek. - Dodaję, bo nagle przypomniało mi się ze szkoły.

- Nie wiedziałem, że mówimy o kimś z twojej rodziny! - Zaśmiewa się Mój, znający polskie słowa określające stopień pokrewieństwa. 

Ostatecznie przy pomocy wujka, tyle że Googla, znalazłam niemiecką wersję zdania. Z jedenastu lat ministrantury Mojego, dla naszej dyskusji wynikło bowiem tylko to, że Biblię na niemiecki przełożył Luter.

21:05, haneczka14 , Ludzie
Link Komentarze (1) »
środa, 27 czerwca 2018
Tylko chwilę

Jesteśmy tu tylko chwilę. A koty są tu jeszcze krótszą chwilę. Boleśnie dało nam to o sobie znać w zeszłym tygodniu, gdy trzeba było pożegnać się z Młodszym Kotem, który dołączył do grona zimnych czaszek.

A tymczasem oczadziałe czaszki obu stronach oceanu dokładają wszelkich starań, żeby tę krótką chwilę jak największej ilości żyjących utrudnić. Zupełnie, jakby to nie była także i ich chwila, jedyna, bezpowrotna. Szkoda, bo gdyby energia włożona w zdobywanie jak najbardziej przerośniętej władzy nad innymi, spożytkowana została na polepszanie warunków ziemskiego bytowania, świat byłby milszym miejscem.

Widać jednak jeszcze nie czas. Póki co, ograniczają wolności, rujnują trójpodział władzy, szczują na ludzi o innych poglądach, wyznaniu, pochodzeniu, kolorze skóry, płci, orientacji seksualnej, niszczą środowisko i napychają sobie kieszenie, jakby nie wiedzieli, że trumna takowych nie ma. Pycha chodzi przed upadkiem i zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, że na nic się zdadzą te mentalne i rzeczywiste płoty, barierki i mury, którymi się grodzicie. To dopadnie każdego. Po obu stronach ogrodzenia.

00:46, haneczka14 , Ludzie
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 25 grudnia 2017
Cuda się zdażają

Wypłaty robiła u nas osoba pracująca w firmie od wielu lat. Przez ten czas parę osób od nas odeszło, bo nie mogło wytrzymać jej podgryzania, podrzegania, drobnych intryg, mających na celu spowodowanie negatywnego nastawienia do kogoś przełożonych. Nie było na nią rady, bo miała bezwarunkowe poparcie szefa od finansów.

Aż przyjęli do pracy nową asystentkę dla tegoż szefa. Biedna dziewczyna siedziała biurko w biurko z bohaterką naszego opowiadania. Ta oczywiście od razu zaczęła ustawianie, dogryzanie, powolne, a konsekwentne niszczenie. Wszystkie osoby do tej pory z nią pracujące, cały dział finansów, kładł zawsze uszy po sobie, wychodząc z założenia, że najlepiej jest ignorować ten dopust boży i nie kopać się z koniem. Nowa asystentka jednak nie bardzo dawała sobą pomiatać. Kiedyś na przykład głośno i wyraźnie, tak aby całe otoczenie słyszało, zwróciła się do jędzy, żeby zmieniła ton którym do niej mówi. Niewiele to, jak widać pomogło, bo brudna robota trwała dalej. W końcu nasza asystentka złożyła formalną skargę na piśmie do działu personalnego. Na coś takiego firma nie może przymykać już oczu, bo sprawa szybko skończyć się może w sądzie. Bez względu na to, jak nie na rękę szefowi finansowemu były więc kolejne kroki podejmowane przez dział personalny, od polubownej rozmowy ze stronami, poprzez powołanie zewnętrzych konsultantów do pomocy w rozwiązaniu konfliktu między pracownicami, a na wyrzuceniu na zbity pysk zakichanej intrygantki skończywszy, wszystkie zostały przeprowadzone do końca. Niszczycielka po wielu latach została się stać*, a, osłaniający ją i jej szemrane intrygi przez tyle lat, szef od finansów - z asystentką, której szczerze nie cierpi, ale nic nie może zrobić, bo każdy jego negatywny ruch będzie odczytany jako osobista zemsta za przyczynienie się do wywalenia ulubienicy. No, a na parę lat przed emeryturą, nikt na wpół nawet rozsądny, nie będzie się na taką aferę narażał. Wiele osób z firmy wzniosło toast za szczęśliwe pozbycie się niszczycielki.

Cuda się, jak widać zdarzają, zwłaszcza, gdy znajdzie się ktoś, kto im choć trochę w zdarzeniu się dopomoże. Czego sobie i Państwu w ten świąteczny czas serdecznie życzę.

 

 

* Regionalizm południowopolski

23:36, haneczka14 , Ludzie
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 12 listopada 2017
Do rzemiosła

Fryzjerka, do której od lat już chodzimy, pracowała najpierw w salonie należącym do dużej sieci. Przewijało się przez niego wiele pracownic i trochę mniej pracowników, ale ona bezwzględnie najlepiej ze wszystkich strzygła. Ciekawostką jest, że pochodzi spod czeskiej Pragi i przyjechała do Hameryki przed laty, jako au pair. Jakiś czas temu Mój przyszedł z wieścią, że zmieniła miejsce pracy - prowadzi teraz jednoosobowy salon połączony z solarium, znajdujący się zresztą nieco bliżej naszego domu. Zaczęliśmy tam chodzić i widzieli, jak interes ekspresowo się rozwija. Podobnie jak my, wielu jej dawnych klientów zmieniło sieć na jej salon i po kilku miesiącach musiała zatrudnić pomoc - koleżankę, z miejsca, w którym poprzednio razem pracowały. Manewr ten okazał się jednak brzemienny w skutkach na płaszczyźnie interpersonalnej. Koleżanka, wyraźnie od niej starsza, zaczęła traktować nie tylko nowy salon, ale i prowadzącego solarium faceta naszej Czeszki, jako swoją intymną własność. W tej sytuacji bohaterka opowiadania pozbierała swoje zabawki i pewnego pięknego poranka po prostu sobie poszła. Krótko przed odejściem, przeczuwając co się święci, dała mi jeszcze swój numer komórkowy, żebym mogła ją znaleźć, gdy mi włosy odrosną. Po czterech tygodniach faktycznie do niej zadzwoniłam. Strzygła w domu, którego drzwi się nie zamykały - jeśli nie wszyscy, to znaczna większość jej klientów znowu karnie za nią podążyła. Nie czekając więc długo, rozejrzała się za stosownym miejscem i w zeszłym miesiącu otwarła mały salonik w pobliskiej miejscowości. Ma teraz nie tylko dotychczasowych klientów, ale że salonik jest w dobrej lokalizacji, ludzie widzą szyld i wchodzą z ulicy. Interes po raz kolejny rozkwita.

Bo dobry fachowiec, to jest ktoś, a fach w ręku, to jest coś.

16:27, haneczka14 , Ludzie
Link Komentarze (2) »
wtorek, 22 sierpnia 2017
Równy z równym

Denerwuję się, bo po raz kolejny już tego dnia nie mogę sobie przypomnieć jakiegoś słowa. Najpierw przez pół dnia męczyło mnie, jak nazywał się malarz, który malował moje czarne koty w dżungli, aż wreszcie, ćwicząc jogę (joga dobra na wszystko!) przypomniałam sobie, że Rousseau. Teraz znowu nie wiem, jak ma na imię argentyńskie dziecko siostry mojej mieszkającej w Berlinie przyjaciółki. Mój oczywiście też nie pamięta.

- Pedro?

- Głupiś! Jakby to było takie normalne imię, to bym go nie zapomniała! A w ogóle, to chyba muszę zacząć brać jakieś proszki na pamięć.

- ???

- Bo to chyba jest poważna sprawa. Na pewno zauważyłeś, ile razy Cię dzisiaj pytałam, jak się mówi to czy tamto, bo nie mogłam sobie przypomnieć słowa po niemiecku!

- A, to Tym mnie dzisiaj o coś w ogóle pytałaś? Zupełnie nie pamiętam...

02:33, haneczka14 , Ludzie
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 15 sierpnia 2017
Najgorszy rodzaj równości

Miniona sobota dostarczyła jeszcze jednego nieszczęśliwego przykładu równości ludzi bez względu na kolor skóry, oczu, religie, pochodzenie, etc. Otóż rozmyślne wjeżdżanie samochodem w grupę ludzi, albo, jak to miało miejsce teraz, w drugi samochód, który wskutek tego wjedzie w grupę ludzi, przestało być domeną terrorystów islamskich. Ta niezwykle odważna metoda walki z ludźmi o odmiennych przekonaniach, wykorzystana została tym razem przez białego hamerykańskiego naziola. Uczą się od siebie niezależnie od koloru.

00:32, haneczka14 , Ludzie
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 13 sierpnia 2017

Nowa koleżanka w pracy opowiada, dlaczego wyprowadzili się z Florydy, chociaż tak kochają tamtejsze ciepło:

- Ze względu na naszą córkę. Jest w szkole średniej. Na południowej Florydzie większość dzieci w szkole to Latynosi. Wysoka, niebieskooka blondynka jak ona, to rzadkość. No i rówieśniczki nie dawały jej żyć. Oprócz dogryzania urządzały regularne bitki, nie wytrzymała tego i wpadła w depresję. Przestała radzić sobie w kontaktach towarzyskich i z nauką. A gdy inna dziewczyna w szkole z podobnego powodu popełniła samobójstwo, stwierdziłam, że dość tego, wysłałam młodą w środku roku szkolnego na północ, niech mieszka u ciotki i tam chodzi do szkoły i zaczęłam czym prędzej szukać tu dla siebie pracy i przygotowywać przeprowadzkę reszty rodziny. Na szczęście udało się dość szybko i już po kilku miesiącach byliśmy razem. Tutaj co prawda są zimy, ale młoda czuje się dobrze.

Nie miałam świadomości, że są rejony, w których nie czarne, a niebieskie oczy mogą być przyczyną czyjegoś nieszczęścia. A przecież - dlaczego nie? Wszak wszyscy ludzie są równi...

23:54, haneczka14 , Ludzie
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 30 lipca 2017
Psia matka boska

Teraz ma tylko trzy duże psy. Nie bierze czwartego, bo nie wiadomo, czy nie będzie trzeba wziąć (ogromnego) psa po krewnym, który zmarł po drugiej stronie oceanu. Ma nadzieję, że ktoś inny się nim na stałe zaopiekuje i odbędzie się bez sprowadzania psa przez Atlantyk, ale póki co, trzyma to jedno wolne psie miejsce. A że przyroda nie znosi próżni, w międzyczasie w jej domu pojawiają się tymczasowe "czwarte" psy. Nawiązała kontakt z organizacją pożytku publicznego zajmującą się znajdowaniem domów dla psów określanych jako nieadoptowalne i czekających na eutanazję. Bierze takiego psa do siebie do domu, obserwuje, jeśli trzeba, uczy dobrych manier i pokojowego współżycia z resztą dwu- i czworonożnych domowników. Wrzuca w media społecznościowe zdjęcia i krótkie filmiki, opisuje zachowanie i charakter gościa. Po kilku tygodniach, czasami po kilku dniach, pies znajduje nowe miejsce. A ona bardzo się cieszy i płacze przy rozstaniu. Potem dostaje zdjęcia i krótkie filmiki opowiadające o życiu czworonoga w nowym miejscu. Robi to od ponad roku. W tym czasie miała dziewięć tymczasowych psów. Tylko z jednym były problemy i musiała oddać go, żeby zajął się nim tymczasowo ktoś inny. Cała reszta to dobre i miłe zwierzęta. Które o mało nie zostały uśpione, bo się ich dotychczasowym właścicielom odwidziało. 

Najnowszy tymczasowy pies ma jednak duże szanse zostać u niej na stałe. Po posiwiałym pysku widać, że wilczurzyca ma już swoje lata (a im pies starszy, tym trudniej znaleźć dla niego dom). Teraz się już trochę odkarmiła i, mimo, że nie może już biegać, ciągle jeszcze jest bardzo ładnym psem. Ma bardzo przytępiony słuch, ale reaguje na gesty i gdy widzi, że się czegoś od niej chce, jest bardzo posłuszna. Dolna warga opada jej trochę z jednej strony, co skutkuje nietypowym dla tej rasy ślinieniem się. Ponieważ powieka z tej samej strony pyska też jej czasem opada, prawdopodobne jest, że psica miała udar. Swojej tymczasowej pani nie odstępuje na krok. Dosłownie nie odstępuje na krok - stara się stać lub siedzieć, czy leżeć tak, żeby jej cały czas dotykać. Pozostałe psy jedzą karmę stosownie do ich wieku, wagi i rasy. Dla niej karma wilczurza okazała się nieprzyswajalna. Może karma dla psów-seniorów? Też zwracała. No i skończyło się na tym, że pańcia gotuje specjalnie dla niej ryż z warzywami, do którego dodaje nieco karmy dla szczeniaków. Codziennie.

20:11, haneczka14 , Ludzie
Link Dodaj komentarz »
sobota, 24 czerwca 2017
Transplantologia w Hameryce

Nie trzeba być ani starą, ani chorą. Można mieć dwadzieścia cztery lata i na trzy dni przed odebraniem dyplomu uczelni, późnym wieczorem przechodzić przez ulicę. Jeśli kierowca w odpowiednim czasie nie zahamuje, w szpitalu też nie zrobią więcej, niż jest w ludzkiej mocy.

Wyznaczono datę pogrzebu, oraz, zgodnie z hamerykańskim zwyczajem, te kilka dodatkowych godzin, podczas których rodzina, stojąc przy trumnie, przyjmuje kondolencje. Zazwyczaj w domu pogrzebowym, w wieczór poprzedzający dzień pogrzebu.

Idziemy z koleżanką zaraz po pracy. Na myśl o otwartej trumnie mam żabę w żołądku. Nie boję się nieboszczyków, ale uważam, że to widok dla najbliższej rodziny i przyjaciół, a spojrzenia osób takich jak my, koleżanek z pracy ojca zmarłej, nie powinny padać na jej woskowe policzki.

Po ulewnym, popołudniowym deszczu wieczór zrobił się piękny, ogrody tchnącej spokojem willowej dzielnicy miasteczka pełne są kwiatów. Przed wejściem dołączamy do mojej szefowej, dziewczęcia dobrze po sześćdziesiątce. Ubrany w ciemny garnitur pracownik domu pogrzebowego wskazuje wejście. W holu, z przykrytego białym obrusem stołu, można wziąć pamiątkową karteczkę wielkości wizytówki, z czarno-białą grafiką, imieniem i nazwiskiem, datą narodzin i śmierci, i cytatem z Michała Anioła: „Ciągle się jeszcze uczę”. Wpisujemy się do księgi gości i stajemy w kolejce. Wystrój wnętrza tutejszo-standardowy, czyli w guście miłośników „późnego rokokoko”. Udało się z transplantacją? Tak, użyli oczu. – Odpowiada moja dobrze poinformowana szefowa. - Było więcej pacjentów czekających na inne przeszczepy, ale pozostałe części ciała się nie nadawały. – Gdy mój ojciec zmarł – mówi moja koleżanka - dostawaliśmy potem listy od ludzi, którzy dzięki niemu wrócili do zdrowia. Pamiętam list od starszego człowieka, który pisał, że teraz znów może robić dla wnuków drewniane zabawki. - Przedłużając prawo jazdy zwykle zakreślam opcję „dawca organów” – mówi moja szefowa. Ale ostatnio jakoś nie zakreśliłam. Nie wiem, dlaczego. – Ja zawsze zakreślam – mówię. - Jak mnie będą mieli przedtem pociąć, to przynajmniej będzie pewne, że mnie żywcem nie zakopią.

Wyjątkowo chcę, żeby kolejka posuwała się jak najwolniej. Jest długa, ustawiona wzdłuż trzech ścian wielkiej sali, wychodzi do obszernego holu, na końcu którego stoimy. Zimno, klimatyzacja działa na pełnych obrotach, z czego tym razem, inaczej niż zwykle, jestem zadowolona. A niechby tę temperaturę jeszcze obniżyli, niech będzie tak zimno, żeby nie czuć żadnego zapachu, żeby tylko nie poczuć zapachu! Wczesne lato, wszędzie kwiaty. Pamięć na usługach szatana podsuwa trącającą zepsuciem woń floksów. Żeby odwrócić uwagę od oleofaktorycznych doznań, wypytuję moją wszystkowiedzącą szefową o koligacje rodzinne kolegi. Potem skupiam się na galerii dziecinnych, nastoletnich i promieniujących młodością zdjęć jego córki, która nigdy się już nie postarzeje. Nieuchronnie przesuwamy się do przodu. Wreszcie patrzę w kierunku rodziny i z ulgą stwierdzam brak trumny. Kremacja – mówi cicho moja szefowa. Na wieść o tym nawet od białych lilii, obok których właśnie przechodzimy, nie robi mi się niedobrze. Na błyszczącym drewnianym blacie stoi gustowne drewniane pudełko ze zdjęciem. Moja szefowa kładzie na nim dłoń. Słyszę jej myśli. Potem ściskamy matkę, rodzeństwo, macochę (co za słowo) i ojca. Tych ostatnich znam, więc nawet coś więcej do nich mówię. Wydaje się, że kondolencje i uściski dobrze im robią, choć wiem, że muszą być strasznie zmęczeni i prawdopodobnie wszyscy są na prochach. Ja bym była.

Po tym, jak w ósmej klasie szkoły, wtedy po raz pierwszy podstawowej, byłam na obowiązkowej wycieczce w Oświęcimiu, zdecydowałam, że nie chcę być spalona i żeby, jak przyjdzie pora, to mnie zakopali w całości, jeżeli już nie w całunie, to w jakiejś łatwo się rozpadającej trumnie, w żadnym wypadku nie dębowej. Wczorajsza obserwacja, w połączeniu z makabrycznym cyrkiem odprawianym przez będących teraz u władzy w Polsce kryminalistów, skłania mnie ku zapisaniu w ostatniej woli kremacji. Gustownego pudełeczka ze zdjęciem ewentualni żałobnicy nie będą musieli się obawiać, a ewentualni kretyni nie będą chcieli wykopywać. Można zresztą iść na numer sicher i kazać się, legalnie albo mniej, gdzieś rozsypać.

I tak oto nawet najbardziej prywatne w dzisiejszych czasach staje się polityczne.

A opcję dawczyni organów zamierzam przy przedłużaniu prawa jazdy zakreślać w dalszym ciągu.

20:47, haneczka14 , Ludzie
Link Dodaj komentarz »
sobota, 29 kwietnia 2017
Wiosenna łąka

Jestem w raju. Idę lekko wznoszącą się, miękką ścieżką wśród traw, świeci słońce, świeżuteńka wiosenna zieleń pachnie, łagodny wiatr chłodzi rozgrzaną skórę. śpiewają ptaki. Przystaję, żeby spojrzeć na drugą stronę opadającej w kierunku lasu łąki, wystawić twarz do słońca. Zamykam oczy. Otwieram. Oddycham głęboko, obok przeleciał ptak, usiadł na wystającym z ziemi patyku i zaraz znowu zaczął świergotać. 

Nawet nie zauważyłam, gdy, idąc szybkim krokiem, znalazła się w odległości kilku metrów ode mnie. Z wyrobionym przez lata pobytu w Hameryce odruchowym uśmiechem odpowiedziałam na pozdrowienie.

- Pięknie tu! - Zagadała.

- Niewypowiedzianie pięknie! - Zgodziłam się.

- Tylko szkoda, że to nie nasza własność.

- Możemy tu przychodzić codziennie. - Po jej minie widzę, że to nie to samo, więc dodaję: - a nie musimy o to dbać jak o własność.

- Ma pani rację - roześmiała się - nie pomyślałam o tym, jakby to było nasze, to cały czas spędzałybyśmy na koszeniu trawy! Jednak tak jest o wiele lepiej! - Życząc miłej reszty dnia odeszła pod górę krokiem wskazującym na chęć zrzucenia kilku kilogramów.

To miło, że pozwoliłam jej pozbyć się uczucia niedosytu, wywołanego nieposiadaniem raju. Wbrew obawom, po kilku minutach udało mi się nawet wrócić do poprzedniego błogostanu, przerwanego tym krótkim, natrętnie przypominającym o ludzkiej naturze, spotkaniem. 

21:37, haneczka14 , Ludzie
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 14