Archiwum
poniedziałek, 01 sierpnia 2005
Przyjaźń w Ameryce

Pewna obyta z Europą Amerykanka zaryzykowała ostatnio twierdzenie, że Amerykanie nie umieją się przyjaźnić i że jest to uwarunkowane kulturowo. Sama ma mianowicie jakieś tam bliskie przyjaciółki, na które w potrzebie liczyć nie może, które niby się z nią umawiają, ale jak przychodzi co do czego to w ostatnim momencie potrafią odwołać spotkanie.

Przypomniało mi to wypowiedzi przebywających tu na dłuższą metę Europejczyków. No i moje własne doświadczenie z kotami (wyszło na to, że lepiej jest zapłacić profesjonalnej opiekunce od zwierząt, niż liczyć na pomoc znajomych, którzy też mają koty i też wyjeżdżają i te koty też ktoś musi wtedy odwiedzać). No i to wieczne umawianie się - dzisiaj tak, jutro okazuje się, że nie, pojutrze znowu planujemy się spotkać, ale  na dzień przed jednak coś znowu się zmieni.

Z drugiej strony przecież i w tej niby takiej ciepłej i serdecznej Polsce zdarzało mi się dostać kubeł zimnej wody na głowę, kiedy to naprawdę potrzebowałam czyjejś pomocy, a bliska (wydawałoby się) przyjaciółka nie miała czasu, bo... musiała umyć sobie głowę!

Nie należy więc wyciągać przedwczesnych wniosków, tylko dalej obserwować dyskretnie i uważnie tubylców, a wnioski zapisywać na bieżąco... :-)

 

00:24, haneczka14
Link Komentarze (1) »
niedziela, 24 lipca 2005
(brak) zdolności językowych

Czasami zdarzaja sie przypadki beznadziejne. Po kilku tygodniach tłumaczenia i powtarzania delikwentka ciągle nie jest w stanie (mimo swoich najlepszych chęci i to właśnie jest przerażające!) zapamiętać, że niemieckie liczebniki od 21 do 99 czyta się wspak, czyli że trzeba powiedzieć: "jeden i dwadzieścia", zamiast "dwadzieściajeden" etc. Osobom znającym nieco francuski nie wyda się to zresztą najbardziej skomplikowaną metodą czytania liczb... Ale nawet jeżeli moja gwałtowna gestykulacja, mająca na celu naprowadzenie uczącej się osoby na właściwy trop - czyli start od drugiej cyfry - odniesie pożądany rezultat, daleko nam jeszcze do pełnego sukcesu. Zapomniane zostanie bowiem obligatoryjne w języku niemieckim "i" pomiędzy owym "jeden" a "dwadzieścia". W dodatku jej wymowa nie pozwala właściwie zrozumieć, co stara się powiedzieć.

Coraz bardziej przekonuję się, że jednak istnieje coś takiego jak brak zdolności do nauki języka obcego. Bardzo długo byłam zwolenniczką tezy, że obcego języka w stopniu wystarczającym do porozumiewania się może się nauczyć każdy (lub prawie każdy), tak jak każdy nauczył się języka ojczystego. I że ostateczny wynik nauki zależy wyłącznie od motywacji, pracy i uwarunkowań zewnętrznych. Tymczasem okazuje się, że muszą istnieć jeszcze jakieś uwarunkowania wewnętrzne (poza motywacją) wpływające na powodzenie w nauce. Pytanie tylko, co to jest , skoro każdy jest w stanie w jakimś stopniu opanować pierwszy język (ojczysty), a z drugim bywają takie straszliwe kłopoty?

20:04, haneczka14
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 18 lipca 2005
couch potato

Couch potato - w wolnym tłumaczeniu: ziemniak otomański.

Amerykańskie sofy (otomany) sa tak miękkie, że można na nich usiaść tylko raz. Potem się już nie wstanie.

03:20, haneczka14
Link Dodaj komentarz »
1 ... 31 , 32 , 33