Archiwum
niedziela, 09 października 2016
Pracuje, a nie ma jej w biurze

Z samolotu widać Wielki Kanion, potem jeszcze trochę lotu nad górzystą, przypominającą powierzchnię księżyca pustynią i schodzimy do lądowania w Las Vegas. Byłam tam już kilka razy, wiem więc, czego się spodziewać.  Na bagaż poczekamy sobie dłuższą chwilę (w Hameryce są lotniska, które szczycą się tym, że twoja walizka dociera na taśmę przed tobą, oraz takie, na których można zjeść obiad, zanim pakunki przyjadą). Mijamy ludzi siedzących przy pulsujących kolorami automatach do gry. Tyle na temat dobrej rady mojej cioci w Polsce – ona leci do Las Vegas??? Powiedz jej, żeby przypadkiem do kasyna nie weszła! Otóż do Las Vegas nie można przylecieć i nie wejść do kasyna, bo kasynem jest lotnisko. Co nie znaczy, że trzeba na nim grać.

Walizki dojechały, idziemy na postój taksówek. Postój nie jest tu najlepszym słowem, albowiem nikt tam nie stoi – ani taksówki, podjeżdżające, zabierające pasażerów i natychmiast ruszające, ani pasażerowie. Kolejka jest długości trudnej do określenia, bo, dobrze zorganizowanym hamerykańskim zwyczajem, dzięki wyznaczającym miejsce do stania taśmom, jest sześcio- czy siedmiokrotnie wyzawijana, ale jakby ją rozprostować, to z 500 metrów murowane. Sztuka polega na tym, że ludzki ten wąż nie stoi, tylko idzie- przesuwamy się całkiem szybko, momenty, zatrzymania nie wystarczają mi na znalezienie w torbie, gdzie, do cholery, upchałam kopertę z gotówką na napiwki.

Droga do hotelu nie jest daleka, wystarczy jednakże na zarejestrowanie kilku elementów krajobrazu. Oto billboard, standardowych rozmiarów, taki, jakie stawiane są przy autostradach. Tyle, że ten postawiono w czyimś piaszczystym ogródku. Nie reklama jest też jego treścią. Umieszczono na nim zdjęcie psa, zdaje się że york shire teriera, oraz napis głoszący, w wolnym tłumaczeniu: "Nigdy nie zapomnimy radosnych chwil, jakie było nam dane z tobą dzielić, nasz skarbie!" Zamiast nagrobka znaczy się, albo też klepsydry.

Zostawiamy bagaże w hotelu i udajemy się na teren targów. Nasze stoisko już wykończone, sprawdzamy tylko, czy wszystko działa jak powinno i udajemy się na spóźniony obiad. Od jutra zaczynają się targi, czyli pobudka, toaleta, garnitur i cały dzień na nogach. Wieczorem na kolację do jakiegoś miłego miejsca – Las Vegas, poza wieloma wadami, ma tę zaletę, że restauracji i pubów ci tutaj dostatek. Trzeba tylko uważać, żeby nie przeholować z alkoholem w miłym towarzystwie, bo nazajutrz - pobudka, toaleta, garnitur i cały dzień na nogach. Po takim tygodniu deszczowy weekend spędzony w domu jawi się jak wizja ziemi obiecanej.

01:56, haneczka14 , Rzeczy
Link Dodaj komentarz »