Archiwum
środa, 24 października 2007
Głosowanie w Hameryce

Przyczyniłam się do tej niebywałej frekwencji, a jakże! Inaczej niż dwa lata temu, kiedy to, żeby dać głos musiałabym jechać do Ogromnego Hamerykańskiego Miasta i mi się nie chciało, tym razem zobaczyłam, że nie ma żartów i postanowiłam wziąć udział w zabawie, choćby mi przyszło iść do Ogromnego na nogach. Ostatecznie nie było jednak takiej potrzeby, bo punkt zorganizowano tym razem także i w pobliskim Wielkim Hamerykańskim Mieście.

Dotarłam tam (samochodem, nie na nogach:-) przed piątą po południu. Budynek Towarzystwa Przyjaźni przesycony był, najwyraźniej charakterystycznym dla Towarzystw Przyjaźni (patrz: niemieckie), zapachem naftaliny. Z flagą na zewnątrz, strzałkami w środku, dalejże do windy, a windą "DO KOMISJI WYBORCZEJ". Komisja miła: pani z głębokim dekoltem, pan z niepoprawnym politycznie komentarzem o pięknych kobietach, inny pan w drodze na papierosa. A wszystko z nudów, bo pustawo, większość zarejestrowanych już podobno była. W tych odświętnych okolicznościach upalnej jak na tę porę roku soboty obowiązek obywatelski spełniłam.

21:31, haneczka14 , Rzeczy
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 08 października 2007
Kraj nieprzyjazny dla pieszych

Mam w grupie na niemieckim dla średnio zaawansowanych Australijczyka. Facet plasuje się (wraz z moją nauczycielką hiszpańskiego pochodzącą z Kolumbii) na liście najpogodniejszych ludzi na świecie. Gatunek w Polsce rzadko spotykany, charakteruzuje się tym, że gdy wchodzi do pomieszczenia, to jakby słońce wschodziło. Poważnie. Dla lingwistycznego ucha też jest wybitny, bo niemieckiego uczył się w Szwajcarii, gdzie przez pewien czas mieszkał. W związku z tym mówi z tym ich rozbrajającym i nie bardzo nadającym się do brania na poważnie akcentem. I kompletnie niegramatycznie, bo uczył się głównie ze słuchu, a wiadomo, jak to jest z nauką obcego języka ze słuchu u dorosłych*.

Ale nie o tym. Ostanio była lekcja (niemiecka książka, więc temat europejski) na temat poruszania się (pociągiem, autobusem, rowerem, samochodem, etc.) Podręcznik niemiecki i temat w Europie nadający się do dyskusji. A w Hameryce? Za odpowiedź niech posłuży wypowiedź mojego Australijczyka:

-Szkoła mojego piętnastoletniego syna znajduje się 500 metrów od naszego domu. Gdy się tu sprowadziliśmy, myślałem, że będzie mógł chodzić tam na nogach**. Ale tu nie ma chodników!!! Przeszedłem się raz sam na próbę. Mało mnie nie przejechali! Pomyślałem, że rower może być rozwiązaniem. Zapytałem w szkole. Mowy nie ma! Nie wolno! No i skutek jest taki, że albo ja muszę go wozić do szkoły, albo jeździ szkolnym autobusem***. No przecież to jest kompletny absurd!!! Pięciuset metrów tu nie można przejść, bo nie ma chodnika!

Ponieważ według mnie Nowy Świat (nie mylić z ulicą w Warszawie) to Nowy Świat, a już ten kolonizowany przez Anglosasów to naprawdę powinien wyglądać wszędzie jednakowo, wyraziłam powątpiewanie w istnienie chodników w Australii. Uczeń mój zeznał, że chodniki są i jak najbardziej można się z miejsca na miejsce przenosić siłą własnych nóg. Także mieszkając poza granicami wielkich miast.

Zresztą z hamerykańkimi wielkimi miastami sprawa też nie jest jednoznaczna, bo poza kilkoma, głównie na Wschodnim Wybrzeżu, gdzie jest metro i przyzwoita sieć autobusów, też się bez auta chleba na kolację nie kupi. 

Opowieść ta przypomniała mi moje własne początki tutaj. To była najtrudniejsza dla mnie rzecz do zaakceptowania - że samochód zastępuje mi nogi. Pomimo, że lubię jeździć samochodem, musiało minąć kilka miesięcy, zanim opuściło mnie uczucie nieprzyjemnego niepokoju z powodu tego uzależnienia od przyjaciela w garażu. Nie mówiąc już o zbyt małej ilości ruchu na codzień i, co za tym idzie, zbyt małej ilości spalanych kalorii. W ciągu pierwszego roku tutaj przytyłam 5 kilo. Potem je zrzuciłam, ale faktem jest, że mieszkając tutaj muszę uważać, ile jem. W Europie nigdy nie musiałam. A nie odżywiam się w fast foodach!

Jest jeszcze jeden aspekt tego przykucia do samochodu. Otóż moim zdaniem nie ma się co dziwić, że młodzież, która samodzielnie opuszczać dom może dopiero po uzyskaniu prawa jazdy, jest infantylna (a infantylna jest niewyobrażalnie, patrz wpisy na kilku innych polskich hamerykańskich blogach). Cóż - szczęśliwi, których młodość upłynęła w Europie (nawet jeżeli był nią tylko ten najweselszy barak obozu...:-)

*jeśli uczą się wyłącznie ze słuchu, nie biorąc lekcji, nie wyłapują prawidłowości gramatycznych i nawet gdy dochodzą do płynności językowej, mówią z dużą ilością błędów. Dlatego dorosłym zawsze potrzebne są lekcje, w przeciwieństwie do małych dzieci. Dlaczego, o tym napisano tomy, a na pytanie nikt nie odpowiedział.

**wiem, że w Polsce Centralnej i Innej mówi się: pieszo, ale ja trzymam się oboczności południowopolskiej:-)

***to te żółte znane m.in. z serialu "Cudowne lata" i wielu innych hamerykańskich filmów.

02:05, haneczka14 , Ludzie
Link Komentarze (6) »