Archiwum
piątek, 30 września 2016
Prywatne coraz bardziej jest polityczne

Obchodzą mnie bardzo wiadomości z kraju. Większość dorosłego życia spędziłam co prawda poza jego granicami, tym niemniej Polska jest dla mnie ideą fix i naprawdę zależy mi na tym, żeby panowała tam wolność, równość i braterstwo, że się tak podeprę hasłem Republiki*, do której kiedyś było nam, podobno, blisko. Kiedy więc dochodzą do mnie wieści o tym, co się wyprawia w tym już-prawie-katotalibanie, to na zmianę ogarnia mnie niedowierzanie, wściekłość, albo taka nagła kurwa rzuca mnie po ścianach, że tylko palce gryźć, bo mnie ocean od Was oddziela i nie biorę udziału w marszach, protestach i manifestacjach, ani też nie udzielam się w jakikolwiek inny sposób na miejscu. Dlatego, przynajmniej tutaj, bo wiem, że parę osób te moje wypociny czytuje, oświadczam, że z całego serca swego, z całej duszy mojej i (no właśnie, wbite swego czasu mentalnym batem regułki KK mi na tej wolności już z głowy wywietrzały - wiem, że tam jeszcze z całego czegoś było) jestem PRZECIW jakiemukolwiek wpływowi jakiegokolwiek kościoła albo związku wyznaniowego na stanowienie lub stosowanie prawa w Polsce (lub w ogóle gdziekolwiek, ale że mam obywatelstwo polskie, to się czuję upoważniona do zabierania głosu w tym kontekście). Wszystkie kobiety i dziewczyny protestujące na czarno przeciwko faszystowskim pomysłom: choć nie ciałem, to duchem jestem z Wami. Nawet nie musicie mojego biednego serca jeszcze palić w aloesie**, a już jestem z Wami!!! 

* Mowa o Francji, oczywiście.

** Chętnie założyłabym, że każdy wie, skąd ten aloes, ale program nauczania w szkołach teraz podobno bardzo się zmienił, więc na wszelki wypadek, jakby się tu jaki/aś młodszy/a czytelnik/czka zabłąkała - to ze Słowackiego, ten aloes. Juliusza, nie języka. 

sobota, 17 września 2016

Moja mieszkająca od szesnastu lat w Anglii przyjaciółka tegoroczne wakacje spędziła w krajach niemieckojęzycznych. Wraz ze świetnie mówiącym po polsku mężem Anglikiem i dwojgiem dzieci przejechali z północy na południe przez Niemcy, zatrzymując się w kilku miastach, a w Szwajcarii odwiedzili w Zurychu znajomych, z którymi nie widzieli się od ładnych paru lat. On jest Szwajcarem o słoweńskich korzeniach, ona Węgierką, a ponieważ poznali się na studiach w Krakowie, obydwoje mówią po polsku. Zobaczywszy jeszcze kawałek Austrii, i zawitawszy na chwilę do Polski, moja przyjaciółka z rodziną wróciła do Londynu. Niedługo później ich z kolei odwiedzili znajomi z Argentyny. Ona mówi po angielsku, on natomiast nie bardzo. Przygotowując dzieci na tę wizytę, moja przyjaciółka zaproponowała starszemu, żeby próbował rozmawiać z gościem po hiszpańsku, którego od niedawna uczy się w szkole. Młody człowiek, nie bardzo widać wierząc w swoje hiszpańskojęzyczne kompetencje, odpowiada szczerze:

- Ale jak się nie dogadam po hiszpańsku, to zawsze przecież będziemy mogli mówić po polsku!

Dla tego młodego Anglika oczywistym jest, że każdy cudzoziemiec, nawet jeśli nie mówi po angielsku, to przecież płynnie posługuje się polskim.

19:23, haneczka14 , Języki
Link Komentarze (5) »
niedziela, 11 września 2016
To było dawno i nieprawda

Robocze zebranie z Szefem Całej fabryki - omawiamy projekt nowej strony internetowej. Pewne rozwiązanie mu się nie podoba. Koleżanka tłumaczy, że ponieważ na stronie miały się znaleźć określone linki, musieliśmy to tak zrobić.

- Te linki tam mają być? A dlaczego? - zdziwił się Szef Całej Fabryki.

- Bo ty je tam chciałeś mieć.

- Ja??? A, no może.... ale to było dawno!

Ortodoksyjny konserwatyzm nie jest cechą, którą można mu zarzucić.

22:38, haneczka14 , Ludzie
Link Dodaj komentarz »