Archiwum
piątek, 30 września 2011
Radość życia
Nasza Kolumbijka, skończywszy dobrą chwilę temu osiemdziesiąt lat, przestała uczyć u nas hiszpańskiego. W zeszłym roku zmarł jej mąż. Mieszka z siostrą, nowotworową rekonwalescentką. Babcinka jest drobniutka i coraz bardziej się kurczy, ale długie włosy farbuje henną a spoza dużych okularów błyskają żywo wielkie czarne oczy. Czasem do niej dzwonię i mówimy po hiszpańsku. Zdarza się, że nikt nie odbiera. Wtedy, gdy przy kolejnej próbie połączenia usłyszę w słuchawce jej głęboki głos, oddycham z ulgą.
Rozmawiałam z nią ostatnio:
- I co u ciebie słychać? - pytam, mając na myśli głównie jej fizyczne samopoczucie.
- Ano, byłam na wycieczce objazdowej w Górach Skalistych, w Kolorado. Codziennie nocowaliśmy w innym hotelu, bardzo dużo zobaczyłam, wspaniała podróż. Pojechałam sama, no bo z kim mam jeździć? Ale mówię ci, podróż boska. Samolotem do Las Vegas, a potem autokarem i pociągiem, wszystkiego dziewięć dni w drodze. Teraz myślę, żeby się wybrać w Andy Chilijskie, ale to już będzie większa wyprawa...

Chyba niepotrzebnie tak się stresuję, gdy Maria czasem nie odbierze telefonu...
03:47, haneczka14 , Ludzie
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 18 września 2011
Filc
Młodszy Kot, zniecierpliwiony zapewne, że mimo porad i namiarów dawanych mi przez Moją Czarną Koleżankę ciągle nie mogę zdecydować się na szokującą zmianę fryzury, postanowił wziąć sprawy w swoje łapki i samemu zapuścić sobie dredy. Natura obdarzyła go krótkim, ale niezwykle miękkim szarym futerkiem, w którym przy sprzyjającym oświetleniu wygląda, jakby był zrobiony z filcu. 
Tworzenie dredów zaczął od tyłu. Od tyłu kota, nie tyłu tworzenia. Mimo że bardzo lubi się szczotkować, to jednak nigdy nie przepadał za obecnością grzebienia w okolicach ogona. Ostatnio niechęć ta objęła całe kocie pośladki. Na nich właśnie tworzyć się zaczęły drobne kuleczki zbitego futerka. Gdy chciałam je wyczesywać, dawał głosem do zrozumienia, że nie akceptuje mojej niszczycielskiej działalności. Gdy nie dawałam za wygraną, posuwał się do uderzeń łapką ze schowanymi pazurkami i dotykaniem mojej dłoni otwartą mordką. Młodszy jest stworzeniem niezwykle miłym - w całym jego siedmioletnim życiu jeszcze nie słyszałam, żeby fuknął - pacnięcie łapką bez użycia pazurów jest najwyższą (jak do tej pory) oznaką niezadowolenia. 
Reguła ta nie dotyczy jego kontaktów ze Starszym Kotem, z którym piorą się aż wióry, czy raczej futro, leci, ale nawet w tych pojedynkach powietrze spuszczane jest jedynie przez Starszego.
Ponieważ jednak nadszedł czas szczepienia, przy okazji wizyty u Pani Doktor dowiedzieliśmy się, że to nic strasznego, kulki w futerku się zdarzają i w ciągu kilku minut zdecydowana ich większość została wyczesana. Ja trzymałam, pani kocia pielęgniarka czesała, kot usiłował się uwolnić.
Jak długo żyję, nie wiedziałam, że krótkowłose (o długowłosych nie wiem nic) koty mogą się filcować... 
czwartek, 15 września 2011
Refleksje luźne na temat jedzenia
Zastanawiając się nad drogami, jakie przebywa jedzenie, dochodzimy do wniosku, że kukurydza odbyła podróż dokładnie odwrotną niż pierogi. 
Pierogi z Europy środkowo-wschodniej wykonały skok za ocean, nie zahaczając o tereny na wschód od Odry i Nysy Łużyckiej. Żyją sobie teraz w Hameryce całkiem wygodnie, nabyć je można w kilku gatunkach w każdym supermarkecie. 
Główny zaś składnik odżywczy Inków dotarł do mojego polskiego domu przez południowo-wschodnie rubieże Cesarskiego Królestwa, jako mamałyga rodem z Bukowiny, względnie gotowane w wodzie kaczany. Eeee, kolby, znaczy.
Mój, który jest Niemcem spod granicy francuskiej z gotowaną w całości kukurydzą spotkał się zaś dopiero w Polsce. 
I nic z tego nie wynika, nawet to, że ktoś kiedyś napisał o Polsce jako o hamerykańskim koniu trojańskim w Unii Europejskiej. Hej.
01:36, haneczka14 , Jedzenie
Link Dodaj komentarz »
sobota, 03 września 2011
Nagły wypadek
Nasz nowy nauczyciel arabskiego, Marokańczyk, zadzwonił któregoś dnia, że nie może przyjść na popołudniowe zajęcia. Przeprosił i stwierdził, że to nagły i nieprzewidziany wypadek. Nie byłyśmy zachwycone, bo głupio odwoływać zajęcia w ostatniej chwili, ale cóż - wypadki chodzą po ludziach. W niedługi czas potem już bez uprzedzenia nie pojawił się na zajęciach i w dodatku nie oddzwonił od razu, żeby wytłumaczyć co też się stało, a gdy wreszcie zaddzwonił, mówił coś o poważnym problemie i że musieli z żoną iść do sądu. Nie dopytywałam się, pomyślałam, że chodzi pewnie o nieruchomości, że im grozi eksmisja albo coś  w tym rodzaju (facet jest dobrze przed trzydziestką i dopiero od kilku miesięcy w Hameryce. Jego żona natomiast jest Hamerykanką). Gdy w kolejnym tygodniu znowu strzelił bumelkę, mimo mojej wyraźnej prośby, żeby nas powiadomił odpowiednio wcześniej, jeśli nie będzie mógł przyjść, wiedziałam już, że trzeba drania zwolnić, bo cyrk (czytaj: Centrum Językowe) w takich warunkach nie może pracować.
Szefowa wysłała mu maila z naganą. Odpowiedział tym razem szybko, też mailem, wyjaśniając wreszcie, w czym rzecz. Przykro mu, że nas wystawił do wiatru. To nie dlatego, żeby był niegodny zaufania, albo żeby mu nie zależało na pracy. Przeciwnie, od kilku już lat jest nauczycielem i odpowiedzialne wykonywanie zawodu zawsze było i jest dla niego bardzo ważne. Nie mógł przyjść na zajęcia ani nas telefonicznie o tym uprzedzić, bo... został aresztowany. Żona oskarżyła go, że ją bije i zabrała go policja. Ma z nią (żoną, nie policją) poważny problem, bo to ona go bije i grozi mu deportacją. On zaś nie ma teraz gdzie się zatrzymać ani skąd do nas dzwonić.
Pewnie, że są okrutne babska, które się nad facetami krwawo znęcają. Pewnie, że są niewinni faceci, ofiary przemocy domowej (sama znam jednego w Polsce. Miły i przystojny, jego żona ładna i z polotem. Najczęściej lata jej ręka.) 
No tylko że w tym wypadku jakoś tak niewiele za gościem przemawia...
02:18, haneczka14 , Ludzie
Link Dodaj komentarz »