Archiwum
piątek, 10 września 2010
Zagadka

Partnerka Mojej Koleżanki najpierw stała się bardzo gadatliwa. Do tego stopnia, że nawet gdy Moja Koleżanka nie odzywała się słowem, tamta potrafiła zrobić awanturę, że tamta ciągle jej przerywa. No a wywody, jakie prowadziła, były cokolwiek dziwne...

Potem zrobiła się strachliwa, zaczęła wszędzie wietrzyć niebiezpieczeństwo. Należy przy tym wiedzieć, że swego czasu była zawodowym żołnierzem i umie strzelać, walczyć wręcz oraz posiada kilka innych umiejętności, o których lepiej nic nie wiedzieć. No a jeżeli taka osoba zaczyna się bać, to może faktycznie coś jest na rzeczy...

Kulminacja nastąpiła pewnej pięknej soboty. Po południu zrobiła się już bardzo niespokojna, a wieczorem zaczęła gasić i zapalać światło, biegać od okna do okna i ogólnie nie można z nią było nawiązać żadnego kontaktu. Moja Koleżanka była lekko przerażona. Nie wiedziała, czy wzywać pogotowie, czy może straż pożarną?

Na szczęście matka Mojej Koleżanki jest psychologiem i, choć mieszka na drugim końcu kontynentu, była w stanie pomóc przez telefon. To ona porozmawiała z izbą przyjęć w wariatkowie i z policją, która przyjechała, żeby pacjentkę tam odtransportować. No bo proszę sobie wyobrazić: gdyby policja nie wiedziała, z kim ma do czynienia, zastrzeliliby ją natychmiast gdy sięgnęłaby do kabury najbliszego stróża prawa. A biorąc pod uwagę, jak była przestraszona (oczywiście, że to była paranoja, ale dla niej strach był prawdziwy) i jak jest wyszkolona, próba skutecznego rozbrojenia policji byłaby pierwszą rzeczą, jaką by zrobiła. A tutejsza policja nie czeka zbyt długo z oddaniem celnego strzału.

Gdy już ją oddtransportowano, zrobiono różne testy. Człowiek, który nie cierpi na chorobę umysłową (partnerka Mojej Koleżanki na takową nie cierpi) może mieć podobny atak tylko w pewnych bardzo określonych okolicznościach. Tak też było i tym razem. Okazało się mianowicie, że o ile palenie marihuany jako takiej nie jest specjalnie niebezpieczne, o tyle gdy pomiesza się ją z pewnymi bensoesanami albo innymi środkami używanymi, np. do balsamowania zwłok, sprawa może obrać niezamierzony obrót. Nie ześwirujemy od razu, ale po kilku tygodniach możemy bez powodu zacząć bać się wszystkiego. Może się okazać, że będziemy musieli spędzić w wariatkowie tydzień albo dwa, a paranoidalne zachowania i strach nie opuszczą nas przez dobrych parę miesięcy...

Sytuacji dodaje blasku fakt, że bohaterka nasza jest dobrze wykształconą pielęgniarką, która swego czasu pracowała w więzieniu i wielokrotnie na własne oczy widziała, co dzieje się z człowiekiem, który się upali tym, co niepotrzeba. Niezmierzone są otchłanie duszy ludzkiej...

00:44, haneczka14 , Ludzie
Link Komentarze (1) »