Archiwum
sobota, 05 września 2009
Czubek góry lodowej
Wraz z czterema innymi osobami w pracy co dwa tygodnie prowadzimy krótkie szkolenia i konferencje przez internet. Każdy ma przydzieloną grupę ludzi, z którą się wirtualnie kontaktuje. W tej chwili jest nas cztery babki i facet. Jedna z dziewczyn (Marokanka, od ośmiu lat w Hameryce) jest w ciąży i za miesiąc idzie na macierzyński. Kilka tygodni temu przesłała e-mail z prośbą-pytaniem, czy nie mogłybyśmy podzielić się jej sesjami i zastąpić ją podczas nieobecności. Zauważyłam wprawdzie, że wśród adresów w e-mailu nie ma naszego kolegi, ale pomyślałam, że pewnie niedawno rozmawiała z nim przez telefon i przy okazji zapytała. Poza tym - mnie proszą o pomoc, to ja odpowiadam (pozytywnie, ma się rozumieć). Reszta i tak się wyświetli, bo naczalstwo zapyta oficjalnie wszystkich nas na kolejnym zebraniu.
Jedna z koleżanek (rodzona Hamerykanka) nie wytrzymała jednak i w miłym tonie, zgadzając się na zastępstwo, zapytała pół-żartem, czy pominęła naszego kolegę, bo jest facetem? Za niedługo przyszła odpowiedź Arabki: tak, niezręcznie jest jej go o to prosić ze względu na płeć.
Gdy piszę tu "Arabka" nie należy wyobrażać sobie pozawijanej od stóp do głów w czarne szmaty kobieciny bez twarzy i z piątką dzieci. Nasza koleżanka wygląda jak każda inna kobieta Zachodu. Gdy się z nią rozmawia, też nie zauważa człowiek niczego specjalnie ją od nas różniącego.
I dokładnie na tym czasem polega trudność.
03:48, haneczka14 , Ludzie
Link Dodaj komentarz »
piątek, 04 września 2009
Niedaleko Wielkiego Hamerykanskiego Miasta
Sarny pojawiają się o świcie jak kopytne zjawy. Siedząc na balkonie w słabym świetle odchodzącej nocy najpierw dostrzegam ruch na skraju ogrodu. Podnoszę głowę znad śniadania i widzę płowe duchy - trzy, cztery, kiedyś naliczyłam siedem wysłanników Mannitou.
Młodszy kot boi się teraz chodzić do piwnicy. Najpierw zawraca głowę, żeby otworzyć drzwi, ale po zapuszczeniu głębszego żurawia w dół nie decyduje się zejść po schodach. Myślę, że powodem tego jest cykada, którą słychać i przez zamknięte drzwi piwnicy aż do kuchni.
Duże ptaki z rudymi brzuszkami, takie nieco większe od kosa, wyprowadziły się po odchowaniu potomstwa i mogłam wreszcie przyciąć wymykającą się po kolumnie na dach i spod wszelkiej kontroli wisterię, oraz zlikwidować gniazdo. Zdążyło się już rozeschnąć i trudno sobie wyobrazić, że w tej jako-tako sklejonej kupce siana mieściły się aż cztery żółtodzioby - tyle przynajmniej kuperków naliczyliśmy, patrząc wraz z kotem przez okno na parterze. Przez te kilka tygodni ptasiej aktywności koty moje miały prawdziwe kino domowe. Albo raczej reality show.
czwartek, 03 września 2009
Kolory
Moja czarna koleżanka pamięta, jakie wrażenie zrobiło na niej, gdy będąc w Europie, po raz pierwszy w życiu postrzegana była przede wszystkim jako Hamerykanka, a dopiero potem jako Murzynka. W jej własnym kraju jest bowiem odwrotnie.
Natomiast gdy jej znajoma pojechała do Afryki, gdzie ma krewnych, cała wioska traktowała ją jak białą: no jak to? Z białego kraju przyjechała przecież!
03:44, haneczka14 , Ludzie
Link Komentarze (2) »