Archiwum
czwartek, 21 września 2006
Karaiby I

Karaiby. A wlasciwie Meksyk. Znowu Yucatan, znowu Mala Miescina poza sezonem turystycznym, za to w sezonie huraganowym (mielismy piekna pogode, zaden wiatr z deszczem nas stamtad nie przegonilJ Slonce. Slonce. Slonce. Morze gladkie jak stol. Woda blekitna i ciepla. Jasno, jasno takze i na 20-tu metrach glebokosci. Ryby kolorowe jak rajskie ptaki. Ogromne zolwie plywajace, jakby lataly, wielkie kraby chodzace bokiem, langusty groznie ruszajace czulkami, zupelnie, jakby marszczyly nos. Machajaca „skrzydlami” plaszczka. Ryby male, ryby duze, okragle, podluzne, oble i troche kanciaste. Wszystko w trzech wymiarach, my tez, inaczej niz na ziemi, poruszamy sie w trzech wymiarach: glowa do przodu, glowa w gore, glowa w dol...

A pierwsza wiadomosc nie byla dobra. Przyjechalismy do Malej Miejscowosci i udali sie do Sklepu Nurkowego, zeby przywitac sie ze znajomymi sprzed roku. Po radosnej wymiane usciskow Brad-Instruktor powiedzial: Mark nie zyje.

Poznalismy Marka w zeszlym roku. Mlodziutki blondyn z polnocnych rejonow swiata, dla ktoregoMala Miescina z jej Rafa Koralowa staly sie ojczyzna z wyboru. Jesli akurat nie nurkowal, mozna go bylo spotkac na „rynku”. Przewaznie boso i bez koszuli, po drodze do albo z morza. Co sie stalo? Odpowiedz zawsze jest jedna: nie byl wystarczajaco ostrozny. Nurkowal powierzchniowo, czyli bez butli, tylko z maska i rurka do oddychania. Wstrzymywal oddech i zanurzal sie na chwile glebiej, a wszystko w miejscu bliskim plazy. Penetrowal miejsce, gdzie slodka woda z porosnietych mangrowcami moczarow uchodzi do morza tworzac w dnie „oczko wodne. Hipotezy na temat smierci Marka sa rozne: wplywajac do „oczka” sploszyl zyjaca tam duza rybe, a ta, rzucajac sie do wyjscia wepchnela go na kamienie, uderzyl glowa, zemdlal... Albo przesadzil z hiperwentylacja przed zanurzeniem, stracil pod woda przytomnosc... Albo po prostu przeliczyl sie ze swoimi mozliwosciami, z tym, na jak dlugo jest w stanie wstrzymac oddech, wplynal za daleko do „oczka”, nie wydostal sie na czas... No a przede wszystkim – byl sam. Podreczniki zas mowia, ze zawsze trzeba nurkowac we dwojke...

 

19:56, haneczka14 , Ludzie
Link Komentarze (3) »
środa, 13 września 2006
Kurs nurkowania II

Wody otwarte. Zalew przystosowany specjalnie do cwiczen i szkolen nurkowych. Woda slodka, chlodna i zielona. Zwlaszcza ponizej glebokosci 5-ciu metrow zielona i 20-tu metrow chlodna. Szczypalo w policzki, bo tylko one mialy kontakt ze srodowiskiem - reszta zapakowana w przylegajacy kombinezon, kaptur, rekawice, a wszystko z neopremu. Oczy i nos pod maska.

Poza tym nie bylo tak ciemno i klaustrofobicznie, jak sie spodziewalam. Poogladalismy specjalnie w tym celu zatopione: szkolny autobus (ten zolty, jak z filmu "Cudowne lata"), maly samolot, ciezarowke, samochod... Wszystko osnute szlamem.

Cztery nurkowania na wodach otwartych zaliczone, licencja zrobiona - dalej, na Karaiby!

18:53, haneczka14 , Ludzie
Link Komentarze (3) »