Archiwum
niedziela, 16 sierpnia 2015
Marynarka i Francuz
Uroczyste otwarcie nowego budynku mojej firmy. Zjeżdżają się goście z zagranicy. 
Zamieszkały w Kanadzie Francuz zostawił w taksówce na lotnisko marynarkę, a że następnego dnia wielka feta i wszyscy mają być ubrani odświętnie, chce jeszcze wieczorem pojechać na zakupy. Nie wie tylko, jaki jest jego rozmiar w Hameryce. Biały Hamerykanin zdejmuje swoją marynarkę w pepitkę i podaje galijskiemu gościowi, żeby przymierzył, bo są podobnego wzrostu i budowy. Ten ją zakłada i... tu staje się coś dziwnego. Marynarka w pepitkę, która na właścicielu była nie zwracającym uwagi czymś, na gościu ożywa – w ciągu kilku sekund potrzebnych mu na jej założenie, okazuje się, że ma kształt, kolor, wyraz, pięknie się układa, miękko podkreśla ruchy... 
Widać nie zawsze suknia zdobi człowieka. Bywa też odwrotnie.