Archiwum
piątek, 25 sierpnia 2006
Wizyta u Pana Doktora

Jak co roku nadeszła pora na wizytę u Pana Doktora. Starszy Kot jak zwykle wyczuł już pół godziny wcześniej, że coś się szykuje i uczynił wszystko, żeby zniknąć z powierzchni ziemi. Nie całkiem mu się udało, bo odkryłam go zaszytego w ciemnym wnętrzu sofy... Po krótkiej gonitwie na trasie: jadalnia - łazienka - jadalnia, został, wbrew swojej silnej woli wsadzony do kociego Pudełka Transportowego. Młodszemu Kotu odrobinę udzielił się niepokój, ale zanim zdążył poddać się panice, włożony został do drugiego Pudełka Transportowego.

Po przebyciu osłodzonej rozdzierającym serce miauczeniem trasy, Starszy jak zwykle sparaliżowany strachem pozwolił Panu Doktorowi zrobić ze sobą wszystko bez najmniejszych problemów. Młodszy natomiast jak zwykle bardziej był zainteresowany niż zaniepokojny sytuacją. Obwąchiwał kąty, wykorzystał, że byłam do jego drapalno-głaskalnej dyspozycji i walcował się po podłodze, ocierał o Kocią Panią Pielęgniarkę, sprawdzał, co Pan Doktor notuje w karcie na jego temat. Absolutnym hitem było, że przy pobieraniu krwi wolną łapką "łapkował", jak zwykł to czynić przy głaskaniu... Ot i charakter - wszystko jedno, co z nim robią, byle był w centrum zainteresowania:-)

Dla Kocich Znawców: Hamerykańskie Towarzystwo Weterynaryjne zaleca badanie okresowe kotów, które ukończyły dwa lata, co sześć miesięcy. Raz w roku pobiera się do badania krew, drugi raz - mocz (strzykawką, prosto z pęcherza. Miewa to ten skutek uboczny, że kociszcze się czasem zsika w drodze do domu, bo mu się sygnały pomieszają). A wszysto to po to, by jak najwcześniej wykryć możliwe choroby, w których długotrwałym ukrywaniu koty są mistrzami. (Oraz, co tu ukrywać, zapewnić regularny dochód Kocim Panom i Paniom Doktorom:-)

Po powrocie do domu Starszy, obrażony, zaszył się na kilka godzin pod łóżkiem, natomiast Młodszy rozciągnął się wygodnie w salonie, jakby nigdy z domu nie wychodził. A badanie przebyły jednakowe...

02:05, haneczka14 , Zwierzęta
Link Komentarze (4) »
sobota, 19 sierpnia 2006
Kurs nurkowania I

Robimy kurs nurkowania. Ponieważ nie znam polskich fachowych zwrotów, wyjątkowo posłużę się tu pojęciami angielskimi: nasz kurs to jest "open water diver". Mieliśmy ostatnie zajęcia w basenie, następnym razem wyjdziemy już na otwarte wody.

Z nie do końca wyjaśnionych przyczyn zużywam powietrze pod wodą bardzo powoli i taka sama ilość wystarcza mi na wiele dłużej niż innym uczestnikom wygłupów. Tak to, podczas gdy oni po zużyciu zawartości butli dryfują sobie słodko w słońcu na powierzchni, mnie dostaje się dodatkowe szkolenie w głębinach. I tak ostatnio znowu ostałam się na dnie sama. Pan Instruktor zdjął BCD (to jest taka napełniana powietrzem kamizelka, do której przytwierdzona jest butla ze sprężonym powietrzem) i odłączony od źródła życiodajnego tlenu począł robić rundy przepływając pomiędzy bramkami (które służyły nam wcześniej do spokojnego przepływania w pełnym rynsztunku). Gdy to zobaczyłam, wiedziałam już, kto jest następny w kolejce...

Nie czekałam już nawet, aż mi powie, że mam powtórzyć, czego właśnie dokonał, od razu odłączyłam się od butli, zakręciłam ją i wykonałam rundę honorową przez bramkę. Zajęło to, nie ukrywajmy, nieco czasu, w związku z czym do butli wracałam już na wyraźnej rezerwie i dość pospiesznie... No i jak to w takich wypadkach bywa, w pośpiechu ogromnym (bo przecież zaraz się uduszę!:-), zamiast uważnie wziąć do ust regulator (to ten ustnik, przez który się oddycha) i pewnym ruchem odkręcić butlę, ja, rzucając się (jak wyjęta z wody ryba, hahaha:-) wsadziłam sobie w pysk regulator odwrócony o 180 stopni oraz zabrałam się nerwowo za odkręcanie pokrętła przytwierdzającego regulator do butli... Logicznym skutkiem tej działalności było, że spragnione bynajmniej nie wody usta jak najbardziej wodę pociągnęły... Kiedy zaczęłam się (kontrolowanie) krztusić, obserwujący moje wyczyny Pan Instruktor uratował mi życie podając swój regulator i pokazał, na czym polegał problem. Gdy już dokręciłam jedno pokrętło, odkręciłam drugie, założyłam z powrotem BCD i popłynęłam dokasłując sobie spokojnie w regulator nagle... skończyło mi się powietrze!!! Odwróciłam głowę i gdy zobaczyłam Pana Instruktora już wiedziałam o co chodzi - zapłynął mnie od tyłu i zakręcił mi powietrze w butli! Dałam odpowiedni sygnał, a on z sardonicznym uśmiechem najpierw znowu użyczył swojego źródła prany, a potem odkręcił z powrotem moje:-)

Gdy szczęśliwie wynurzyliśmy się na powierzchnię, zaraz zdał Mojemu relację z dodatkowego szkolenia z niespodzianką, jakie mi zaserwował (utrzymuje, że mam gdzieś ukryte skrzela i chce mnie zdemaskować:-). Mój miał oczywiście ubaw miał po pachy, a teraz z dumą rozpowiada, jaki to ja mam talent i że dokonuję wyczynów godnych szkoleń hamerykańskich marines... No i za to szerzenie legend między innymi go wielbię:-)))

00:11, haneczka14 , Ludzie
Link Komentarze (7) »
wtorek, 08 sierpnia 2006
Cyrk i języki obce

Jest taki cyrk światowej sławy z międzynarodową załogą i bez zwierząt, podróżujacy właśnie po kraju, który mnie gości. Aktualnie przebywa w Wielkim Hamerykańskim Mieście. Centrum (językowe) dostało za zadanie zorganizowanie kilkunastu lekcji angielskiego w ramach kontynuowania kursów jakie część cyrkowców pobiera w miejscach swego postoju.

Angielski cyrkowców na bardzo różnym jest poziome, toteż grupy są trzy - jedna zaawansowana i dwie mniej lub bardziej początkujące. Grupa zaawansowana składa się z przedstawicieli różnych nacji i kontynentów. Natomiast grupy początkujące są dość homogeniczne. Składają się z Rosjan.

Pracodawca zafundował akrobatom te lekcje na wniosek tych zaawansowanych. Poprosili oni mianowicie o lekcje dla Rosjan, bo się z nimi przy wywijaniu linami 10 metrów nad ziemią i innych ciekawych czynnościach, dogadać nie mogą. Kierownictwo szczodrym gestem zakupiło więc  lekcję Rosjanom, a przy okazji też tym, co na pomysł szkolenia owych Rosjan wpadli.

Teraz sytuacja wygląda tak, że grupa zaawansowana pilnie się uczy - pewnie że im łatwiej, bo już wysoki poziom znajomości języka osiągnęli i teraz tylko szlifują. Rosjanie natomiast specjalnie się do nauki nie przykładają, wagarują i wstydzą jeden przed drugim otworzyć gębę w innej, niż ukochana słowiańska mowa...

I żeby nie było - ja absolutnie nic nie chcę przez to powiedzieć.

01:25, haneczka14 , Ludzie
Link Komentarze (10) »