Archiwum
niedziela, 24 lipca 2016
Mieszkanie po berlińsku

Odebraliśmy z lotniska Tegel Miłego Gościa, który razem z nami spędzi kilka dni u Naszej Przyjaciółki w Berlinie. Nasza Przyjaciółka przeprowadziła się ostatnio do w miarę dużego mieszkania na czwartym piętrze XIX-wiecznej kamienicy z wysokim parterem, ale za to bez windy, co daje efekt piętra piątego. Ciągnąc walizkę na kółkach dochodzimy do bramy wejściowej. Przy domofonie stoi jegomość z notatnikiem i długopisem. Podświadomie klasyfikuję go jako przedstawiciela agencji ubezpieczeniowej i, nie zwracając nań dalszej uwagi, otwieram kluczem drzwi. Facio wchodzi z nami do budynku. Idę przodem i nie słyszę, że Mój, zwracając się do niego, pyta, czy to aby w porządku, że go do tej kamienicy wpuszczamy. Schody są dość strome, spieszę więc na górę, żeby jak najszybciej mieć je za sobą. Mniej więcej w okolicach drugiego piętra zauważam, że facet ciągle idzie za nami i że chyba coś mówi. Ale co mnie to obchodzi. Żwawo przebieram nogami i już jestem na trzecim piętrze. Gość dalej za nami tupta. Dziwne, taki ubezpieczyciel, co to okazją wszedł do budynku, powinien zacząć dzwonienie do drzwi pierwszego mieszkania na parterze, a nie wdrapywać się od razu na górę. Jeszcze tylko pół piętra dzieli mnie od celu, gdy wyraźnie słyszę, że pyta, do kogo idziemy. Ku mojemu lekkiemu zdziwieniu biegnie za nami aż na czwarte piętro i widząc, w który zamek wkładam klucz, wymienia nazwisko Naszej Przyjaciółki. Mam dość. Odwracam się i pytam zdecydowanym i donośnym głosem, czym mogę służyć.

- Państwo idą do (i tu znowu pada nazwisko Naszej Przyjaciółki).

- Jak pan widzi.

- A czy ona wie, że państwo tu są? Ja jestem administratorem!

- To proszę uprzejmie do niej zadzwonić i dowiedzieć się. – Otwieram drzwi i wchodzimy do mieszkania, nie zwracając uwagi na dalsze pohukiwania gościa na schodach. Przez chwilę zastanawiam się, czy nie posłać Naszej Przyjaciółce, która tego dnia jest w pracy, SMS-a, że spotkaliśmy wariata, ale daję spokój – po co zawracać jej głowę w robocie?

Wieczorem opowiadamy sobie o zdarzeniu. Facet faktycznie jest administratorem i po spotkaniu na schodach naprawdę miał czelność zadzwonić do Naszej Przyjaciółki. Myśląc, że go w tym ubiegliśmy, zaczął:

- Pewnie już miała pani jedną rozmowę telefoniczną dzisiaj?

Nasza niczego nie spodziewająca się Przyjaciółka, z autentycznym zdumieniem odparła:

- W ciągu dnia prowadzę wiele rozmów, o co panu chodzi?

- Widziałem dzisiaj, jak trzy osoby z walizką, używając klucza, wchodzą do pani mieszkania.

- Acha. A jak, pana zdaniem, moi goście mieli tam wejść, gdy ja jestem w pracy?

Jej spokojna odpowiedź widać zbiła go z tropu, bo zaczął się plątać, twierdząc, że chciał tylko sprawdzić, czy aby wszystko w porządku, no bo przecież widział trzy osoby z walizką otwierające kluczem drzwi do jej mieszkania.

- A tak właściwie… proszę pani… to chyba nie jest podnajem mieszkania, co?

Cóż, w Berlinie wprowadzono ostatnio dość ostre przepisy mające na celu ograniczenie taniego wynajmowania mieszkań turystom. Gość jak widać jest na bieżąco i tropi każde prawdziwe i urojone wykroczenie jak ostry pies.

Z takim administratorem Nasza Przyjaciółka nikogo po cichu w piwnicy przechować by nie mogła.

21:15, haneczka14 , Ludzie
Link Komentarze (3) »