Archiwum
niedziela, 21 lipca 2013
Transcendencja
Upał, to za mało powiedziane. Tropik, pasowałoby lepiej do tych utrzymujących się od świtu do nocy prawie 40 stopni i stuprocentowej wilgotności. Tylko że dzień w tropikach trwa około dwunastu godzin. Ten tutaj jest zdecydowanie dłuższy. 
Na ten gorąc* przypada w tym roku miesiąc postu i pokuty. Ramadan, wyznaczany według kalendarza księżycowego, czyli przesuwający się co roku odrobinę do tyłu w stosunku do kalendarza słonecznego - w przyszłym roku muzułmanie będą pościć w czasie najdłuższych tutaj dni w roku. Ma to o tyle znaczenie, że zachowującym ten drakoński, trwający miesiąc post, nie wolno niczego jeść ani pić między wschodem, a zachodem słońca. Czyli że Nasi Znajomi wstają kilka minut po trzeciej rano, wrzucają coś na ruszt, a następny posiłek i, co w tych upałach ważniejsze - następny łyk płynu, mogą wziąć do ust dopiero krótko przed dziewiątą wieczorem. Bez względu na warunki i rodzaj wykonywanej przez cały dzień pracy. Jeżeli nam wydaje się to trudne do wytrzymania, to można sobie wyobrazić, w jak uderzającej sprzeczności jest to z ogólnoharmerykańską obsesją na punkcie odwodnienia. (Np. widok osób pływających w basenie i za każdym nawrotem wyłaniających się z wody i sięgających po butelkę z wodą "żeby się nie odwodnić" nie należy tu do rzadkości.)
Żyjący tu muzułmanie jednak poszczą. Post ten w kraju gdzie wszystko jest dostępne, przybiera czasem dziwne formy:
- Nasz przyjaciel jest alkoholikiem** - opowiada Mój Znajomy. - Ale przez cały Ramadan nie bierze alkoholu do ust.  

*Południowopolska forma gwarowa, użyta ze świadomością, że odbiega od literackiej polszczyzny.

**Mahometanom w ogóle nie wolno pić alkoholu. Można by przypuszczać, że jeśli ktoś jest alkoholikiem, to ma u Allaha już i tak przekichane i może sobie cały Ramadan spokojnie odpuścić. 

środa, 17 lipca 2013
Sąsiad
Upalny późne popołudnie, właściwie wieczór. Po przyjściu z pracy leżę w hamaku przed domem i czytam. Trochę czytam, a trochę drzemię. Słuchając przy tym nie sennego brzęczenia pszczół, tylko jazgotliwego motoru... co to właściwie jest??? Dzwięk nawet jak na kosiarkę do trawy zbyt agresywny. Otwieram oczy. Sąsiad usuwa właśnie drobne źdźbła trawy ze swojego podjazdu do garażu, dumnie przechadzając się po nim z ogromną dmuchawą w ręku. Widok to nie nowy i jakkolwiek dźwięk denerwujący, to jednak zawsze mnie rozśmiesza. 
Koleś ma żonę i dwoje dzieci, ale dawno już doszłam do wniosku, że jego prawdziwą miłością są, w kolejności przypadkowej: samochód paramilitarny typu hummer, czarne BMW cabrio, bardzo głośny żółty motocykl, na którym jeździ sporadycznie, w krótkich spodenkach i bez kasku. (Żona jeździ ociężałym czarnym autem rodzinnym na 6 czy 7 osób.)
Gdy asfalt prowadzący do garażu wolny już jest od najmniejszej nawet naleciałości natury, facio podchodzi do wypucowanego na glanc hummera i dmuchawą starannie oczyszcza go z niewidocznych pyłków...
03:27, haneczka14 , Ludzie
Link Komentarze (1) »