Archiwum
poniedziałek, 16 lipca 2012
Obce akcenty

Gość miał akcent, który z miejsca określiłabym, jako rosyjski. W celu zweryfikowania tej teorii użyłam najbardziej nieinwazyjnego, w moim przekonaniu, sposobu na wyjawienie pochodzenia interlokutora: jaki znasz jeszcze język, poza angielskim? Popatrzył na mnie z niedowierzaniem i, jakby chciał powiedzieć, co się głupio pytasz, kiwając głową, mruknął: rosyjski. Ponieważ nie lubię asymetrii w grzecznych towarzyskich kontaktach, od razu powiedziałam, że jestem Polką. Kiwnął głową w sposób dający do zrozumienia, że nie jest to dla niego żadną rewelacją.

Jedyną osobą, która zdała się przywiązać do naszej konwersacji jakąkolwiek wagę, był stojący obok tubylec, który z miejsca poczuł się w obowiązku stwierdzić, że on jest tylko "głupim Amerykaninem" (to cytat, nie mój brak szacunku do mieszkańców goszczącego mnie kraju!) i żadnych obcych języków nie zna. Nigdy nie jest za późno – użyłam zawodowej frazy. Tutaj nastąpiła opowieść o tym, jak był ostatnio na Karaibach i nauczył się po hiszpańsku zamawiać piwo, i ta wiedza okazała się wystarczająca do przetrwania. Widzisz, początki już masz za sobą. I to jakie praktyczne – zachowałam się iście po tutejszemu.

No i teraz nie wiem, czy motywacją gadatliwego Amerykanina była zmiana tonu tej lakonicznej polsko-rosyjskiej wymiany informacji (jakby na to nie patrzeć, w pełni udana) czy też sprowadzenie tematu rozmowy na swoją osobę?

01:07, haneczka14 , Języki
Link Komentarze (2) »
środa, 11 lipca 2012
Uparty Egipcjanin c.d.
Okazało się, że nasz koptyjski kolega nie pojedzie tego lata do Egiptu. Miał jechać i się oświadczać, ale zanim zdążył, zainteresowanie upatrzoną dziewczyną okazał pewien miejscowy lekarz. Jak przystało na tamtejsze obyczaje, gość ten zaloty zaczął od osobistego skontaktowania się z ojcem przyszłej narzeczonej (zanim jeszcze poznał ją osobiście) i spotkał się z pozytywnym przyjęciem. Nasz kolega podjął ostatnią desperacką próbę ratowania sytuacji i zadzwonił stąd do jej ojca, żeby, co prawda przez telefon, ale też się oświadczyć. Niedoszły teść obszedł się z nim bardzo grzecznie, doceniając jego zainteresowanie, odwagę i wszystkie niechybne zalety. Jednakże, jak wiadomo, małżeństwo nie jest rzeczą ludzką. Małżeństwo jest rzeczą boską i Bóg (cały czas mowa jest o Bogu chrześcijan, bo obracamy się w kręgach koptyjskich). a nie ludzie o nim decyduje. 
Jak i kiedy Bóg objawił swoją wolę ojcu dziewczyny, tego nie wiadomo.
niedziela, 08 lipca 2012
Piękni dwudziestoletni
Zadając się przez dłuższy czas z inną wiekowo publicznością, zapomniałam, jak fajnie jest pracować (czytaj: prowadzić zajęcia) z dwudziestolatkami. Są już na odpowiednim poziomie rozwoju intelektualnego, a nie mają jeszcze pojęcia o tzw. życiu. Czyni to interakcję z nimi niezwykle odświeżającą. To ich często nieco biało-czarne widzenie świata spowodowane jest niewinnym stanem umysłu i brakiem doświadczenia, nie zaś tępotą i ignoranckim zamykaniem oczu na fakty, jak to miewa miejsce w przypadku pięknych czterdziesto- czy nawet sześćdziesięcioletnich. No i ta jakaś taka energia od nich bije - chce się im myśleć, próbować i ryzykować. Nie udają, że wszystko wiedzą, bo są szczerze przekonani, że wszystko wiedzą. I proszę mi nie mówić, że tak nie jest, bo ja to jeszcze dobrze pamiętam! 
Nowe jest dla mnie tylko to, jak ich teraz widzę... z zewnątrz ich grupy wiekowej. Z wyraźnego zewnątrz.
01:15, haneczka14 , Ludzie
Link Dodaj komentarz »
piątek, 06 lipca 2012
Czwartolipcowo
Wilgotne, skwarne popołudnie przechodzi niespiesznie w upalny wieczór. Przymglone niebo pozostaje bezchmurne, co zauważają z radością uczestnicy niezliczonej ilości pikników. Wiatr rozwiewa zapach grillowanych smakołyków i na kocach, płachtach i krzesłach kempingowych powoli zasiada podlewana piwem ociężałość. Nad Największy Miejski Park w tej części świata*, położony malowniczo na wzgórzach nad rzeką, nadciąga ta jedyna w roku noc, w czasie której jest tutaj pełno i gwarno. W pozostałe 364 wieczory w roku nie ma tu bowiem czego, poza guzem, szukać. Trochę szkoda, bo na przykład ta stuletnia willa na pagórku wśród drzew, nieopodal której rozłożyło się nasze towarzystwo, pięknie podświetlona i przez to jeszcze bardziej malownicza, nie jest jedynym zabytkiem, które można tu oglądać. 
Już zrobiło się całkiem ciemno. Niektórzy ucinają sobie drzemkę, upał nie odpuszcza, a komarów w tym roku odpukać ilości są niewielkie. Wreszcie - huk, zaraz za nim następny i następny. Wstajemy i przesuwamy się na dogodne pozycje. Kolorowe gwiazdy rozsypują się po niebie i opadają w kaskadach. Zaczęły się czwartolipcowe fajerwerki. 
Po fajerwerkach, wraz z kilkoma tysiącami ludzi, udajemy się w kierunku pozastawianych samochodami ulic. Wyjazd z tej zakorkowanej do nieprzytomności części miasta zajmie nam około godziny, ale jesteśmy przygotowani, przesuwanie się metr po metrze przez nagrzane jak piekarnik miasto jest nieuniknione i daje okazję do chłonięcia tej wyjątkowej, przywodzącej na myśl Amerykę Łacińską, atmosfery. Ulica stanowiąca nieformalny pas graniczny między dzielnicami bezpiecznymi a tymi, do których lepiej się nie zapuszczać, tętni życiem. Na chodnikach na plastikowych krzesłach siedzą mieszkańcy okolicznych domów, otwarte sklepiki spożywcze, chińskie jadło na wynos, przewoźna lodziarna i hałas, i ścisk, i korek w obie strony, już dobrze po dwunastej. Jak to miło, że chociaż w tę jedną noc także i tutaj jest bezpiecznie.

*  o wiele większy od Central Parku w Nowym Jorku, jeśli już mamy się licytować
03:36, haneczka14 , Rzeczy
Link Dodaj komentarz »