Archiwum
środa, 21 lipca 2010
Język nieindoeuropejski
Aissa pyta mnie czytania. Pochylam się nad książką. Mój mózg pracuje na wysokich obrotach, oczy przesuwają się od prawej do lewej, usta powoli składają litery: Sssaaabbahh... aaalll... Sabah alhir! wykrzykuję uradowana, po odczytaniu trzech czwartych znajomej frazy jestem w stanie odgadnąć jej resztę. I zaraz zaczynam następne zdanie. Znowu sylabizuję. Powoli wymawiam każdą literę, żeby dać sobie czas na rozszyfrowanie następnej. Słyszę własne dukanie i przypominam sobie, jak trzy wieczności temu, mając sześć lat, siedziałam w pomalowanej na zielono drewnianej ławce i szlag mnie trafiał, gdy musiałam słuchać, jak moi tępi i leniwi koledzy składali litery. Bo ja nauczyłam się czytać już dawno. No a teraz sama hipnotyzuję stronicę i wcale mi to szybciej, niż im wtedy, nie idzie. Jest mi głupio, nieskończenie głupio, bo ja przecież umiem czytać, umiem płynnie czytać w czterech językach, tylko że zapisywanych alfabetem łacińskim, a nie tymi, jak Jeden Mój Znajomy mówi, robaczkami. I to jeszcze w odwrotnym kierunku! 
Ta nauka arabskiego sadza mnie w jednej ławce z leniwym sześciolatkiem. Peeling dla mózgu, normalnie.
czwartek, 01 lipca 2010
Mundial

W zeszłym tygodniu rozmawiałam ze znanym ze swojej dyplomacji i politycznej poprawności kolegą z pracy. Pochodzi on z Ameryki Łacińskiej, ale wychowywał się w Kalifornii i mówi po angielsku bez hiszpańskiego akcentu. Zeszło nam na Mistrzostwa. Zapytałam, czy ogląda transmisje na kanale angielsko- czy hiszpańskojęzycznym. Odpowiedź była ciekawa: niestety, hiszpańskojęzyczni komentatorzy w USA są w 300 procentach promeksykańscy, a jeśli chodzi o piłkę nożną, to on, będąc z Gwatemali, jest absolutnie antymeksykański. Następnie zapytał mnie, komu kibicuję. Po krótkim namyśle odparłam, że chyba Argentynie. Która prawdopodobnie jest dla niego jeszcze gorsza niż Meksyk*, dodałam po chwili. A wcale że nie, padła odpowiedź. W dziedzinie futbolu jest on bowiem zdecydowanie anybrazylijski, a w tej sytuacji Argentyna jest całkiem niezłym rozwiązaniem.**

No i to tyle, jeśli chodzi o bratające narody wydarzenia sportowe...

*Argentyńczycy uchodzą w Ameryce Łacińskiej za zarozumialców i nie cieszą się specjalną popularnością.

**Tradycyjne Brazylijsko-Argentyńskie animozje jeszcze w czasie mistrzostw przybierają na sile.