Archiwum
wtorek, 31 lipca 2007
Mnogość błogosławieństw

Różne są języki nauczane w Centrum (Językowym) i różni są nasi uczniowie. Ostatnio na indywidualny arabski zapisał się John. John ma nazwisko zaczynające się na Mc, urodę świńskiego blondyna i jest księdzem katolickim. Zamierza robić doktorat i do tego potrzebny mu Koran, a do Koranu potrzebny mu arabski.

Zapisując się na kurs uderzył w gadkę z szefem. Usłyszałam, że rozmowa zchodzi na temat doświadczeń z wojska i wyszłam na przerwę. Gdy po niecałej godzinie wróciłam dialog katolicko-żydowski na tle militarnym osnuty toczył się w najlepsze. Widać było, że wspomnienia bardzo uczestników zbliżyły. Po kolejnych trzech kwadransach uzgodniono podział godzin i rozpromieniony John opuścił nas, by pojawić się nazajutrz w pełnej gotowości do nauki.

Uczy się już od kilku tygodni i jak do tej pory bardzo jest z kursu zadowolony, czemu daje wyraz, gdy wychodząc z lekcji za każdym razem udziela nam wszystkim, niezależnie od zaangażowania w sprawę, rodzaju wyznania lub jego braku, promiennych, wielokrotnie złożonych błogosławieństw.

22:38, haneczka14 , Ludzie
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 10 lipca 2007
Ocalone podreczniki

Materiały do rosyjskiego zostały na stacji. Nauczycielka pojechała na lekcję. Godzinę później szef z rozwianą resztką włosów pobiegł ich szukać.

- I co?

- Udało się. Ktoś zabrał je z ławki i oddał dyżurnemu ruchu. Zdziwiłem się, bo myślałem, że już je ktoś zakosił.

Eeee, do ruskiego do by nawet i w Polsce nie zakosili....

18:10, haneczka14 , Rzeczy
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 09 lipca 2007
Makowa Panienka

Makowa Panienka, albo raczaj Chabrowa Królowa. Konkurs organizowany przez kilka towarzystw niemieckich działających w okolicach Wielkiego Hamerykańskiego Miasta. Większość tych towarzystw założona została sto i więcej lat temu przez imigrantów niemieckich. Od tego czasu życie (także i w Niemczech:-) poszło do przodu, ale nie znajduje to odbicia w działalności tych kółek: dzisiejsi członkowie niekoniecznie znają nazwisko pani kanclerz (dobrze, gdy wiedzą, że to babka!), po niemiecku najczęściej mówią słabo albo wcale, ich pojęcie o niemieckiej literaturze i kulturze trzyma się w granicach grubo poniżej normy, zaś fascynacja niemieckimi ludowymi tańcami i strojami przerasta wyobrażenie dzisiejszych mieszkańców Bundesrepubliki. Wszystko to składa się na obraz obficie zakrapianej piwem cepelii w skórzanych spodniach do kolan i kapeluszu z piórkiem, takim, jakie były znakiem rozpoznawczym volksdeutschów w polskich filmach kultowych pewnej epoki.

A skoro już przy tym jesteśmy, zrobię małą dygresję i przytoczę mrożącą krew w żyłach opowieść mojego kolegi, który miał kiedyś okazję zwiedzić lochy innego staroniemieckiego towarzystwa mieszczącego się w centrum Wielkiego Hamerykańskiego Miasta. Sama kiedyś przy okazji Weihnachtsmarkt, czyli jarmarku bożonarodzeniowego to towarzystwo zresztą odwiedziłam. Długo tam nie pobyłam, bo wypłoszył mnie wszechobecny zapach naftaliny i dlatego też nie zwiedziłam piwnic, w których mieści się biblioteka (z ręką na sercu - nie spodziewałam się, że takową posiadają:-) Sama biblioteka, jak biblioteka - książki stare i zakurzone, ale ta mapa na ścianie! Mapa przedstawiająca ni mniej ni więcej, tylko Rzeszę w granicach z roku 1937! Jest to jedyna mapa wisząca w całym lokalu. Grzeczną uwagę mojego kolegi, że jest to produkt kartograficzny cokolwiek nieaktualny, puszczono mimo uszu. Nawet żywiołowa reakcja kilkorga przebywających z wizytą w Wielkim Hamerykańskim Mieście młodych Niemców (Przecież tak nie można! Ta mapa jest nieaktualna! Wywieszanie jej tu tak, jakby była aktualną mapą Niemiec to nadużycie!) nie wywołała pożądanych efektów. Mapa wisi dalej.

No ale do rzeczy, czyli kółek spoza miasta, nie dysponujących biblioteką i starymi mapami:-) Zostałam poproszona o udział w jury wybierającym Chabrową Królową na dorocznie organizowanej imprezie. Najpierw trzeba było ocenić prace pisemne finalistek (których było trzy). Pomimo że pisane po angielsku, poprawność językowa jednej z nich pozostawiała nawet na moje nieanglicystyczne wykształcenie, dużo do życzenia. Następnym etapem było spotkanie z dziewczynami oko w oko. W pierwszej turze miała miejsce nieformalna rozmowa przy kawie i drożdzówce. Rozmownością wyróżniała się jedna, z zawodu pielęgniarka. Druga, pielęgniarka in statu nascendi wyróżniała się dopracowanym wyglądem nasuwającym skojarzenie z hamerykańskimi filmami z lat 50-tych:-) Trzecia nie wyróżniała się niczym i nie robiła żadnego wrażenia. Okazało się, że pracuje na stacji benzynowej. Naszą faworytką po pierwszej turze została pielęgniarka numer 1.

W drugiej turze celam szanownej komisji było sprawdzenie wiedzy o Niemczech i świecie współczesnym. Dziewczyny występowały w dirndlach - niemieckich strojach ludowych:-))) Zadano im kilka konkretnych pytań przy których dotychczasowa faworytka, wciąż dużo i sprawnie mówiąc, olśniła komisję ignorancją i lenistwem intelektualnym. Pielęgniarkę numer 2 zjadły nerwy, ale nawet gdyby nerwy miała lepsze, nie pomogłyby one, bo głowa pusta. Dziewczyna ze stacji benzynowej zaś okazała się ambitną młodą osobą, z którą i o literaturze, i o muzyce można było zamienić słów kilka. Ona też, jako jedyna w ogóle trochę mówiła po niemiecku. Jasne jest, że została Chabrową Królową.

Szanowne jury bardzo było z tego finału zadowolone - nieuctwo zostało wykasowane, a autentyczne zainteresowania i pasja do ich poszerzania nagrodzone. Iście bajkowe zakończenie. No i nie mówiłam, że Makowa Panienka?

01:57, haneczka14 , Ludzie
Link Dodaj komentarz »