Archiwum
sobota, 24 czerwca 2017
Transplantologia w Hameryce

Nie trzeba być ani starą, ani chorą. Można mieć dwadzieścia cztery lata i na trzy dni przed odebraniem dyplomu uczelni, późnym wieczorem przechodzić przez ulicę. Jeśli kierowca w odpowiednim czasie nie zahamuje, w szpitalu też nie zrobią więcej, niż jest w ludzkiej mocy.

Wyznaczono datę pogrzebu, oraz, zgodnie z hamerykańskim zwyczajem, te kilka dodatkowych godzin, podczas których rodzina, stojąc przy trumnie, przyjmuje kondolencje. Zazwyczaj w domu pogrzebowym, w wieczór poprzedzający dzień pogrzebu.

Idziemy z koleżanką zaraz po pracy. Na myśl o otwartej trumnie mam żabę w żołądku. Nie boję się nieboszczyków, ale uważam, że to widok dla najbliższej rodziny i przyjaciół, a spojrzenia osób takich jak my, koleżanek z pracy ojca zmarłej, nie powinny padać na jej woskowe policzki.

Po ulewnym, popołudniowym deszczu wieczór zrobił się piękny, ogrody tchnącej spokojem willowej dzielnicy miasteczka pełne są kwiatów. Przed wejściem dołączamy do mojej szefowej, dziewczęcia dobrze po sześćdziesiątce. Ubrany w ciemny garnitur pracownik domu pogrzebowego wskazuje wejście. W holu, z przykrytego białym obrusem stołu, można wziąć pamiątkową karteczkę wielkości wizytówki, z czarno-białą grafiką, imieniem i nazwiskiem, datą narodzin i śmierci, i cytatem z Michała Anioła: „Ciągle się jeszcze uczę”. Wpisujemy się do księgi gości i stajemy w kolejce. Wystrój wnętrza tutejszo-standardowy, czyli w guście miłośników „późnego rokokoko”. Udało się z transplantacją? Tak, użyli oczu. – Odpowiada moja dobrze poinformowana szefowa. - Było więcej pacjentów czekających na inne przeszczepy, ale pozostałe części ciała się nie nadawały. – Gdy mój ojciec zmarł – mówi moja koleżanka - dostawaliśmy potem listy od ludzi, którzy dzięki niemu wrócili do zdrowia. Pamiętam list od starszego człowieka, który pisał, że teraz znów może robić dla wnuków drewniane zabawki. - Przedłużając prawo jazdy zwykle zakreślam opcję „dawca organów” – mówi moja szefowa. Ale ostatnio jakoś nie zakreśliłam. Nie wiem, dlaczego. – Ja zawsze zakreślam – mówię. - Jak mnie będą mieli przedtem pociąć, to przynajmniej będzie pewne, że mnie żywcem nie zakopią.

Wyjątkowo chcę, żeby kolejka posuwała się jak najwolniej. Jest długa, ustawiona wzdłuż trzech ścian wielkiej sali, wychodzi do obszernego holu, na końcu którego stoimy. Zimno, klimatyzacja działa na pełnych obrotach, z czego tym razem, inaczej niż zwykle, jestem zadowolona. A niechby tę temperaturę jeszcze obniżyli, niech będzie tak zimno, żeby nie czuć żadnego zapachu, żeby tylko nie poczuć zapachu! Wczesne lato, wszędzie kwiaty. Pamięć na usługach szatana podsuwa trącającą zepsuciem woń floksów. Żeby odwrócić uwagę od oleofaktorycznych doznań, wypytuję moją wszystkowiedzącą szefową o koligacje rodzinne kolegi. Potem skupiam się na galerii dziecinnych, nastoletnich i promieniujących młodością zdjęć jego córki, która nigdy się już nie postarzeje. Nieuchronnie przesuwamy się do przodu. Wreszcie patrzę w kierunku rodziny i z ulgą stwierdzam brak trumny. Kremacja – mówi cicho moja szefowa. Na wieść o tym nawet od białych lilii, obok których właśnie przechodzimy, nie robi mi się niedobrze. Na błyszczącym drewnianym blacie stoi gustowne drewniane pudełko ze zdjęciem. Moja szefowa kładzie na nim dłoń. Słyszę jej myśli. Potem ściskamy matkę, rodzeństwo, macochę (co za słowo) i ojca. Tych ostatnich znam, więc nawet coś więcej do nich mówię. Wydaje się, że kondolencje i uściski dobrze im robią, choć wiem, że muszą być strasznie zmęczeni i prawdopodobnie wszyscy są na prochach. Ja bym była.

Po tym, jak w ósmej klasie szkoły, wtedy po raz pierwszy podstawowej, byłam na obowiązkowej wycieczce w Oświęcimiu, zdecydowałam, że nie chcę być spalona i żeby, jak przyjdzie pora, to mnie zakopali w całości, jeżeli już nie w całunie, to w jakiejś łatwo się rozpadającej trumnie, w żadnym wypadku nie dębowej. Wczorajsza obserwacja, w połączeniu z makabrycznym cyrkiem odprawianym przez będących teraz u władzy w Polsce kryminalistów, skłania mnie ku zapisaniu w ostatniej woli kremacji. Gustownego pudełeczka ze zdjęciem ewentualni żałobnicy nie będą musieli się obawiać, a ewentualni kretyni nie będą chcieli wykopywać. Można zresztą iść na numer sicher i kazać się, legalnie albo mniej, gdzieś rozsypać.

I tak oto nawet najbardziej prywatne w dzisiejszych czasach staje się polityczne.

A opcję dawczyni organów zamierzam przy przedłużaniu prawa jazdy zakreślać w dalszym ciągu.

20:47, haneczka14 , Ludzie
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 19 czerwca 2017
Upalne noce

Przez sen dochodzi do mnie głośny pisk, a może świst. Cóż się dzieje, przecież to nie piątek i śmieciarka dzisiaj nie jeździ? Piątkowa śmieciarka jeździ dobrze przed świtem robiąc straszny rumor. świst nie ustaje, ale zmienia natężenie i melodię. W miarę jak się budzę, dociera do mnie, że układa się on w melodyjne gwizdanie. Upał, okna pootwierane, bo, ku głębokiemu niezrozumieniu Hamerykanów, niemalże nie używamy klimatyzacji. Ja lubię zapach kwitnących krzewów i poranny śpiew ptaków, a Mój się przyzwyczaił (nie miał innego wyjścia?). Poranny śpiew? Przecież  jest całkiem ciemno, a tu w czerwcu robi się jasno już po czwartej! Tym niemniej wymyślne trele nie ustają. Acha - słowik! Słyszałam go kilka wieczorów wcześniej w dość dużej odległości, widzę że postanowił mnie uszczęśliwić z bliska. Niewiarygodne, że w takim małym ptaszku może mieścić się taki potężny głos. Chyba nam na parapecie otwartego okna usiadł i włożył dziób w wyrwaną przez kocie pazury dziurę w siatce przeciwkomarowej, taki jest głośny. Wsłuchuję się w wymyślne trele. Bardzo brakuje mi tu kosów (nie ma ich w ani Północnej, ani Południowej Ameryce), ale ten śpiewak chyba zagłuszyłby wszystkie, gdyby nadawał o tej samej porze. Tyle, że on nie lubi konkurencji, albo miłościwie pozwala innym świergotać o świcie, zmierzchu i w ciągu dnia, a sam daje koncerty w nocy. I to jakie!

Chcesz już iść? Jeszcze ranek nie tak blisko. Słowik to, nie skowronek śpiewa. *

Noce takie są upalne i słowiki spać nie dają.*

 

* Oba cytaty z pamięci. A skąd, poza moją pamięcią, pochodzą?

01:19, haneczka14
Link Komentarze (2) »