Archiwum
środa, 08 czerwca 2016
Grunt to rodzinka
Ojciec mojego hamerykańskiego kolegi po kilku latach wdowieństwa, w osiemdziesiątej wiośnie życia, ożenił się ponownie. Wspólnie ze świeżo poślubioną i niewiele młodszą od siebie małżonką, sprzedali jego dom i przenieśli się do assisted living*. W odróżnieniu od dwóch ze swoich (czterech) sióstr, które ponowne małżeństwo ojca przeżywają jak rozstanie z miłością swego życia, mój kolega uważa, że wszyscy są dorośli i mogą robić, co chcą. Wyprawił był ojcu nawet wieczór kawalerski, ściśle jednak przestrzegając, by obyło się bez striptizerek. 
Jako dobrzy, irlandzcy katolicy brali ślub w kościele, a jako długoletni parafianin, ojciec kolegi sam wybrał czytanie na mszę. Zebrani ucieszyli się bardzo, słysząc: bądźcie płodni i rozmnażajcie się!
Ale właściwie tego wszystkiego można się było spodziewać. Obecna żona ojca od zawsze była przyjaciółką domu. Swojego pierwszego męża poznała jako nastolatka w tym samym dniu, w którym spotkała ojca mego kolegi i, jak wieść gminna niesie, od tamtego czasu miała do niego słabość. Cóż, poczekała marne sześćdziesiąt parę lat, wychowała troje dzieci (jej wybranek sześcioro), doczekała się wnuków (jej wybranek większej ich ilości), pochowała męża (jej wybranek żonę) i z dumą przyjęła nazwisko, które nosi również i mój kolega, i który to drobiazg wywołuje u niego, akceptującego wszystkie inne decyzje młodej pary, lekkie uczucie mdłości.

*Assisted living - można przetłumaczyć jako mieszkanie z opieką, osiedle dla starszych ludzi z pomocą lekarską i, zależnie od zapotrzebowania i stanu zdrowia mieszkańców, także i w codziennym życiu.
03:23, haneczka14
Link Komentarze (1) »