Archiwum
sobota, 27 czerwca 2015
Prąd i jego brak

Dopiero po przyjeździe do domu zobaczyłam na komórce wiadomość alermową, że nadciąga tornado i trzeba szukać schronienia. Cóż – przesiedziałam je w korku na autostradzie. A między drzewa wjechałam dopiero, gdy burza już przeszła. I całe szczęście, bo trzeba było omijać leżące na jezdni konary – strach pomyśleć, gdybym tak jechała tamtędy kwadrans wcześniej! Jedno drzewo podobno zwaliło się też w całości na autostradę, ale, mimo że korek był zderzak przy zderzaku, nikogo nie trafiło. Z pobliskiej pizzerii zdjęło dach, pięciometrowe drzewko u sąsiadów wyjęło z ziemi jak chwast i położyło obok. A nasze drewniane meble na balkonie poskładało i przesunęło wbijając w barierkę tak, że trzeba było się dobrze zaprzeć, żeby je stamtąd wyciągnąć.

W każdym razie po tych fajerwerkach straciliśmy, wraz z całym osiedlem i około 300 tysiącami innych ludzi, prąd. U nas przerwa w dostawie trwała kilka dni. Koniec czerwca, dzień długi, ciepło, gdyby nie to, że jedzenie w lodówce się zepsuło no i w końcu skończyła ciepła woda zgromadzona w bojlerze, właściwie wcale by mi to nie przeszkadzało – było cicho i spokojnie, oglądałam z balkonu zachody słońca i roje świetlików, niebo całkiem ciemne robiło się dopiero po dziesiątej. 

Ponieważ jednak brak prądu oznacza też brak klimatyzacji, więksości Hamerykanów dokuczał on o wiele bardziej niż mnie. Dość na tym, że zaczęli otwierać okna, w wielu domach na tym, stosunkowo nowym, osiedlu, zapewne po raz pierwszy od czasu ich wybudowania...

19:38, haneczka14 , Ludzie
Link Dodaj komentarz »