Archiwum
poniedziałek, 24 czerwca 2013
Opowieść o psie

Opowieść zasłyszana u mechanika w garażu: to było z osiem lat temu, krótko po tym, jak przybłąkała się do nas ta suka husky. Pętała się w okolicy i pętała, to w końcu ją przygarnęliśmy. Za domem jest duży, nieogrodzony kawał ziemi, więc wypuszczliśmy ją tam, żeby sobie pobiegała.

Któregoś wieczoru robiłam w kuchni kolację, gdy ktoś zadzwonił do drzwi. Mąż otwiera, a tam wielki facet, o twarzy czerwonej z wściekłości pyta, czy ten husky to nasz pies. Suka czochrała się właśnie leżąc wygodnie na dywanie w pokoju. I mój mąż, stojąc naprzeciw tego kowboja z pianą na pysku mówi, że nie, że nigdy jej na oczy nie widział...

Facet odpowiedział tylko, że jak z dziadówą nie zrobimy porządku, to ją zastrzeli. Wyglądał na gościa, który ma kolekcję strzelb w domu a dwa kolty i dwururkę zawsze wozi ze sobą. 

Co się okazało: psica znała okolicę nie od dzisiaj i jeszcze zanim udzieliliśmy jej dachu nad głową, hasając po polach docierała też do posiadłości, która należała teraz do faceta. Jeszcze do niedawna dom był niezamieszkany, facet kupił go ostatnio i szybko uruchomił znajdujący się w ogrodzie basen. Suka musiała bywać tam jeszcze zanim gość się na stałe wprowadził. Rozumiała więc, że jest to jej teren. Jak i przedtem, tak i teraz regularnie przychodziła się tam kąpać. Wypadając pędem z krzaków płoszyła dzieci i dorosłych, a zdarzało się, że gdy przyszła tam pierwsza, w ogóle do basenu nikogo nie wpuszczała. Gdy zaś już się wypławiła, szła pod drzwi na tarasie i wyżerała miejscowym kotom jedzenie z miseczek. 

Teraz musi chodzić na smyczy.

Tagi: husky
02:47, haneczka14 , Zwierzęta
Link Dodaj komentarz »
Opowieść o psie

Opowieść zasłyszana w garażu: to było z osiem lat temu, krótko po tym, jak przybłąkała się do nas ta suka husky. Pętała się w okolicy i pętała, to w końcu ją przygarnęliśmy. Za domem jest duży, nieogrodzony kawał ziemi, więc wypuszczliśmy ją tam, żeby sobie pobiegała.

Któregoś wieczoru robiłam w kuchni kolację, gdy ktoś zadzwonił do drzwi. Mąż otwiera, a tam wielki facet, o twarzy czerwonej z wściekłości pyta, czy ten husky to nasz pies. Suka czochrała się właśnie leżąc wygodnie na dywanie w pokoju. I mój mąż, stojąc naprzeciw tego kowboja z pianą na pysku mówi, że nie, że nigdy jej na oczy nie widział...

Facet odpowiedział tylko, że jak z dziadówą nie zrobimy porządku, to ją zastrzeli. Wyglądał na gościa, który ma kolekcję strzelb w domu a dwa kolty i dwururkę zawsze wozi ze sobą. 

Co się okazało: psica znała okolicę nie od dzisiaj i jeszcze zanim udzieliliśmy jej dachu nad głową, hasając po polach docierała też do posiadłości, która należała teraz do faceta. Jeszcze do niedawna dom był niezamieszkany, facet kupił go ostatnio i szybko uruchomił znajdujący się w ogrodzie basen. Suka musiała bywać tam jeszcze zanim gość się na stałe wprowadził. Rozumiała więc, że jest to jej teren. Jak i przedtem, tak i teraz regularnie przychodziła się tam kąpać. Wypadając pędem z krzaków płoszyła dzieci i dorosłych, a zdarzało się, że gdy przyszła tam pierwsza, w ogóle do basenu nikogo nie wpuszczała. Gdy zaś już się wypławiła, szła pod drzwi na tarasie i wyżerała miejscowym kotom jedzenie z miseczek. 

Teraz musi chodzić na smyczy.

Tagi: hudsky
02:47, haneczka14 , Zwierzęta
Link Dodaj komentarz »