Archiwum
piątek, 22 czerwca 2012
Dzieci (nie) mówią językami
Przeczytać o tym można w fachowych książkach i potwierdzą to wychowani w podobnych warunkach znajomi: wielojęzyczne rodzeństwo zawsze używa w rozmowach między sobą języka jakim mówi otoczenie (czytaj: inne dzieci) bez względu na to, jaki nacisk kładą rodzice na rozmowy w języku przez nich samych preferowanym. Co innego wiedzieć, a co innego zaobserwować. Ostatnio miałam okazję wziąć pod moją lingwistyczną lupę polskie rodzeństwo (5, 8 i 12 lat) mieszkające przez ostatnich 5 lat w Hameryce, którego rodzice zwracają się do nich wyłącznie po polsku i wymagają używania w domu tylko polskiego. I co? Młodzi ludzie w rozmowach między sobą, gdy tylko czujne uszy rodziców nieco się oddalą, natychmiast przechodzą na angielski.
Gdy ich słuchałam, stał się dla mnie jasny dość oczywisty (tym nie mniej w mądrych książkach które czytałam nie wyłożony kawę na ławę) powód takiego lingwistycznego zachowania. Otóż dzieci mówią między sobą innym językiem, niż z dorosłymi. Te wszystkie wyrażenia, odzywy i skróty, składają się na odmienny kod, w rozmowach z rówieśnikami niezbędny. Moja mała grupa badawcza nie zna takiego dziecięcego kodu w języku polskim, więc nie może w nim skutecznie wyrazić komunikatu skierowanego do brata, żeby przestał się zgrywać, bo zaraz dostanie w ten zakuty łeb. Czy jakoś podobnie, bo ja też przecież od wielu lat odcięta jestem od źródła, a w szkolnym slangu zaszły przez ten czas z pewnością wielkie zmiany. 
Za których przykłady będę niezwykle wdzęczna. 
03:27, haneczka14 , Języki
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 11 czerwca 2012
Gość - nie gość
Mój mieszkający w Hameryce od dwudziestu z górą lat Syryjski Znajomy robiąc coś w ogrodzie zauważył przechodzącego drogą menela z dwoma siatami - po jednej zwisającej z każdego ramienia. Menel, nie menel, przeszedł i poszedł. Po chwili z zaciągniętego nieba spadła rzęsita ulewa. Mój Znajomy pomyślał, że menel nie ma szans dotrzeć do celu (znajdującego się niedaleko pola przyczep kempingowych*) nie przemoczony na wylot.
Po kilku minutach będący właśnie z wizytą kolega zwrócił uwagę Mojego Znajomego, że na ganku stoi facet. Jaki facet? Mój Znajomy wyszedł i ujrzał widzianego uprzednio menela stojącego teraz pod dachem, ale tyłem do drzwi wejściowych i przyglądającego się ulewie.
- Czego pan sobie życzy? - Zapytał Mój Znajomy.
Cisza.
- Dać panu coś do picia? -  Na to menel ożywił się:
- Ma pan alkohol? - Pudło. Mój Znajomy jest muzułmianinem. Nie ma alkoholu.
- Może wody?
- Nie, nie, nie, nie, ja nie mogę tego robić! - W domyśle: pić wody.
- No to może pan usiądzie - Mój cierpliwy Znajomy wskazał ławkę stojącą na ganku.
- No coś pan! Ja nie siadam z obcymi! - Oburzył się do głębi poruszony menel...
Mój Znajomy zostawił go na ganku i szczerze ubawiony wrócił do wnętrza domu.

*Jest to pole przyczep, lub też raczej całych wozów kempingowych z pełnym adresem, służące jako stałe miejsce zamieszkania pewnego rodzaju ludzi.
15:13, haneczka14 , Ludzie
Link Dodaj komentarz »