Archiwum
środa, 27 czerwca 2007
Uczcie się dziewczyny

Jest około pięćdziesiątki. Zadbana, dobrze utrzymana, niegłupia żona biznesmena. Mieszkała już w wielu miejscach. Przeprowadzki motywowane były zawsze pracą męża. Jakiś czas temu postanowiła pójść na studia, zrobić magisterium. Chapeau bas, bo wcale nie musi wystawiać swego intelektu i pilności na próbę wobec dwa razy młodszego od siebie towarzystwa, ale chce się rozwijać, cieszy ją zdobywanie wiedzy. Wśrod wymogów na zaliczenie kolejnego roku jest coś, co nazwalibyśmy lektoratem. Język może sobie wybrać i może chodzić na zajęcia, albo pójść tylko na egzamin. Zajęcia są przez pięć dni w tygodniu po półtorej godziny (jak tak sobie to wyobrażę, to dochodzę do wniosku, że ludzie się na nich nawet czegoś nauczą:-), czyli że koliduje to z reprezentatywnymi obowiązkami żony biznesmena - okazuje się, że jest ich wiele i są poważne, trudno jest wymigać się od nich mówiąc, że idzie się na zajęcia... (Ciekawe, co by było, gdyby taka żona biznesmena pracowała zawodowo? Ale, jak powiedział pewien Eskimos na widok wielbłąda: takich zwierząt nie ma.)

Ponieważ żona i jej biznesmen mieszkali kiedyś w Niemczech, gdy przyszło wybrać język, zdecydowała się na niemiecki. Ktoś mógłby pomyśleć, że po ośmiu (sic!) latach spędzonych pod Frankfurtem nad Menem pójdzie na egzamin z ulicy i pozagina profesorów. Tym bardziej, że firma męża wyłożyła swego czasu na jej naukę języka grube tysiące marek. Wyrzuciła grube tysiące marek... Nasza bohaterka rozumie bowiem conieco, posługując się stylem Kalego jest w stanie trochę przekazać, ale tak naprawdę to trzeba było zacząć z nią pracę od podstaw... Ambitna jest i pilna, więc dzielnie w domu zakuwa i na niezwykle intensywnych lekcjach bardzo się stara, ale obu nam stale towarzyszy wypowiadana przez nią od czasu do czasu na głos myśl: gdybym ja się byla wtedy uczyła...

Mówiłaby dziś po niemiecku lepiej od swojej nauczycielki:-)))

14:44, haneczka14 , Ludzie
Link Dodaj komentarz »
sobota, 16 czerwca 2007
Teleubiś - Nihil novi sub sole

Dostaję e-maile ze zmanipulowanym Teletubisiem: a to mówi, że będzie nosił damską torebkę no i chuj, a to pojawia się w wersji specjalnej na rynek polski: zamiast torebki - kadzidło, antenka na głowie w kształcie krzyża, zamiast ekranu w brzuchu - koloratka pod szyją, no i cały nie liliowy jest, tylko czarny...:-)

Chcąc podzielić się radością z hamerykańskimi kolegami w pracy wprowadziłam ich w tubisiową paranoję niedawnych dyskusji w Polszcze. Dobrze zrobiłam, bo otworzyli mi oczy na świat - w swoim zaściankowym zadufaniu myślałam bowiem, że to tylko moi oszołomscy rodacy mogli wymyślić, że Tubiś nakłania do homoseksualizmu. Nic z tych rzeczy! Pewien tutejszy (zmarły zresztą w zeszłym roku) polityk, wielkie natchnienie i donośny głos tutejszego ciemnogrodu (a duży to ciemnogród, oj duży...), oskarżył Tubisia o pedalstwo i psucie dziatwy już w 1999 roku! Chcącym się pośmiać i znającym angielski czytelnikom podlinkowuję małe conieco: http://news.bbc.co.uk/2/hi/entertainment/276677.stm

W skrócie: Teletubiś winny jest propagowania homoseksualizmu wśród trzylatków ponieważ: 1) nosi damską torebkę 2) ma na głowie trójkąt będący gejowskim symbolem 3) jest w pedalskim kolorze.

No to ja już teraz przynajmniej wiem, czemu ja się w tej Hameryce czuję jak w domu:-)))

A najbardziej mnie wkurzyło, że cała, jak mi się wydawało, bardzo oryginalna, do szpiku kości polsko-katolicka afera, okazała się marnym plagiatem pionierskiej myśli zrodzonej na hamerykańsko-purytańskim gruncie! Cóż, ci nasi to już nawet idiotyzmu nie są w stanie sami wymyślić!

Jak mówił taki mój jeden tęczowy znajomy: nie dość, że plebs, to jeszcze głupi!!!

Amen

03:44, haneczka14 , Ludzie
Link Dodaj komentarz »