Archiwum
niedziela, 29 maja 2016
Po prostu koci świat

Kot Młodszy śpi zwinięty w kłębek na fotelu, Mój ogąda mecz i prasuje, drzwi na balkon szeroko otwarte, ptaki śpiewają, sielanka. W pewnym momencie uszy śpiącego futra zaczynają się poruszać, otwiera oczy, podnosi głowę i stroszy wąsy. Wstaje, bezgłośnie zeskakuje z fotela i na lekko przygiętych łapach sunie pod stół, skąd widać, co dzieje się na balkonie. Mój, zaskoczony nagłą akcją, odstawia żelazko i idzie za kotem. Obaj obserwują balkon, ale tylko jeden z nich wydaje się coś widzieć. W pewnym momencie szara kula wystrzeliwuje spod stołu, a w ułamek sekundy później trzyma w mięciutkich łapeczkach sporej wielkości ptaka. Koci pech chciał, że ptak w momencie złapania siedział po przeciwnej stronie barierki i między przednimi łapami trzymającej go teraz bestii znajdował się szczebel, uniemożliwiający jakikolwiek dalszy ruch. Na balkon dobiegł już i Mój, krzycząc: puść, puść! Ptak w końcu jakoś się wyrwał, ale był dość skołowany, bo latał jeszcze przez kilka sekund nad podłogą balkonu inspirując drapieżnika do dalszego polowania. W końcu Mojemu udało się ptaka odpędzić, a nieustraszonego łowcę zagnać z powrotem na kanapę.

Wydarzenie nie byłoby może warte aż takiej uwagi, gdyby nie to, że Kot Młodszy, licząc sobie już trzynaście wiosen, nie tylko jest zwierzęciem stricte domowym i nigdy nie wychodzi dalej, niż na balkon, od wczesnego dzieciństwa karmiony kocimi chrupkami nie zna smaku surowego mięsa, a jedynym dotychczasowym obiektem jego polowań bywały ćmy lub inne insekty, z których zresztą 80 procententom udawało się odlecieć sprzed zdziwionego popielatego nosa. Jak widać jednak natury nie tylko nie można oszukać, ale nawet nie trzeba jej szczególnie ćwiczyć.

Tagi: koty
15:49, haneczka14 , Zwierzęta
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 22 maja 2016
Bezpodstawne uprzedzenia

Ciepły wiosenny wieczór, słońce jeszcze nie zaszło, Grafik przyjeżdża z pracy do domu. Po drodze zrobił zakupy spożywcze, ale zanim wniesie torby do domu i zajmie się niedomagającą żoną, chorym synem i tymi wszystkimi papierami z ubezpieczalni, spostrzega, że dzieci z siąsiedztwa grają w piłkę rzucając do ustawionego na brzegu chodnika kosza. Mimo wszystkich kłopotów rodzinnych i nienajlepszych układów z szefową, Grafik zachował duszę dziecka. Jest dobrze po sześdziesiątce, ale w jego stupięćdziesięciokilowym ciele mieszka sześciolatek o niewinnym spojrzeniu i, przeczącej często logice, wierze w ludzi. Teraz wyjął zakupy z bagażnika, postawił je przy wjeździe do domu i człapawym, ale już o wiele lżejszym niż w zeszłym roku, kiedy to ważył o trzydzieści kilo więcej niż teraz, krokiem, podchodzi do bawiących się dzieci, prosząc grzecznie, żeby dały mu rzucić kilka koszy. Sześcio- czy siedmioletnia dziewczynka nie rzuca, ale podaje mu uprzejmie piłkę do rąk. Grafik bierze, rzuca i oczywiście nie trafia do kosza, piłka odbija się i toczy w bok, jedno z dzieci biegnie i szybko ją łapie. Pierwsze niepowodzenie nie przegania z twarzy Grafika promiennego uśmiechu – zachodzące słońce złoci ulicę, powietrze jest ciepłe, przez kilka minut można zapomnieć o pracy, chorobach i kłótniach, papierach z których przeważnie nic dobrego nie wynika i rzucać sobie piłką do stojącego na brzegu chodnika  kosza

Wtem z sąsiedniego domu wypada kobieca postać. Szybkim, nerwowym krokiem podchodzi do dziewczynki, która podała Karlowi piłkę. Nie patrząc na niego mówi do małej: - musisz uważać, z kim się zadajesz, moja panno! – i odciąga ją za rękę od potwora, jakim najwyraźniej w jej oczach jest Grafik. Ten stoi bez ruchu, nie wie co powiedzieć, czy w ogóle coś mówić, właściwie nie ma do kogo, bo kobieta z dziewczynką są już daleko. Grafik też się odwraca, cięższym niż przed chwilą krokiem idzie wziąć z podjazdu torby z zakupami, które trzeba przecież w końcu wnieść do domu.

23:04, haneczka14 , Ludzie
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 09 maja 2016
Pełzająca laicyzacja
Dużo tu ostatnio wpisów z Polski, trochę niezgodnie z nazwą bloga, no ale nie mogę się oprzeć.

Mocno katoliccy krewni odwiedzają Moich Znajomych. Rozmowa schodzi na ofiarę na kościół. Mój znajomy:

- Ja to załatwiam hurtowo. Jakbym co tydzień dał dychę, w roku są 52 tygodnie, to wychodzi 520 PLN. Więc raz w roku robię przelew, odpisuję go sobie od podatku i sprawa załatwiona.

- To na tacę już nie dajesz? - Pytają zdziwieni krewni.

- Nie daję, bo nie chodzę.

Kurtyna