Archiwum
wtorek, 26 maja 2015
Dzikie gęsi

Mieszkam w kraju Akki Skermekajsen. Choć właściwie nie powinno jej tu być. A już na pewno nie na wiosnę. Powinna wraz z koleżankami przelatywać nad nami jesienią w drodze na południe, a potem wracać do rodzimej Kanady. Coś się im jednak pomieszało i mieszkają teraz w tutejszym umiarkowanym klimacie przez cały rok. A w maju mają dzieci. Dzieci wyglądają jak puchate brązowe kulki. Lepiej jednak przyglądać się im z bezpiecznej odległości, w przeciwnym bowiem razie szyje dorosłych gęsi zaczynają się poruszać w górę i w dół, prostować i wyginać i tylko czekać, aż ogromne ptaszysko, sycząc wyruszy za tobą z furią gotowe szczypać i bić skrzydłami. Nikt rozsądny nie zaczepia tu dzikich gęsi.

Prawie nikt. Idę sobie ostatnio na mój południowy spacer (od poniedziałku do piątku wychodzę mianowicie z biura na regularne południowe spacery – można według mnie zegarek nastawiać) i z daleka widzę gęś. Dziwny ma ogon, tak jakoś się za nią ciągnie. Gdy podeszłam bliżej, zauważyłam, że to nie ogon, tylko kulka za nią podąża. A za chwilę z drugiej strony ulicy (bo gęsi chodzą sobie na spacery po ulicy, jeśli im się tak podoba) biegnie niewielka grupa koleżanek, machając szyjami w wojowniczy sposób. Przystanęłam więc, bo w nie byłam pewna, do kogo ta wojowniczość została skierowana. Dziwne mi się wydawało, że chciałyby zaczepiać tę jedną z pisklakiem, a ja najwyraźniej też nie byłam celem, bo gdybym nim była, to już by mnie tam nie było. Państwo rozumieją. Obserwuję więc tak z daleka niespokojne dawczynie smalcu, gdy nagle rejestruję bezszelestny cień – na niewielkiej wysokości śmignął nad nami jastrząb. Albo inny myszołów. Tym razem był jednak potencjalnym gęsiołowem i stąd całe zamieszanie – grupa koleżanek biegła z pomocą kulce. Ciekawe było to, że mama gęś coraz to wychodziła na asfalt – nie wiem, czy drapieżnikowi trudniej zaatakować na betonie (bo sobie może poobijać manicure), czy też chodziło o to, żeby go dobrze widzieć i nie wchodzić pod drzewa, gdzie może zaatakować niezauważony. Pooglądałam je jeszcze trochę i wróciłam do pracy przed komputeram. Cóż - kulki rosną szybko, a gęsiołowy też pewnie akurat też mają kulczane dzieci, które muszą czymś nakarmić.