Archiwum
środa, 28 maja 2014
Fotografowanie obcych ludzi

Jednodniowe warsztaty fotograficzne Fotografia ulicy w Nowym Jorku. Zapewniony dopływ adrenaliny wynikający z fotografowania ludzi znienacka, z fotografowania ludzi zupełnie się tego nie spodziewających, z bezczelnego fotografowania ludzi z odległości ale z obiektywem zapewniającym duże zbliżenie i wreszcie, późniejszym popołudniem, robienie portretów po uprzednim poproszeniu przypadkowych, zupełnie obcych ludzi o pozowanie. I tu okazało się, że mam niesamowitą i niczym niezasłużoną przewagę nad ponad 90 procentami uczestników warsztatów, które to ponad 90 procent stanowią faceci. Cóż, babki z aparatem fotograficznym nie podejrzewa się automatycznie o te wszystkie brudne rzeczy, z którymi może skojarzyć się chaotycznie biegający po parku z aparatem fotograficznym koleś...

niedziela, 18 maja 2014
Dobre, bo polskie - warunki głosowania za granicą.
Pewnie dlatego, że dwadzieścia pięć lat temu zabrakło mi pięciu dni do udziału w pierwszych, półwolnych (półwolne, to jak półprawda: cała prawda, półprawda i gówno prawda) wyborach, nad czym niezwykle wtedy ubolewałam, dzisiaj bardzo chętnie robię użytek z mojego czynnego prawa wyborczego. Lubię głosować, a od kiedy mieszkam poza krajem, to jest to czynność jeszcze bardziej wyjątkowa. Do parlamentu europejskiego głosujemy korespondencyjnie. W zeszły weekend wypełniłam wniosek przez Internet i w piątek przyszła karta do głosowania z kopertami i instrukcją. Zakreślić, wsadzić w jedną kopertę, zakleić, podpisać oświadczenie o osobistym i tajnym oddaniu głosu i razem z zaklejoną kopertą włożyć do drugiej, zaadresowanej już koperty i odesłać do konsulatu. Proste, miłe i przyjemne.
Chwaliłam się przed Moim (który jest Niemcem) jak to łatwo wypełnia się ten elektroniczny wniosek i on, zachęcony moim sukcesem, spróbował dowiedzieć się, jak może oddać swój niemiecki głos. Okazało się... że nie może. To znaczy teoretycznie może, ale w praktyce nie. Bo termin dostarczenia papierowego oryginału wypełnionego i własnoręcznie podpisanego zgłoszenia do urzędu w miejscu zameldowania w Niemczech upływał w zeszłym tygodniu. Ale nawet, jakby zainteresował się tym, wypełnił, wydrukował, podpisał i chciał wysłać pocztą wcześniej, to i tak nie miałby dokąd. Nie jest bowiem w Niemczech zameldowany już od dobrych kilku lat. Nie ma tam mieszkania, domu, ani nie wynajmuje pokoju. Nie mieszka, nie płaci podatków i nie jest zameldowany. Jak widać, dla Bundesrepubliki fakt, że jest jej obywatelem, nie ma w tym świetle specjalnego znaczenia. To samo jest przy wyborach do Bundestagu i lokalnych - ze względów formalnych jeszcze nigdy, od czasu wyjazdu, nie udało mu się głosować. 
01:31, haneczka14 , Rzeczy
Link Dodaj komentarz »