Archiwum
wtorek, 22 kwietnia 2014
Języki i pamięć
Babcia pewnego mojego znajomego w Polsce cierpiała na zanik pamięci. Choroba postępowała i pod koniec nie można już się z nią było porozumieć. To znaczy, ona jeszcze mówiła. Ale tylko w jidisz. Polski, jako język, którego nauczyła się później, ulotnił się pierwszy. 
Gdy pamięć zawodzi, zaczyna się od tej krótkoterminowej - najpierw zapominamy rzeczy, które zdarzyły się niedawno, a wspomnienia z dzieciństwa towarzyszą nam najdłużej. Prawidłowość ta dotyczy też znajomości języków - gdy dotknie nas Alzheimer, najpierw do kosza pójdą języki obce, pierwszy zapomniany będzie ten, którego nauczyliśmy się ostatnio, a ojczysty zostanie nam do dyspozycji najdłużej. 
Dlatego, jak mnie tu ktoś pyta, czy planuję zostać, mówię, że nie da rady, bo na starość nikt się tu ze mną nie dogada. Nawet Mój (który jest Niemcem).
Ostatnio przeczytałam artykuł o sędziwych Japonkach na Wyspach Brytyjskich. Kobiety, które dawno temu wyszły za mąż za Brytyjczyków, spędziły tam całe dorosłe życie, owdowiały, zaczynają im się problemy z pamięcią i... zapominają angielskiego, angielskich zwyczajów, angielskiego jedzenia...
No przecież wiem, co mówię, że przed emeryturą muszę się stąd zwinąć!