Archiwum
środa, 25 kwietnia 2012
Kot mojej koleżanki
Możnaby pomyśleć, że Kot Mojej Koleżanki jest zwyczajnym kotem. Pręgowany dachowiec, duży kocur o nastroszonych wąsach i pogardliwym wyrazie twarzy. Nikt nie przypuszcza jednak, że w owym puchatym tygrysku drzemie BESTIA. Bandyta, wyjęty spod prawa złoczyńca. Tak dalece wyjęty spod prawa, że moja koleżanka, która jest osobą normalną i nie zlecałaby chirurgicznego usunięcia zwierzęciu pazurów* w obronie sofy albo dywanu (ludzie naprawdę to robią) z bólem serca i łzą w oku jednak go tej operacji poddała. Dlaczego?
Kotek nie należy do pieszczochów. To delikatnie powiedziane, bowiem w rzeczywistości jedyną osobą, która w ogóle może go dotknąć, jest Moja Koleżanka. Nawet jej mąż (mieszkający z kotkiem od kiedy przynieśli go jako małe kociątko) nie ma prawa pogłaskać futra, nie narażając się na oberwanie szybką jak błyskawica łapą. W związku z czym go nie głaszcze. Nikt go nie głaszcze, tylko pańcia, do której kotek się mrucząc przytula. Jak ma ochotę.
Kiedyś przyszedł do nich znajomy. Jak każdy gość, który pierwszy raz przestąpił ich progi, natychmiast został ostrzeżony, że jakakolwiek próba kontaktu fizycznego z futrzakiem jest absolutnie niewskazana. Gość ostrzeżenia zlekceważył, twierdząc, że zna się na kotach, one go bardzo lubią i z tym egzemplarzem też na pewno się zaprzyjaźni. Mówiąc to delikatnie gładził atłasowe futerko. Potwór zdawał się potwierdzać jego słowa. Siedział grzecznie na krześle, nie mruczał co prawda, ale też nie prychał i nie usiłował pacnąć łapą. Domownicy w napięciu wstrzymywali oddech, zwierz siedział, facet go głaskał, nic się nie działo... 
Aż tu nagle kot jak sprężyna wyskoczył prosto do góry i zanim ktokolwiek zdążył pomyśleć, wbił wszystkie dziesięć przednich pazurów w czoło znawcy zwierząt. Opadając następnie siłami grawitacji przeorał mu twarz z góry na dół tworząc dziesięć krwawiących ran. Facet, znacząc szlak krwią, pognał do łazienki w której po chwili wyglądało jak w rzeźni. Zawieziono go czym prędzej na pogotowie, żeby założyć szwy.  
No i jak mojej koleżance miał się urodzić synek, to rada nie rada, odpazurowała kota, którego do dzisiaj nikt poza nią nie ma prawa dotykać. Albowiem zostały mu jeszcze zęby. 
 

*Drakońska ta procedura przeprowadzana pod pełną narkozą polega na usunięciu tych kawałków kocich palców z których wyrastają pazury. Tak zoperowanemu kotu nigdy już pazury nie odrosną. 


04:16, haneczka14 , Zwierzęta
Link Komentarze (6) »
środa, 04 kwietnia 2012
Wspaniały Dział Marketingu
Przysłali nam do Centrum (Językowego) pudło. W pudle torby (siatki znaczy, albo reklamówki, ale takie nowoczesne, produkowane z surowców wtórnych do wielokrotnego użytku). Wzruszyłam ramionami, bo nad firmą krąży widmo być może i bankructwa, etaty redukują, Centra zamykają, a tutaj taka inwestycja pierwszej potrzeby. No ale cóż, skomentowałyśmy odpowiednio i zamknęły torby w szafie, nowym uczniom będziemy w nich dawać materiały do nauki.
Nie minęły trzy pacierze, jest e-mail okólnikowy z Kwatery Głównej, a dokładnie Wspaniałego Działu Marketingu: torby natychmiast zniszczyć, bo wydrukowany na nich pod naszym logo numer telefonu jest błędny. Nastąpiła pomyłka i wydrukowano numer będący w posiadaniu innej firmy, nie możemy go teraz kupić, torby trzeba utylizować. Ponieważ nie widziałam jeszcze oficjalnego e-maila od Wspaniałego Działu Marketingu, w którym nie byłoby literówek, specjalnie mnie to nie zdziwiło. Jednocześnie jednak w moim kosmatym mózgu pojawiło się podejrzenie.
Nie zwlekając wzięłam torbę i wykręciłam reklamowany na niej numer - bingo! Sex telefon! 
03:34, haneczka14 , Ludzie
Link Komentarze (1) »