Archiwum
sobota, 29 marca 2014
Syndrom pierwszego oficera
Lubię Szefa Całej Fabryki, ale rozumiem, co miała na myśli jedna z moich koleżanek, gdy powiedziała o nim kiedyś, że brak mu ogłady towarzyskiej. Nie chodzi o to, że Naczelny jest jakimś burakiem, broń Boże, bardzo miły i dobrze wychowany (przynajmniej jak na tutejsze standarty) człowiek. Ludziom działa jednak czasem na nerwy to, że nigdy, nawet poza Fabryką, nie jest w stanie pogadać o niczym innym, niż Fabryka. No i, że czasem, nawet gdy wydaje się, że wszystko idzie świetnie i można by się na chwilę wyluzować, znajdzie dziurę w całym i zadania do wykonania.

Sobota w domu, jesteśmy najedzeni, panuje ogólny porządek, Mój właśnie pomył gary, koty umyły sobie futra, wszyscy w trójkę wyłożyli się na kanapie i mrucząc przytulnie zaczynają sjestę, a ja... widzę, że blaty nie są starte, właśnie usłyszałam, że pralka skończyła program, ta sterta papierów na stole nie dodaje pomieszczeniu uroku, trzeba znieść jabłka do piwnicy... Mój widzi niezdecydowanie na mojej twarzy i wie, co jest jego powodem - sama nie wiem, które zadanie mu najpierw przydzielić.

Dawno, dawno temu, gdy byłam nastolatką, zaczytywałam się książką Olgierda Borchadta "Znaczy Kapitan". Jedną z wielu fascynujących postaci, był tam pierwszy oficer żaglowca. Pierwszy oficer odpowiedzialny jest za to, żeby wszystko było zrobione. A na żaglowcach robota nie ma końca. Piękny letni dzień, wachta, która właśnie odpoczywa po nocnej służbie, zanim za kilka godzin znowu tę służbę obejmie, leży na pokładzie i rozkoszuje się promieniami słońca. Pierwszy wchodzi na pokład. - Opalacie się? - Uśmiecha się miło, bo sam bardzo lubi się opalać. Ale widok tylu leżących i nie robiących nic ludzi natychmiast przywodzi mu na myśl tę masę robót do wykonania. - Opalacie się??!!!!!! (Tutaj musiało nastąpić okrutnie przekleństwo, ale książka pisana była w czasach, gdy nie epatowało się łaciną w formie pisanej) wy (tutaj też w rzeczywistości musiało być przekleństwo) się opalacie, a robić nie ma komu!!!! - I natychmiast przydzielał na oślep i na odlew zadania do wykonania.

I to jest właśnie syndrom pierwszego oficera.