Archiwum
środa, 14 marca 2012
Uparty Egipcjanin
Arab bez rodziny nie istnieje. Arab w liczbie pojedynczej cierpi. Dlatego też nasz kolega po 3 latach samotnego życia na hamerykańskiej obczyźnie stwierdził, że już stanowczo musi się ożenić. Rekrutację rozpoczął latem zeszłego roku, kiedy to w ciągu kilkutygodniowego pobytu na łonie piramidalnej ojczyzny przeprowadził rozmowy rozpoznawcze z trzema czy czterema potencjalnymi narzeczonymi. Ku jego zaskoczeniu, fakt, że mieszka w Hameryce, był raczej przeszkodą niż pomocą. Żadna z dziewczyn nie wyraziła chęci porzucenia pracy (kolega wykształcony, to i w wykształconych kręgach poszukiwania prowadzi - jedna z nich to nawet lekarka) i wyjazdu za ocean.
Na szczęście istnieją jeszcze media (socjalne? Jak się po polsku mówi "social media"? Z góry dziękuję za podpowiedź). Za pomocą fejsbuka, nieco przypadkiem, odnowił kontakt z koleżanką ze studiów. Po wielomiesięcznym słaniu e-maili i sporadycznych telefonach stanęło na tym, że w lecie przyjedzie przedstawić się i poprosić  rodzinę o jej rękę (zdanie zainteresowanej jest w tej kwestii ważne, ale nie decydujące).
- Gdy tam ostatnio byłeś, to się z nią widziałeś?
- Niestety, jak nawiązaliśmy kontakt, to już właściwie wyjeżdżałem i nie zdążyłem.
- Ale znasz ją, studiowaliście razem. Kiedy ją ostatnio widziałeś?
- Ponad siedem lat temu.
- Ale masz jej aktualne zdjęcie?
- Nie, to byłoby dla niej kompromitujące dać zdjęcie komuś, z kim nie jest formalnie zaręczona.
- Ale rozmawiacie, widujecie się przez skype?
- Nie, bo ona mieszka z rodzicami i to byłoby nie na miejscu.
- To jej rodzina nic o tobie nie wie?
- Nie, nie byłoby dobrze, gdyby się dowiedzieli, że kontaktuje się ze mną, zanim się oświadczyłem. 
- Ale jak się im przedstawisz, to już będzie OK?
- Jeśli mnie zaakceptują. Muszę ich przekonać, że będę w stanie zapewnić ich córce godne życie. Nie będzie się im podobała wizja jej dalekiego wyjazdu. Ona pracuje w szkole i robi teraz dalsze studia, jej ojciec wysoko ceni taką państwową posadę.

- Muszę też kupić złoto - dodaje po chwili. - Tak za osiem tysięcy dolarów.
Kiwam głową ze zrozumieniem. Cyrk ze złotem znam, bo asystowałam kiedyś w zakupach dla kosowarskiej narzeczonej.

Facet inwestuje kilkutygodniową podróż do Egiptu i szmal w złocie, żeby przedstawić się rodzinie laski, której nie widział od siedmiu lat i która (dla jasności) nigdy nie była jakąś miłością jego życia. Gość jest pod trzydziestkę, mieszka od prawie 4 lat w Stanach, mógłby spotykać się, kochać, mieszkać, z kim chce i kiedy chce, ale on, trwając w naprężonym celibacie, zbiera forsę na złoto, i ćwiczy przemowy, żeby zaakceptowała go rodzina nieznajomej kobiety.

Jak mówią Hamerykanie: można konia przyprowadzić do wodopoju, ale nie można sprawić, żeby pił.

Acha, to nie sprawa islamu: nasz kolega jest koptem, a przyszła (jeśli Bóg da, a rodzina pozwoli) narzeczona - katoliczką. 


poniedziałek, 12 marca 2012
Dentysta sadysta
Że znieczulający zastrzyk u dentysty jest tu oczywistością, że ostatnim razem właściwie nie poczułam, jak mi go robili, że zaraz po zabiegu mogłam prawie normalnie mówić - to przyzwoite ubezpieczenie i trochę szczęścia. No ale żeby dentysta o ósmej wieczór do mnie dzwonił, żeby zapytać, jak się zaplombowany kilkanaście godzin temu ząb czuje, o tym to i hamerykańskie ucho nie słyszało! 
02:52, haneczka14 , Rzeczy
Link Komentarze (3) »