Archiwum
poniedziałek, 23 marca 2009
Tulipany
Jesienią zasadziłam przed domem cebulki tulipanów. Teraz tulipany pięknie wykiełkowały, rekordziści osiągnęli w zeszłym tygodniu 10 cm wzrostu. Ale w nocy z soboty na niedzielę sarny urządziły sobie imprezę pod naszymi drzwiami. Niepomne na fakt, że tulipany uchodzą w literaturze fachowej za rośliny przez nie omijane, zgoliły kilka pędów, kilka innych przeżuły, parę cebulek wygrzebały kopytkami i zagrały w bilard... A wszystko to 2-3 metry od drzwi wejściowych. Cóż, symbole Niederlandów nie są jak widać przed nimi bezpieczne.
Najpierw trafił mnie szlag, potem pojechałam do sklepu i nabyłam płyn, którym spryskuje się rośliny, żeby stały się dla kopytnych nieatrakcyjne. Sprzedawca przysięgał, że działa, sam zlewa nim ogródek.
Już o tym wspominałam - te sarny to takie trochę sarny, a trochę jelenie. Większe od europejskich saren i bardziej szaro-bure. A jest ci ich tutaj dostatek, bo wilków nie stało i jedynym ich wrogiem naturalnym jest teraz samochód. Mówię z doświadczenia.
środa, 04 marca 2009
Po peknieciu banki

Nie bedzie mrozacych krew w zylach opowiesci o wyprowadzce na 30-to stopniowy mroz. W prawdziwie plotkarski sposob zdam jedynie relacje z sytuacji mojego bezposredniego otoczenia.

Jakis czas temu pisalam o Mojej Kolezance Pod Szescdziesiatke, o kredytach jej i jej meza, ktore dzieki wspanialemu rozwojowi jego firmz mieli splacic w ciagu najblizszych dwoch-trzech lat, a potem przejsc na mloda emeryture i zaczac wreszcie zyc i spedzac czas razem, poniewaz do tej pory on byl w wiecznych rozjazdach. W miedzyczasie banka spekulacyjna pekla, a z nia ich prywatna banka mydlana. Firma meza zbankrutowala i, poki co, jest bezrobotny i jest w domu. I jest w lekkiej depresji. Kredytow w najblizszym czasie nie splaca, na wyspy szczesliwe tez tak od razu sie nie przeniosa i jedyna pozytywna strona ich obecnej nieciekawej sytuacji finansowej jest fakt, ze nie musza placic alimentow jego bylej zonie. Alimentow w wysokosci mojej pensji dla zdrowej osoby, ktorej dzieci juz tez dawno sa dorosle (to skutek brania rozwodu w Kalifornii, bo tu kazdy stan ma inne uregulowania prawne.) Fakt zas, ze polowa ich planow na przyszlosc juz teraz sie urzeczywistnila, a mianowicie, ze wreszcie maja czas dla siebie nie wydaje sie byc tak latwy do zniesienia...

Moja kolezanka Ukrainka natomiast, w trzy lata po przeprowadzce do ojczyzny kapitalizmu zostala jedyna zywicielka rodziny zlozonej z niej i jej meza Hamerykanina. Nie mialo to bezposredniego zwiazku z banka - po prostu na poczatku zeszlego lata maz wzial urlop dwa razy dluzszy niz mu chcieli dac (10 dni zamiast 5), zeby pojechac w odwiedziny na Ukraine. No i po powrocie sie z nim pozegnali. Teraz robi jakies kursy handlowe, co nie jest chyba najlepszym pomyslem na znalezienie pracy w sytuacji, gdy handlowcy w wielkim doswiadczeniem i kontaktami znajduja sie na bruku (patrz historia opisana powyzej).

Gdy tak sobie w kontekscie powyzszych zmian obserwuje zachowanie naszego pracodawcy (firmy jako calosci, nie poszczegolnych ludzi), przypomina mi sie to, czego nauczylam sie juz w Polsce: ze najlepsza ochrona pracownika jest - brak kryzysu. Bo ten sam pracodawca zaczyna zachowywac sie zupelnie inaczej, gdy tylko zorientuje sie, ze nikt mu juz nie trzasnie drzwiami bez zastanowienia, bo za rogiem nie czeka piec innych miejsc pracy. Pewnie w nastepnej notce podepre te niezwykle odkrywcza mysl przykladem.

15:25, haneczka14 , Ludzie
Link Komentarze (1) »