Archiwum
czwartek, 15 marca 2007
Kubeczki

W Centrum (Jezykowym) mozna sie napic kawy, zrobic sobie herbaty, albo napuscic do kubeczka wody z filtra. Nie mamy umyslnej, ani tez umyslnego do mycia naczyn, wiec kubeczki sa, nolens volens, jednorazowe. Poniewaz naczalstwo nie pozwala nam kupowac niczego odrobine chocby przekraczajacego bardzo ograniczony budzet, przez dlugi czas straszyly w kuchni okropne styropianowe smieci, ktore zamawialam przez internet wraz z innymi materialami.

Opatrznosc, w skorze pewnej nieco nawiedzonej, ale jakze milej kolezanki, czuwa jednakze nade mna. Tak dlugo wiercila mi dziure w brzuchu (Opatrznosc, ustami kolezanki), az znalazlam kubeczki w cenie zblizonej do styropianowego ohydztwa, a zrobione z kartonu powleczonego czymstam (czyli tez nie tak calkiem ekologiczne, ale lepszy rydz niz nic). Zamowilam zwykla ilosc OPAKOWAN – bo kubeczki nie na sztuki tylko na opakowania sie kupuje. Na drugi dzien wjezdza dostawa – pan ma ustawiona na wozeczku gore pudel – zeby sie zmiescic pod futryna musial dobrze te wieze przechylic. A, to pewnie kolega zamowil jakies straszne ilosci ksiazek. Ale okazuje sie, ze pudeleczka bardzo sa lekkie – cos w nich chyba nie ma ksiazek? Na domiar zlego, facet zsuwa pudla z wozka i mowi: zaraz wroce, jeszcze kilka zostalo w samochodzie... Otwieram pudlo i co widza moje piekne oczy? KUBECZKI! CALA MASE KUBECZKOW! Zamowilam dokladnie 10 000, slownie: DZIESIEC TYSIECY KUBECZKOW!!!

Teraz pudla z kubeczkami pietrza sie w jednej szafie (walk-in-closet), zajmuja pokazna czesc drugiej (dobrze, ze robi sie cieplo i ludzie nosza lzejsze kurtki), stoja pod stolem w pomieszczeniu do nauki samodzielnej, barykaduja dostep do czesci podrecznikow w magazynku...

Jak to sie stalo? Ano jak to z zamawianiem przez internet bywa: w jednym sklepie pod nazwa „opakowanie” kryla sie zgrzewka zawierajaca 20 kubeczkow (styropianowego nieprzyjaznego srodowisku horroru), w innym zas „opakowanie” oznaczalo pudlo z 25 takimi zgrzewkami... No, a ze akurat byla promocja, to cena za pudlo jednych rownala sie niemalze cenie za zgrzewke drugich... Czy ktos nie potrzebuje kubeczkow? J

17:04, haneczka14 , Rzeczy
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 12 marca 2007
Hamerykanskie przyjecie

Zostalam zaproszona na okragle urodziny nieco zaawansowanej wiekiem kolezanki. Wyprawiane dla niej przez inna dorosla kolezanke w tejze innej kolezanki mieszkaniu. Pozchodzily sie pracowniki naukowe, spokrewnione belfry i inne takie ludzie wyksztalcone, kilka zwierzat egzotycznych, czyli Europejczykow, wsrod nich ja. Wino (albo sok) na powitanie pustego zoladka – dzialanie preferowane, zeby sie wypita na samym poczatku lampka zdazyla wykurzyc z glowy zanim czlowiek siadzie za kolko w drodze powrotnej (przysiegam, w tym kraju to nawet prohibicji nie trzeba!)

Mile takie ple ple na stojaco i koreczki, i zakaski. Po jakims czasie sygnal: kolacja podana! Kolacja podana to znaczy: nalezy wziac talerz i sztucce i ustawic sie do garnka z ktorego roztaczaja sie wonnosci i gospodarze nakladaja kopiate lychy dobrych rzeczy. Lubie takie towarzyskosci, w ktorych nie jest sie przypisanym do jednego sztywnego miejsca przy stole miedzy jakimis nudziarzami i mozna sobie wybrac kacik konsumpcji i towarzystwo wedle wlasnej wolnej i nieprzymuszonej.

Cieniem jednakze sie kladzie na imprezie milej, ze talerze jednorazowe z plastikopapieru sa zrobione. W jakim to kontekscie zabawnie brzmia zgorszone glosy „oswieconych” Wschodniego Wybrzeza o dzikusach z Teksasu, ktorzy nawet smieci nie sortuja...

16:38, haneczka14 , Ludzie
Link Komentarze (1) »