Archiwum
niedziela, 26 grudnia 2010
Groźne Boże Narodzenie

Święta są jak soczewka – mają zdolność skupiania znanych ludziom żyjącym za granicą odczuć, opierających się na przeświadczeniu, że panujące w kraju aktualnego zamieszkania zwyczaje, mentalność, gusta, język, reguły życia codziennego, tradycje, jedzenie, ubranie, samochody, parasole, numery telefonów (niepotrzebne skreślić) są głupie, niepraktyczne, złe, niezrozumiałe, dokuczliwe, brzydkie (niepotrzebne skreślić), w przeciwieństwie do kraju pochodzenia, w którym wszystko jest, jak należy. Ów boleśnie odczuwany dyskomfort sprowadza się do prostego, a nie zawsze uświadamianego: ja nie chcę tu być, ja chcę do dooomuuu! W większości wypadków dyskomfort ten po pewnym czasie mija, człowiek przyzwyczaja się do nowego kraju i rzeczywistość przestaje go boleć. W przypadku niektórych ludzi ma on jednak skłonność do nawrotów, jeśli nadarzą się sprzyjające warunki. Boże Narodzenie jest do tego wprost wymarzone.

I tak, ciesząc się na codzień życiem w Hameryce, wraz z nadejściem grudnia wyraźnie pochmurnieję. Winię za to ciemności kryjące ziemię i brak ruchu na świeżym powietrzu. Wyjątkowo przeszkadzają mi jarzące się już od końca listopada świąteczne dokoracje, tutejsze rozlegające się zewsząd świąteczne przeboje doprowadzają mnie do pasji. Nie mam nawet ochoty myśleć o kupowaniu prezentów, na pytanie Mojego, kogo zaprosić przez świąta odwarkuję: zaprośże sobie, kogo chcesz! Im bliżej do świąt, tym dzień staje się krótszy, a sytuacja coraz bardziej napięta. Śpiewanie polskich kolęd (w aucie, albo pod prysznicem, żeby nikt nie słyszał moich fałszów) nieomylnie kończy się melancholią. Nadchodzi czas układania menu i w kontekście wigilii znowu zaczynam marzyć o karpiu w galarecie.

Cóż, mieszkam niedaleko oceanu i w sklepach jest tu pod dostatkiem wszelkiej maści ryb. Morskich. I owoców morza. Czasem, w drodze wyjątku, kupić można pstrągi. Karpie też pewnie gdzieś są dostępne, ale ja ich tu na swojej drodze jeszcze nie widziałam. Porzucam więc ambitne plany wykorzystania przepisu na karpia Neli Rubinstein i wlokę do domu siatki muszli, omułków, kałamarnice i krewetki. W połączeniu z ryżem stworzą paellę, genialne danie pochodzenia hiszpańskiego, którego wykonanie w mojej rodzinnej miejscowości byłoby pewnie równie bezproblemowe, co zagalaretowanie karpia w miejscu, w którym aktualnie mieszkam.

Paella udaje się znakomicie, popiwszy ją winem, w doskonałych nastrojach, razem z Moim wyskrobujemy do czysta dno żeliwnej patelni w takt Oratorium na Boże Narodzenie Jana Sebastiana.

20:27, haneczka14 , Rzeczy
Link Dodaj komentarz »
sobota, 04 grudnia 2010
Rzadko spotykana sztuka słuchania
Czy Hamerykanie nie umieją słuchać? Wydaje się, że dość często mają z tym problemy. Prawdopodobnie ma to związek z ich legendarnym indywidualizmem, który, przyznajmy, można czasem pomylić ze zwykłym egoizmem. Jak zwał, tak zwał, chodzi o bardzo ludzką preferencję do mówienia o sobie, zamiast słuchania o innych.
Byłam ostatnio świadkiem dobrze to ilustrującej rozmowy dwóch koleżanek. Chodziło o niszczący wpływ rodzin na związki. Matce partnerki Hamerykanki trudno pogodzić się z faktem, że jej córka jest lesbijką i usiłuje kopać dołki pod Hamerykanką. Widać ma nadzieję, że jak dziewczyny się rozejdą. to jej córka automatycznie stanie się heteryczką. Myślenie jak głupie, tak rozpowszechnione.
Hamerykanka dawała przykłady ostatnich kuriozalnych zachowań tej pani. Słuchająca jej Europejka wyraziła zrozumienie, a potem powiedziała, że niektórym z tych zagrań trzeba położyć kres, zanim ujawni się ich destrukcyjna moc. Przytoczyła tu przykład wspólnych znajomych, których małżeństwo się rozpadło, bo jego rodzina przez 9 lat usilnie nad tym pracowała. Hamerykanka powróciła do odmalowywania swojej sytuacji. Po dłuższej chwili Europejka podała kolejny przykład destrukcyjnego rodzinnego zachowania, tym razem bezpośrednio jej dotychący. Była to dość osobista wypowiedź, z rodzaju tych, na które decyduje się człowiek tylko czasami.
I wtedy uderzyło mnie, z jaką skrywaną niecierpliwością Hamerykanka czeka na przerwę w wypowiedzi Europejki. Posłuchałam ich jeszcze trochę, ale mimo mrożących krew w żyłach historii rodzinnych, rzeczą, która zrobiła na mnie największe wrażenie, była owa przestępująca z nogi na nogę, wystająca spoza maski uprzejmości hamerykańska niecierpliwość, żeby już wreszcze wrócić do interesującego tematu, czyli siebie samej.
04:38, haneczka14 , Ludzie
Link Komentarze (1) »