Archiwum
poniedziałek, 18 grudnia 2006
Hamerykanskie drzewko

Zarowno kupowanie i strojenie drzewek, jak i okrecanie domow i ogrodkow kolorowymi swiatelkami zaczyna sie w Hameryce nazajutrz po Dniu Dziekczynienia (Dzien Dziekczynienia przypada na ostatni czwartek listopada). Komercyjne Mikolaje i Rudolfy (Rudolf - renifer z czerwonym nosem, tutejszy bohater bozonarodzeniowy) pojawiaja sie w sklepach i na ulicach czasem juz i wczesniej.

Poniewaz w tym roku nigdzie nie wyjezdzamy i mamy duzo miejsca, postanowilismy kupic drzewko. Ja poczekalabym z tym pewnie do wigilii Wigilii, ale Moj juz od tygodnia panikowal, ze wykupia i pozniej nie bedzie. (Dziwilo mnie to, ale okazuje sie, ze w Hameryce, zwlaszcza przed Swietami jak najbardziej mozliwy jest brak okreslonych towarow...) Udalismy sie wiec na poszukiwania. W jednym miejscu bylo duzo roznych drzewek, polowa z nich nie wystepujaca w Europie, a juz na pewno nie w charakterze bozonarodzeniowej dekoracji. Jakos nie mialam ochoty na eksperymenty w tym zakresie, a poniewaz wszystkie okazy przypominajace jodle byly nawet jak na nasz wysooooki sufit w salonie za duze, pojechalismy dalej. Dalej bylo duzo bardzo pieknych, gestych jodelek w wielu rozmiarach. Szybko wybralismy jedna 2,5-metrowa, kazali przyciac cal (ok. 2 cm) od dolu i zapakowac.

Po co ten cal? Ha! Pierwsza informacje na ten temat zdobylam przypadkiem, czytajac "Paris to the Moon" Adama Gopnika. Jest to rodzaj pamietnika pisanego przez autora - Hamerykanina w czasei kilkuletniego pobytu w Paryzu. Dziwi sie on tam miedzy innymi francuskiemu zwyczajowi wbijania drzewka w krzyzak i stawiania go tak "o suchym pysku" w pokoju - przeciez drzewko w ten sposob szybciej usycha! W Hameryce stawia sie mianowicie drzewko w pojemniku z woda. Przypomnialam sobie te historie gdy byla mowa o kupnie drzewka, a co za tym idzie - stojaka. Powiedzialam Mojemu, ktory uwielbia zakupy i w zwiazku z tym czesto zostaje desygnowany do ich robienia, ze z tym stojakiem to tu podobno zupelnie inaczej funkcjonuje niz w Europie. Oczywiscie w zadna wode dla drzewek mi nie uwierzyl (naczytalas sie teorii:-)) Mnie nie uwierzyl, ale uwierzyl hamerykanskiej znajomej, ktora w jego obecnosci na te okolocznosc przepytalam. Potwierdzila wszystkie moje teorie i udzielila rady, jaki typ stojaka najlepiej sie u niej sprawdzil i ze trzeba koniecznie przyciac cal od dolu pnia, na tej samej zasadzie, co przycina sie kwiaty w wazonie.

Tak wiec w duzym pokoju stoi gesta jodelka, pachnie i pije wode ze stojaka, ktory wyglada jak plastikowa, niezwykle stabilna miska. Drzewko wstawia sie w te miske i z czterech stron dokreca tepo zakonczone sruby. Nie wchodza one w pien, tylko go przytrzymuja. Wlasciciele kotow wiedza, ze kot i drzewko to uklad dynamiczny. Balismy sie, ze nasze, zwlaszcza Mlodszy, bedzie sie na nie wdrapywal. Jest jednak tak gesta, ze do tej pory nie udalo musie wcisnac pomiedzy galezie. Znajomi opowiadali, ze ich kot wypija wode ze stojaka, ale galezie w naszym sa tak nisko, ze blokuja dojscie do wodopoju. Niemniej jednak przyznac trzeba, ze drzewko jest obiektem wzmozonego zainteresowania i nie wiadomo, jak sie sytuacja rozwinie po zawieszeniu ozdob...

18:30, haneczka14 , Rzeczy
Link Komentarze (10) »
środa, 13 grudnia 2006
Parking w miescie

Po kilkukrotnym telefonowaniu i przesuwaniu terminu potencjalny nauczyciel arabskiego przychodzi do Centrum (Jezykowego) na rozmowe kwalifikacyjna. Po drodze dzwoni: przeprasza, ale sie spozni, nie moze znalezc miejsca do parkowania. Wreszcie wbiega z lekkim obledem w oczach: znowu przeprasza, musi jeszcze raz na dol (jestesmy na 17-tym pietrze), bo zostawil auto otwarte - i juz go nie ma.

Zostawil auto otwarte? Na ulicy? W Wielkim Hamerykanskim Miescie? W polskim miescie zrobilby to tylko raz:-) Nie minely trzy pacierze, wbiega z jeszcze wiekszym obledem w oczach: ukradli mi samochod, ukradli mi samochod!!! Wspolczuje mu, ale nie probuje nawet udawac zdziwienia. Czy moze skorzystac z telefonu? Komorke tez mu ukradli i portfel, zostawione na dole w otwartym aucie... Z fragmentow rozmowy telefonicznej jakie do mnie docieraja wnosze, ze osoba (jak sie pozniej okazuje - tesciowa) na drugim koncu linii nie wierzy w kradziez - kaze mu rozejrzec sie za szyldem informujacym o numerze telefonu, na ktory nalezy zadzwonic, zeby odzyskac odtransportowane z zakazu parkowania auto. Nasz pechowiec (?) nie pamieta rejestracji swojego samochodu, na szczescie wie w ktorej szufladzie znajduje sie odpowiednia informacja i zdalnie kieruje tam tesciowa.

W ciagu kolejnych 15 minut okazuje sie, ze bezposrednio na wprost drzwi wejsciowych (przepisy przeciwpozarowe!!!) zaparkowany samochod faktycznie zostal odtransportowany przez strozow prawa, dzialajacych w tym akurat wypadku szybciej niz zlodzieje. Parkowanie okazalo sie dosc drogie, ale samochod jednak nie zginal.

19:30, haneczka14 , Ludzie
Link Komentarze (8) »
piątek, 01 grudnia 2006
Czytelnictwo

Trudna chwila w Centrum (Jezykowym), usilujemy przebic glowa mur i sie nie da, naczalstwo z Kwatery Glownej rzuca nam klody pod nogi, a do tego przypadek jest zlosliwy, przekierowane telefony przestaja byc przekierowane, maile nie dochodza, fax umarl, Galaktyka sprzysiegla sie przeciwko nam. Opadam na krzeslo I juz, juz mam zawolac do szefa: „to jest jak u Kafki!”, gdy mityguje sie, ze rozmawiam z Hamerykaninem. Zmieniam wiec tekst na ostrozne: „Czytales kiedys Kafke?”

Odpowiedz nastepuje natychmiast I bardzo glosno: „My whole fucking life is Kafka!!!” (Moje cale pieprzone zycie to jest Kafka!!!)

Coz, trzeba sie bedzie wyzbyc pewnych uprzedzen...:-)

 

16:42, haneczka14 , Ludzie
Link Komentarze (5) »