Archiwum
poniedziałek, 04 listopada 2013
Zaduszki

Jeszcze się nawet ten sezon nie zaczął. Dni były długie i słoneczne, po deszczowym sierpniu zaczynało się piękne i upalne babie lato. Któregoś wieczora, jak co tydzień, wybierali się na spotkanie grupy ludzi mówiących po niemiecku.  Prowadzili te spotkania już od tylu lat, jeździli na biwaki, świętowali czwartego lipca i ostatki, przed Bożym Narodzeniem były spotkania świąteczne – dużo się widywali i dużo razem robili. Oczywiście znał jego sytuację rodzinną – Bawarczyk, ożenił się z Amerykanką i tutaj został. Adoptowali dziewczynkę, adopcja zagraniczna, dziecko pochodziło z Rumunii. Nie było to najłatwiejsze rodzicielstwo, mała miała ADHD i jeszcze jakieś inne problemy psychiczne, które utrudniały życie jej, a otoczeniu znoszenie jej towarzystwa. No, ale dużo dzieci jest nadpobudliwych, a oni w jakiś sposób sobie z nią radzili już kilkanaście lat.

Przyjechał po niego, jak się umawiali, zaparkował pod domem i wysiadł z samochodu. Na górze nie zastał nikogo, tylko zostawioną dla niego kartkę: jestem w piwnicy. Dziwne, było dość późno i właściwie powinni już wyjechać, a ten jakichś gratów w piwnicy szuka. No ale rad nie rad, zszedł po schodach na dół. I tam go znalazł. A obok drugą kartkę: przepraszam, ale nie chciałem, żeby to żona mnie tak znalazła. W telefonie komórkowym krótkie nagranie, rodzaj listu pożegnalnego. Niewiele, a właściwie nic nie wyjaśniające, tyle, że dłużej już nie może, nie daje życiu rady, żona zasługuje na coś lepszego, nie może jej nic dać, w pracy mu się nie układa i najlepiej będzie, jak się ze wszystkiego wycofa.

Gazem. Chyba nie miał jeszcze pięćdziesiątki.

02:36, haneczka14 , Ludzie
Link Dodaj komentarz »