Archiwum
czwartek, 28 lutego 2013
Energia i jej zakład
Wracam wieczorem do domu. W drzwiach kartka. Na kartce zawiadomienie od Hamerykańskiego Zakładu Energetycznego, że nas odłączą. Odłączą nas od gazu (czyli ogrzewania, w zimie, mordercy!!!) w trybie 72 godzin za nieudostępnienie im licznika. Sytuację ubarwia fakt, że licznik znajduje się na polu (czyli na zewnątrz domu - wyjaśnienie dla nieznających językowych oboczności południowopolskich) i nikomu go udostępniać nie trzeba, bo jest dostępny. Od kilku lat i nigdy nie było problemów. Doznałam skoku adrenaliny. Dzwonię do Mojego: wiesz coś na ten temat? - Oczywiście nic. - Popłaciliśmy rachunki w terminie? - Bo może to Zakład Analfabetyczny i źle na wydruku zakreślił, że zamiast za nieudostępnienie, to za niezapłacenie nam odłączenie grozi. - Popłacone.
No to dzwonię pod podany numer. Pani od razu odebrała telefon, co już mi humor lekko poprawiło i adrenalinę obniżyło, bo przygotowana byłam na rozmawianie w koło Macieju z automatami, z których ostatni okazuje się zawsze tym pierwszym, z którym połączyliśmy się już 20 minut temu. A tu - żywy człowiek i to po dwóch dzwonkach! Rozmowa nie była łatwa, ale bardzo owocna. Okazało się, że nie chodzi o zwykłe odczytanie licznika, tylko jego wymianę. Obecny jest bowiem zepsuty. A żeby go wymienić, to trzeba zakręcić gaz, a to można tylko wchodząc do domu. No dobrze, ale skąd ja miałam wiedzieć, że mamy zepsuty licznik? - Oooo, na pewno ktoś nam zostawił wiadomość. Gdzie? Przez telefon. A jaki mają numer telefonu? A ten i ten. No to się nie zgadza, to nie jest nasz numer, nie wiem, komu wiadomość zostawiali, ale nie nam. (Numer był grubo chybiony, niemożliwe, żeby ktoś się pomylił w cyferkach zapisując.) Stanęło na tym, że zdjęto nas z planu odłączenia i wyznaczono termin wizyty, kiedy to ktoś ma być w domu i licznik udostępnić. Potem musiałam jeszcze zadzwonić pod inny numer i porozmawiawszy (albo raczej poprzyciskawszy odpowiednie gudziki) zmieniłam numer telefonu przyporządkowany do naszego adresu. Tzn. myślę, że zmieniłam i myślę, że nas jutro nie odłączą.

A potem opowiadałam całą historię Mojemu, mieszkającemu  po drugiej stronie oceanu Bratu. - A mnie też wczoraj licznik do gazu wymienili, bo stary szlag trafił! - Widać Uniwersum zarządziło dla naszej rodziny niezwłoczną wymianę liczników od gazu. Bez względu na kontynent.
piątek, 08 lutego 2013
Posiadanie broni

Całkiem przypadkiem udało mi się ukuć argument nie do zbicia przeciwko posiadaniu broni. Skutecznie zbija z tropu jej tutejszych ideologiczno-wolnościowych zwolenników:  jestem za absolutnym zakazem posiadania broni, bo wiem, że sama jak najbardziej robiłabym z niej użytek!

piątek, 01 lutego 2013
Taka była ich rozmowa
Na wyjeździe ze znajomymi ludźmi zabawiamy się po kolacji grając w gry towarzyskie. Jedna z nich to zgadywanka - chodzi o dokończenie zdania brakującym słowem, które jest przez to zdanie definiowane. Podzieleni jesteśmy na dwie grupy. Kto pierwszy wykrzyczy odpowiedź, zbiera dla swojej grupy punkt. Jednemu z nas idzie wyjątkowo dobrze, dzięki jego refleksowi liczba punktów grupy, dla której gra, szybko rośnie. Jego żona (małżeństwo z mniej-więcej 30-letnim stażem), grająca w przeciwnej drużynie, za którymś razem komentuje głośno:
- A w domu to nie jesteś taki błyskotliwy! - i ignorując salwę śmiechu ciągnie: - nieraz i dziesięć minut trzeba, żebyś odpowiedział na moje pytanie!
W tym momencie włącza się inny mąż z dużym stażem:
- Bo w domu to on musi się zastanowić. Rozważa: lepiej powiedzieć, co naprawdę myślę, czy to, co ona chce usłyszeć? Jakie konsekwencje będzie dla mnie miało skorzystanie z wolności wypowiedzi, a jakie reperkusje przyniesie wypowiedź zgodna z jej oczekiwaniami? Co będę musiał zrobić, jeśli powiem, co faktycznie mam na myśli, a w co się wpakuję odpowiadając oportunistycznie?

Zaiste, przebywanie z ludźmi, którzy spędzili ze sobą większość życia, jest bardzo pouczające...