Archiwum
niedziela, 20 lutego 2011
Popłoch
Mamy w Centrum (Językowym) indywidualnego ucznia portugalskiego. Tzn. uczeń jest hamerykański, a uczy się portugalskiego. Pracuje w jednej z tutejszych służb specjalnych.
Miał pierwszą lekcję, na drugą chciał się umówić wcześnie rano. Nauczycielka się zgodziła, więc pokazuję jej, jak dostać się do Centrum, gdyby mi się tak przypadkiem pociąg spóźnił i ona musiałaby otwierać drzwi, a ta mnie pyta, czy nie możnaby tej lekcji przełożyć o pół godziny później.  Nie rozumiem, o co jej chodzi, co wariatkę ze mnie i z ucznia chce robić, pięć minut temu powiedziała, że może przyjść wcześnie, a teraz coś jej odbiło i chce zmieniać.
Dopiero jak sobie poszła, niezadowolona, bo się na przesunięcie nie zgodziłam obiecując, że przyjdę do Centrum wcześniej od niej i otworzę drzwi, dowiedziałam się od innej koleżanki, w czym rzecz. Otóż miły młody człowiek pokazał był nauczycielce podczas lekcji spluwę. Wiadomość ta zdezorientowała i zaniepokoiła nas wszystkie. Miałyśmy już w Centrum uczniów pracujących w tego rodzaju służbach i niektórych podejrzewałyśmy o noszenie pukawek w skarpetkach, ale na domysłach się kończyło. Zadzwoniłyśmy więc do nauczycielki i wypytały dokładnie o okoliczności okazania jej owego śmiercionośnego narzędzia. Okazało się, że miało to miejsce podczas rozmowy prowadzonej wyłacznie po portugalsku. Gość nie wiedział, jak powiedzieć pistolet i nie chcąc uciekać się do pomocy angielskiego, po prostu przedmiot wskazał. Postępując tymsamym zgodnie z regułami nauczania w Centrum. Wyjaśnił przy tym, że nosi go służbowo.
Nasza nauczycielka jest jednak na tyle wystraszona, że nie chce uczyć go ani wcześnie rano, ani późniejszym wieczorem, kiedy żadnej z nas nie ma w Centrum. Nie bardzo wiem, w czym mogłybyśmy być jej pomocne, gdyby okazało się, że gość ześwirował i zamierza sobie postrzelać, no ale widać czuje się raźniej, gdy wie, że któraś z nas jest za ścianą.
04:36, haneczka14 , Ludzie
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 07 lutego 2011
Z powrotem w USA - Baby shower
Baby shower nie ma nic wspólnego z ablucjami. Jest to organizowana przez przyjaciółki przyszłej matki, w mniejszej lub większej przed nią tajemnicy, impreza, na którą uczestniczki przynoszą prezenty dla dzidziusia. Elementy wyprawki, znaczy się. Przeważnie jest to spotkanie w ściśle żeńskim gronie, czasami dopuszczane są dzieci, ale raczej też tylko dziewczynki. Od tej reguły istnieją jednak wyjątki. Na pierwszym "dzidziusiowym prysznicu" w jakim dane mi było uczestniczyć, towarzystwo było koedukacyjne. Był to zresztą nieortodoksyjny prysznic, bo niemalże nie było tam Hamerykanów i nikt z kilkunastu zebranych osób nie miał dzieci. W związku z tym nikt tak naprawdę nie wiedział, o co w całej zabawie chodzi i było dość nowatorsko. Zbieranina ignorantów, jednym słowem. 
Na drugim tego typu spotkaniu z moim udziałem widać już było znaczny postęp. Faceci zostali wysłani na księżyc i było wśród nas kilka dziewczyn mających dzieci.
Baby shower często urozmaicany jest grami tematycznymi. Mogą one być nieco przerażające. Żeby podać przykład: ciągniemy losy, są nimi czyste pampersy. W środku jednego z nich jest rozmazana nutella. Szczęściara, która go wylosuje, ma za zadanie nutellę wyjeść... Bardzo byłam zadowolona, że zwykle nie mam szczęścia w losowaniach! O wiele lepiej idzie mi za to współzawodnictwo, toteż zawody, kto szybciej wypije przez smoczek z maleńką dziurką białe wino z niemowlęcej butelki, bez problemu wygrałam. Większość zabaw jest jednak mniej konsumpcyjnej natury. Np. należy zgadnąć, co znajduje się w każdej z kilku identycznych szarych kopert. Można je brać do ręki, potrząsać etc, ale nie wolno do nich zaglądać. Najłatwiej jest, oczywiście, gdy w środku znajduje się grzechotka.
Ostatnio miałam okazję być na bardzo WASP*y baby shower. Mój już dzień wcześniej mnie żałował, że się tam wynudzę jak mops. Nic podobnego! Studiowałam sobie te babska z wielkim zainteresowaniem. Ostatecznie biała anglosaska hamerykańska kultura jest dla mnie nie mniej egzotyczna, co czarna albo latynoska. Chyba nawet bardziej egzotyczna niż latynoska... Grono było duże, więc udało mi się znaleźć jedną czy dwie jednostki do miłej rozmowy. Nie zmienia to jednak faktu, że po 3 godzinach przebywania w tym ulu** po powrocie do domu odmówiłam Mojemu wspólnego oglądania telewizji i udałam się do odległego pokoju, by w odosobnieniu ciszą ukoić stargane nerwy. 
Nie, nie musiałam kłaść na czoło kompresu z olejkiem lawendowym...

*White Ango-Saxon Protestant 
**O mój Boże, jakie to słodkie! Och rany, jakie cudowne! To wspaniale, po prostu wspaniale! śliczności! Przepięknie, no po prostu przepięknie! Rewelacja! Nie mów, nie mów, naprawdę?! Czegoś takiego jeszcze nie widziałam! Och jejku jejku! - a wszystko w tonach tak wysokich, że szyby się z okien sypią.
04:28, haneczka14 , Ludzie
Link Dodaj komentarz »