Archiwum
sobota, 20 lutego 2010
Bezpieczeństwo Publiczne
Dzięki łasce późnego urodzenia nie wiem, jak wyglądała Bezpieka, gdy pojawiała się znienacka. Dwóch smutnych w prochowcach i kapeluszach?
Siedzę ja tu sobie spokojnie w Centrum (Językowym) i przychodzi pani po pięćdziesiątce. Do Centrum przychodzą najrozmaitsi ludzie, a pani niczym specjalnym się nie wyróżniała. Może poza niczym specjalnym. Skojarzyła mi się z jedną śp. ciotką, przypominając mi ją głównie roztaczaną wonią papierosów i aurą poczciwej i nudnawej urzędniczki, co to pije w biurze kawę cały dzień.
Ciotkopodobna pani w zimowym płaszczu w kratkę zamachała mi przed oczami legitymacją. W ułamku sekundy stanęły mi przed oczami wszystkie papiery, które będzie chciała zobaczyć, a które na pewno okażą się niekompletne i konsekwencje, jakie dla nas z tego wynikną, zwolnienia z pracy, zamknięcie biura, zatrzymania na 24 godziny, deportacje, no, może bez tortur się obejdzie. W drugim ułamku sekundy uszy moje wychwyciły słowa "weryfikacja miejsca zatrudnienia", a następnie nazwisko jednego z naszych byłych nauczycieli angielskiego. W tym momencie twarz rozpromienił mi iście hamerykański uśmiech: - Tak pamiętam go, uczył u nas jakiś czas temu!
Mogłam tak profesjonalnie zareagować dzięki siatce socjalnej złożonej z osób obdarzonych słabą pamięcią. Tego samego poranka rozmawiałam bowiem z Moim Drogim Przyjacielem, który również u nas uczy, a do którego nasz Były Nauczyciel dzień wcześniej zadzwonił mówiąc, że ubiega się o pracę w armii i czy może podać go w referencjach. Sprawa prosta, Mój Drogi Przyjaciel oczywiście się zgodził, tyle że... za chińskiego boga nie mógł sobie przypomnieć, jak nasz Były Nauczyciel wygląda. Nazwisko brzmiało znajomo, pamiętał program, który razem uczyli, ale samej osoby - ni huhu.
Gdy niczym specjalnym nie wyróżniająca się ciotkopodobna pani rzuciła znajomym nazwiskiem, wiedziałam już, skąd wieje wiatr. Zostałam poproszona o kilka minut rozmowy w cztery oczy i w miłej atmosferze ciepłym tonem został mi zadany szereg pytań dotyczących Byłego Nauczyciela. Najbardziej podobało mi się to, czy utrzymywał on bliższe kontakty z cudzoziemcami. Pytanie dotyczące faceta, który zarabiał na życie ucząc obcokrajowców angielskiego, zadane w szkole języków obcych rojącej się od cudzoziemskich uczniów i nauczycieli i wreszcie skierowane do osoby, której akcent nie pozostawia żadnych wątpliwości, co do tego, że się tu nie urodziła... Kończąc zdanie, niczym nie wyróżniająca się pani musiała zdać sobie sprawę z tego, jak kuriozalnie ono brzmi i sprostowała: czy nie uważam, że mógł się znajdować w sytuacji, w której mógł być szantażowany. Przez cudzoziemców.
Mam nadzieję, że tego typu pytania nie będą mi nigdy zadawane w kontekście Mojego Drogiego Przyjaciela, bo tego, będąc cudzoziemką, jak najbardziej szantażuję, mówiąc mu, że nie pójdę z nim na piwo, jeśli nie odda planu lekcji w terminie...


19:15, haneczka14 , Ludzie
Link Komentarze (1) »
wtorek, 09 lutego 2010
Gospel
- Odkąd się tu przeprowadziłam, ciotka mnie męczy, żeby pójść z nią do kościoła - zaczęła Moja Czarna Koleżanka - a ja nie mam najmniejszej ochoty. Kościół mnie nie interesuje. Tobie za to mogłoby się to podobać - zwróciła się do mnie - gospel i w ogóle. Czarna kultura w pigułce. Cała masa odświętnie ubranych ludzi.
Ożywiłam się:
- To może jednak raz wyjątkowo z nią do tego kościoła pójdziesz, a ja wam potowarzyszę?
- Zapomnij. Pójdę raz i potem będę musiała chodzić co niedzielę. Dasz jej palec, a ona całą rękę weźmie i już mnie ze swoich szponów nie wypuści. Całe Wielkie Hamerykańskie Miasto nie jest wystarczająco duże, żeby się przed nią schować. Wiesz, to ta wariatka, co była tłumaczką...

Ciotka była bardzo cenioną tłumaczką z języka migowego. Dopóki nie zstąpił na nią, jak sama zeznaje, Duch święty  i nie porzuciła pracy zastępując ją religią 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. Gdy bardziej przyziemnie patrząca na świat część rodziny spytała ją o powód tej decyzji, ciotka wyjaśniła, że nie może już pomagać głuchoniemym, bo skoro są głusi, to najwyraźniej sobie czymś na takie potraktowanie przez pana Boga zasłużyli. Nie zasłużyli sobie natomiast na jej pomoc, bo ona krzyżować bożych planów nie zamierza.

- Ale ty jak najbardziej możesz z nią pójść, dam ci jej numer telefonu, będzie wniebowzięta. Przygotuje ci takie przyjęcie, że cała wspólnota wyjdzie przed kościół, żeby cię przywitać. Już sobie wyobrażam jej przemówienie: "I oto zawitała do nas Haneczka z odległej Polski. Albowiem nieznane są wyroki boskie i wielkie miłosierdzie Pana! Duch święty przeprowadził ją przez ocean prosto do naszej wspólnoty! Módlmy się, bo to znak, że Jezus ją i nas kocha!" Będziesz bardzo popularna. Zorganizują ci wszystkie niedziele. Wiesz, że takie nabożeństwo trwa od pięciu do sześciu godzin?
- Cooooo?
- No, w międzyczasie jest przerwa na kawę i ciastka...

A ja, będąc dzieckiem, myślałam, że skracanie moich niedziel przez godzinną mszę świętą jest ciężkim przestępstwem! No, chyba jednak się nie zdecyduję na towarzyszenie ciotce Mojej Czarnej Koleżanki. Uwolnienie się od rodzimego katolicyzmu zajęło mi wiele lat, nie będę się pakować w pazury kogoś, przed kim w całym Wielkim Hamerykańskim Mieście nie ma ucieczki!
Trochę jednak szkoda - fajnie byłoby być główną postacią na nabożeństwie gospel...
23:06, haneczka14 , Ludzie
Link Dodaj komentarz »