Archiwum
niedziela, 18 lutego 2007
Szef sam w biurze

W Hameryce śniegi, mrozy, wielki wiatr zawieje. Wszystkie zajęcia ze środy odwołane, szef jako jedyny dotarł do Centrum (Językowego) i odbiera telefony. Siedzi zam jak ten palec, wtem, późnym popołudniem, drzwi się otwierają i wchodzi nasza nauczycielka japońskiego. Śliczna dziewczyna rodem z Nipponu. Miała jakąś sprawę, jej omówienie poszło szybko, a że jest towarzyska, szef też lubi rozmawiać z ludźmi, uderzyli w gadkę. W pewnym momencie Japonka, nazwijmy ją Kaiko, mówi:

-Powiedziałabym ci coś, ale się obrazisz.

Szef: - Nie, nie obrażę się.

Kaiko: - Nie, bo to coś o tobie i jeszcze mnie wyrzucisz z pracy.

Szef: - Nie, na pewno nie, moje ego nie gra tu takiej roli (w domyśle: jak moja ciekawość!!!)

Kaiko: - No dobrze. Więc na początku, jak cię tu widywałam, zawsze w koszuli i pod krawatem, to myślałam, ale nie obrazisz się? To myślałam... że jesteś gejem... ... ... (Z uśmiechem:) Ale jak cię widzę teraz (dzień był mroźny, a Szef w swetrze) już tak nie myślę!!! To co, obraziłeś się?

Tutaj konieczne są didaskalia. Szef należy do tej niewielkiej grupy facetów, która w najgorszym swetrze wygląda o niebo lepiej niż w najlepszej koszuli i krawacie. Jeszcze nie doszłam do tego, o co chodzi (głowa? szyja?), ale w koszuli przypomina trzymanego za szyję oskubanego z pior kurczaka, natomiast w swetrze zbiera uczciwe komplementy od najbardziej obiektywnych widzów.

Rozmowa toczyła się dalej na tematy inne niż seksualna orientacja Szefa (didaskalia: Szef nie jest gejem). Wtem:

Kaiko: - A wiesz, jak kiedyś będę miała kasę, to powiększę sobie cycki!

Szef: - ???

Kaiko: -Bo ja mam takie marzenie: iść po plaży w stroju kąpielowym i żeby mi się przedsięwzięcie tak porządnie kołysało za każdym krokiem!

Tutaj Szef rozpaczliwie próbował zmienić temat bełkocząc coś o tym, że nie lato, ale zimę srogą teraz mamy i w ogóle to ciekawe, czy ulice odśnieżyli, gdy nastąpiła kontynuacja:

Kaiko: - A drugie moje marzenie, to jest pójść z tym wielkim biustem do knajpy i tak go wyłożyc na barze!!!

Nie wiem, czy dziewczyna faktycznie ma takie marzenia, czy też był to występ aktorski zorganizowany w określonym (a nieosiągniętym jak dotąd) celu, ciekawie jest jednak obserwować, jak różnie zachowuje się, w zależności od tego, czy mówi po japońsku, czy po angielsku. Po japońsku kuli się w sobie, ten jej niewielki biust (moja boziu, teraz wszyscy będziemy zawsze myśleć przede wszystkim o jej cyckach:-) zapada się jeszcze bardziej w klatce piersiowej, delikatnie się uśmiecha, cały czas kiwa wdzięczną główką, cała jest jedną wielką uniżoną, nieśmiałą uprzejmością, która trochę przeprasza, że żyje. Po angielsku zaś mówi (bardzo) głośno, gestykuluje, śmieje się na całe gardło.

W tej specyficznej, związanej z językami i kulturami schizofrenii nie jest zresztą osamotniona. Kumpel (Amerykanin płynnie znający francuski) ma znajomego Brytyjczyka, który gdy rozmawia się z nim po angielsku jest bardzo miłym człowiekiem, natomiast mówiąc po francusku (mieszka od lat we Francji) staje się kompletnym dupkiem. Ja sama pamiętam też wypowiedź pewnej mieszkającej w Niemczech Rumunki, że gdy mówi po niemiecku, to ma wrażenie, że to co mówi jest jakby nierealne, to co dzieje się wokół niej po niemiecku jakby nie działo się naprawdę... Klucz do zrozumienia zachowania Kaiko?

01:52, haneczka14 , Ludzie
Link Komentarze (5) »