Archiwum
niedziela, 15 stycznia 2012
Piernik Neli cd 2
Piernik nadal zbyt twardy do jedzenia, choć nieco łatwiej się łamać daje. Połamałam na trzy kawały i wsadziłam do metalowego pudełka po ciasteczkach. Pudełko o szafy i teraz zapomnę o nim na pół roku. Potem zobaczymy.
23:24, haneczka14 , Jedzenie
Link Dodaj komentarz »
Z dziejów Rodziny Klawiszy
Matka była klawiszką, do jesieni, kiedy to przeszła na emeryturę. Ojciec, oprócz bycia świadkiem Jehowy (co po wielu latach wojen religijnych właśnie doprowadza do rozwodu) też jest klawiszem. Czworo z piątki dzieci jest klawiszami. Jedno dziecko jest pielęgniarką ekstremalną - pracuje w zamkniętym ośrodku odwykowym dla kryminalistów i schizofreników. Wszyscy są bardzo hard core i gniotsa nie łamiotsa, chyba, że Matka-Klawiszka wyrazi jakieś mniej lub bardziej delikatne życzenie, to wtedy w szeregu równiutko na jej gwizdek robią przysiady lub siku. 
Ostatnio mieli śmierć w rodzinie. Nagle, nie dożywszy czterdziestki, zmarła kuzynka - okazało się, że, nie wiedząc o tym, cierpiała na chorobę genetyczną powodującą nadmierne krzepnięcie krwi. Rozbolała ją głowa, fatalnie się poczuła i na ciele pojawiły się sine plamy. No to pojechali z nią na pogotowie. A na pogotowiu czekać trzeba. Cztery godziny, albo i siedem. Jak się doczekała, to już się nie doczekała - skrzep dotarł do serca czy mózgu i spowodował zgon. 
Teraz ciało w instytucjonalnej lodówce czeka na pogrzeb. Ponieważ przed większością hamerykańskich pogrzebów (albo i w czasie nabożeństw żałobnych) trumna jest otwarta, ważny jest wygląd nieboszczki. W tym wypadku sprawa jest utrudniona - nosiła dredy, a takie dredy to żeby dobrze wyglądały, trzeba regularnie podkręcać. No i te plamy trzeba przymalować. Normalnie zrobiliby to fachowcy w domu pogrzebowym, ale Matka-Klawiszka ma inny pomysł. Toż dwie z jej córek, Córka-Klawiszka i Córka-Pielęgniarka Ekstremalna pokończone mają kursy fryzjerskie i kosmetyczne, przecież to jak znalazł! Nic to, że ciało dziesiąty już dzień w lodówce leży, że Córka-Klawiszka we wczesnej ciąży niekoniecznie na ewentualny kontakt z jadem trupim, a i Pielęgniarka Ekstremalna żadnej ochoty na tego rodzaju obcowanie ze zmarłą ochoty nie mają, że partnerka Pielęgniarki Ekstremalnej zaproponowała, że ona sama fachowcom zapłaci, byle je wyręczyli: matka każe, dzieci muszą. Strzeliły więc po kielichu, wzięły kosmetyki Córki-Klawiszki i udały się do kostnicy. 
Że to może nie tak całkiem bezpiecznie? Ale gdzie tam: przecież do zrobienia makijażu  użyły wacików jednorazowych!
23:19, haneczka14 , Ludzie
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 08 stycznia 2012
Piernik Neli cd 1
Piernik ciągle twardy. Żelaznymi palcami udało mi się odłamać kawałek, po zamoczeniu w mleku da się ugryźć. Jest baaaardzo mało słodki, co wskazuje na to, że proporcje SĄ zachwiane - trzeba pewnie o wiele więcej miodu i mniej mąki. W ramach dalszego eksperymentu wsadziłam kawałek do szczelnego metalowego pudełka. Skruszeje?
17:51, haneczka14 , Jedzenie
Link Dodaj komentarz »
Kto wie?
Ma niewiele ponad sześćdziesiąt lat, wysoka, bardzo szczupła, z szopą farbowanych na ciemny brąz mocnych włosów i wodnistoniebieskimi oczami za mocnymi okularami. Po mieście nie chodzi, tylko biega, każde zdanie powtarza przynajmniej trzy razy, a swoją wykańczającą energią mogłaby obdzielić trzy dwudziestolatki. Dobrych kilka lat temu odkryli u niej raka, który jednak najwyraźniej nie miał szans w walce z jej wigorem. Od czasu do czasu uczy u nas na wieczowym kursie francuskiego, zarejestrowana jest też jako tłumacz, więc zdarza się, że w ciągu dnia tłumaczy w sądzie albo szpitalu. Nie przelewa się jej jednak i żyje częściowo z pomocy społecznej, trochę pomaga jej też siostra, będąca naukowcem w Szwajcarii.
Francuskim włada dobrze, ostatecznie studiowała literaturę na Sorbonie, ale nie jest to jej ojczysty język. Urodziła się w Persji, na terenie dzisiejszego Iranu. Jej matka była Greczynką, ojciec Ormianinem. Mówi po grecku, ale nie pisze. Ormiańskiego trochę rozumie, ale z ojcem porozumiewała się głównie po rosyjsku, a później francusku, więc po ormiańsku nie mówi. Od trzydziestu dwóch lat jest w Hameryce.
- Jakżeś ty się tu znalazła?
- Przez mojego faceta.* Poznałam go, jak pracowałam w greckim przedsiębiorstwie turystycznym. Bardzo chciał, żebym  przyjechała.
Wiedziałam, że ma faceta Hamerykanina, że nie są małżeństwem i nie mieszkają razem. Nie wiedziałam jednak, że status quo trwa od 32 lat! 
- I nie pobraliście się na początku, żeby łatwiej było z papierami dla ciebie?
- Nie. On nie chciał. Wszyscy jego przyjaciele akurat wtedy się porozwodzili i on nie chciał, żeby z nami było tak samo.
- A ty?
- Dla mnie to nie ma znaczenia.
- Ależ ty się tu dla niego przeprowadziłaś, a teraz nie masz wystarczających środków do życia! 
- Jak mi naprawdę brakuje, to on mi pomaga. Jak idziemy do restauracji, to też on płaci. No i on płaci za nasze podróże.
- Taaak, jak się jest zamężną, to jak najbardziej płaci się za swoje podróże... No ale jakby się coś, odpukać, stało, to spędziłaś z nim życie, a nie masz ani prawa do dziedziczenia, ani widzenia się z nim w szpitalu, jego daleki kuzyn, którego widział ostatnio 20 lat temu, ma większe uprawnienia, bo jest rodzina, a ty w świetle prawa nie istniejesz!
- Eee tam, kto wie, co będzie później?

* "boyfriend" należałoby właściwie przetłumaczyć jako: "mój chłopak", ale w tym wieku to cokolwiek śmiesznie brzmi. "Przyjaciel" zaś jest słowem dla mnie oznaczającym co innego. 

17:24, haneczka14 , Ludzie
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 02 stycznia 2012
Piernik Neli
Ośmielona sukcesem jakim był wypiek piernika na Boże Narodzenie według przepisu pani Gessler postanowiłam pójść o krok dalej i upiec piernik według Neli Rubinstein. Zabrałam się za to w Sylwestra, a że tradycyjny twór ten litewski ma mięknąć (nasiąkać wilgocią z powietrza) przez dni przynajmniej siedem, stwierdziłam, że będzie to piernik na Trzech Króli. Trzymając się ściśle przepisu udało mi się, zamiast masy nadającej się do wylania do formy, wyprodukować kulę, którą ewentualnie można było cisnąć w przeciwnika unieszkodliwiając go tym samym na czas dłuższy. No cóż - powiedziało się A, trzeba powiedzieć B. Mocnymi dłońmy ukształtowałam coś o powierzchni z grubsza tej samej co dno blachy, ułożyłam w tejże i włożyłam do piekarnika. Piekłam ściśle trzymając się przepisu i po półtorej godzinie wyjęłam przepięknie pachnący brązowy twór o konsystencji drewnianej deski do krojenia chleba. 
Twór leży zawinięty w lnianą ściereczkę i czeka na Godota. Gdy się w niego popuka palcem, wydaje się, że ktoś stuka do drzwi i moje nietowarzyskie koty zapobiegawczo biegną do piwnicy.
Dziś rano przyszło mi do głowy, że najwięcej wilgoci jest w łazience. Piernik lożuje więc teraz w łazience. 
Doniosę o rozwoju sytuacji, bo zdaję sobie sprawę, że trzyma w napięciu jak dobry kryminał. 
21:54, haneczka14 , Jedzenie
Link Komentarze (1) »
niedziela, 01 stycznia 2012
Współczesne polskie słownictwo
Rozmawiałam z Jednym Moim Znajomym w Polsce. Życzenia na Nowy Rok, uwagi na temat Sylwestra.
- Cóż, od jutra już się zaczyna normalna robota. Nie mam jej teraz dużo, ale rok się skończył i muszę porozliczać kilka instytucji - powiedział. - Pieniędzy z tego nie będzie, ale im szybciej to zrobię, tym lepiej.
- Acha, bo to te twoje organizacje non profit - zakumałam. Ponieważ jednak bardzo wyczulona jestem na swoje ewentualne braki w słownictwie, zaraz zapytałam: - ale czekaj, jak się właściwie mówi non profit po polsku?
Jeden Mój Znajomy, jak większość ludzi, których podejście do ojczystego języka nie jest tak znerwicowane emigracyjnym odłączeniem od Macierzy jak moje:
- Non profit. Używa się tego zwotu.
- Ja wiem, że się używa, ale jest jeszcze inne, polskie określenie... to nie jest działalność charytatywna, nie dobroczynna... - myślę głośno - Ach, już wiem! Non profit to po polsku... PRO BONO!!! - wykrzyknęłam bardzo z siebie zadowolona.
23:33, haneczka14 , Języki
Link Komentarze (2) »