Archiwum
wtorek, 07 marca 2017
Prawa kobiet prawami ludzi
12:52, haneczka14
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 23 lutego 2017
Olśnienie

Po niemiecku to się nazywa Acha-Erlebnis. Bezcenna chwila, kiedy, nagle jak błyskawica, dociera do nas jakaś prawda oczywista, która do tej pory, z nieznanych przyczyn, nie miała dostępu do naszej świadomości.

Już od jakiegoś czasu planowaliśmy wyjcie na fondue z naszymi nowymi znajomymi. Przybyli tutaj z południowych Niemiec na krótki kontrakt. Poza tym, że interesują się kinem, są przemili i roztaczają, nieczęsty w dzisiejszych nerwowych czasach, spokój, wiemy o nich także i to, że są dość zaangażowani religijnie. Przejawia się to między innymi w tym, że preferują spotkania towarzyskie w piątki, bo niedziela jest dniem, w którym on musi wstać wcześniej niż do pracy, żeby zagrać w kościele na organach. Wiedząc, gdzie znajduje się ich kościół, wydedukowaliśmy, że są luteranami.

Planujemy tę kolację, sprawdzamy kalendarze, w końcu pada propozycja piątku na początku marca. Niepraktykujący, ale wychowany po katolicku Mój, biorąc pod uwagę religijność rozmówców, lojalnie zwraca ich uwagę, że to będzie w czasie Wielkiego Postu. Na co nasz znajomy macha ręką i odpowiada ze swoim dobrotliwym szerokim uśmiechem:

- Dla protestantów to nie ma znaczenia.

No oczywiście! No jasne! Przecież posty nakazane zachowywać i zabaw hucznych nie urządzać, to są przykazania kościelne, czytaj: katolickie i nie po to Luter tezy na drzwiach kościelnych w Wittenberdze przybijał, żebyśmy teraz nie mogli jak ludzie spotkać się na wielkie żarcie w piątek przed Wielkanocą! 

I nie ma się co puszyć, że znam reguły postu w czasie Ramadanu, wiem, na czym polega post w Jom Kippur, nawet o ograniczeniach pokarmowych w hinduizmie mam jakie-takie (bardziej jakie niż takie, ale jednak) pojęcie, jeśli to, że luteranie nie poszczą w Wielkim Poście, było dla mnie, aż takim olśnieniem. Ignorantka. No po prostu ignorantka!

04:04, haneczka14 , Jedzenie
Link Komentarze (1) »
niedziela, 19 lutego 2017
Można na nich liczyć

- Wy lepiej nigdzie za granicę nie jedźcie - mówi jeden z Naszych Syryjskich Znajomych. - Jeszcze was z powrotem nie wpuszczą! Wiecie, że zatrzymywali nawet ludzi z zieloną kartą? 

Oczywiście, że wiemy. Czytamy gazety i mieszkamy niedaleko Wielkiego Hamerykańskiego Miasta z Wielkim Hamerykańskim Lotniskiem, na którym, po wydaniu nagłego ukazu marchewkowej władzy, zatrzymywano niczego nie spodziewających się ludzi z legalnymi papierami, i na którym to lotnisku miała miejsce demonstracja przeciwko temu niekonstytucjonalnemu posunięciu.

- Ale, jakby Was na lotnisku nie wpuścili, to lećcie do Kanady i z Kanady samochodem. W ogóle, jakby co, zadzwońcie do mnie, ja po was przyjadę i was przeszmugluję! - obiecuje Nasz Syryjski Znajomy.

- Taaaaak, z całym szacunkiem, ale to byłby pocałunek śmierci - odpowiadam ze śmiechem, ale jego już ponosi wyobraźnia Semiramidy:

- Albo jeszcze lepiej, wezmę konie i konno przejedziemy z Kanady przez zieloną granicę!

Najbardziej niepokojący przy tej wypowiedzi jest błysk w czarnym oku, z którego wyczytuję, że "jakby co" to faktycznie można na niego i jego konie, liczyć.

sobota, 11 lutego 2017
Gdzie te czasy, gdy nic tak nie plamiło honoru jak atrament?

 Stałam się obiektem hejtu. Na SMSową na szczęście tylko, skalę. Kobieta z naszego działu, którą szefowa na początku stycznia, po długich boleściach, wywaliła z roboty, stwierdziła wczoraj, ni z gruszki, ni z pietruszki, że należy mnie poinformować o tym, jak nędzną jestem kreaturą. Zrobiła to za pomocą kilkunastu SMSów, wysyłanych mi w przeciągu popołudnia. Pierwszy z nich mnie, nie ukrywam, dotknął, bo nie tylko nie uważam, żebym ponosiła jakąkolwiek odpowiedzialność za niepowodzenie zawodowe mojej byłej koleżanki, a wręcz przeciwnie, gdy jeszcze u nas pracowała, starałam się, w miarę możliwości, łagodzić napięcia i, namawiając otoczenie na cierpliwość, wierzyłam, że wszystko jakoś się ułoży. Po przeczytaniu tego SMSa najpierw opanowałam nagły skok ciśnienia, a potem, powtarzając sobie: zen-kurwa-zen - odpisałam uprzejmie mojej byłej koleżance, że przykro mi czytać tę wiadomość, bo ja życzę jej dobrze.

To, co nastąpiło później, zdecydowałam się już ignorować. Wnosząc z coraz bardziej obraźliwej treści kolejnych SMSów, taktyka puszczania jej wypowiedzi mimo uszu, jeszcze bardziej czarującą tę osóbkę po czterdziestce, rozsierdziła. Gdy po dwóch z górą godzinach wylewania na mnie elektronicznej żółci, przyczepiła się do tego, że nie odpowiedziałam jej na bożonarodzeniowego SMS-a, czyli że jako Europejka nie umiem się zachować, uznałam sprawę za wartą chichotu z jednej, a heroicznej obrony Starego Kontynentu, z drugiej strony, i przesłałam jej lakoniczne spóźnione życzenia wesołych świąt od całej Europy, okraszone uśmiechniętym emotikonem. Jak można było przewidzieć, w odpowiedzi dowiedziałam się, że jestem kanalią. Na tym SMSy się skończyły, bo pewnie musiała dać dziecku jeść, albo jej facet wrócił z pracy i trzeba było poudawać osobę zrównoważoną psychicznie. Ja zadbałam zaś o to, żeby po owej cennej wymianie myśli, już więcej telefonicznej korespondencji od niej nie dostawać, blokując jej numer telefonu w swojej komórce.


Tyle co do faktów. Ponieważ jednak wszystko jest ostatnio polityczne, mój złośliwy komentarz też taki będzie:

No i jak Hameryka ma wrócić do dawnej świetności, gdy włoscy imigranci w trzecim pokoleniu (moja szefowa), za pozwoleniem indyjskich imigrantów w drugim pokoleniu (dyrektor całej fabryki), trzymają w pracy (będącej filią niemieckiego przedsiębiorstwa) niewychowaną Europejkę, a miłą blond Hamerykankę wyrzucają na bruk??? A przecież ta Hamerykanka nawet nie jest - no albo do tej pory w każdym razie nie była - wyborczynią trampka!

21:35, haneczka14 , Ludzie
Link Komentarze (1) »
niedziela, 29 stycznia 2017
Nowe czasy

Tydzień temu odwieźliśmy kumpla na lotnisko. Leciał do Chin, żeby spędzić ze swoją żoną Chiński Nowy Rok. On jest Hamerykaninem, ona Chinką przebywającą ostatnio w swojej ojczyźnie z nieradosnych powodów rodzinnych. Kumpel pojechał tam teoretycznie na dwa tygodnie. Pakując walizkę zastanawiał się, jakie książki ze sobą zabrać. Jeśli bowiem jego powrót miałby się nieszczęśliwie, np. z powodu wywołanego nieodpowiedzialnymi wpisami na twitterze, konfliktu dyplomatycznego między wschodzącym, a zdaje się, że zachodzącym mocarstwem, przedłużyć, to jakie książki da się czytać wielokrotnie, nieprzerwanie czerpiąc z nich przyjemność? Kumpel nie opanował bowiem chińskiego w mowie ani piśmie, a istnieją uzasadnione podejrzenia, że zamówienie w ichnim internecie pozycji angielskojęzycznych mogłoby być przedsięwzięciem dość skomplikowanym. Zwłaszcza w razie kryzysu dyplomatycznego.

Ostatecznie zabrał ze sobą jakieś wiersze i Boską Komedię, Dantego. Cóż poradzę, że znam tylko ten jeden, pewnie najsłynniejszy z niej cytat "Lasciate ogni speranca, voi ch'entrate"...

niedziela, 22 stycznia 2017
Wszechmocny przypadek

Przypadek, ślepy traf, a może następujące po sobie w logicznym ciągu niezauważone zdarzenia, prowadzące do szczęśliwego, lub mniej, końca?

Czy wiedzą Państwo co to jest escape room? Wygląda na to, że nie ma polskiego tłumaczenia, w każdym razie nie znalazłam go na polskich stronach internetowych. W skrócie - zabawa w uwolnienie się z zamkniętego pomieszczenia, poprzez rozwiązanie w określonym czasie, przeważnie około godziny, kolejnych zagadek. Rozwiązanie jednej wskazuje na kolejną, a rozwiązanie tej ostatniej, albo suma kilku końcowych rozwiązań daje kod będący kluczem do wydostania się z umownie zamkniętego pomieszczenia.

Na tegorocznym wyjeździe integracyjno-szkoleniowym mojej fabryki trzynaście identycznych escape rooms wymyślonych i urządzonych własnym sumptem, było gwoździem programu części rozrywkowej. Ponad sto osób podzielonych zostało na trzynaście grupek, grupki zaprowadzono do zapełnionych pochowanymi zagadkami pokojów hotelowych i zaczęto mierzyć czas. Zabawa była przednia, ale największy, a w każdym razie najdłużej trwający ubaw miały jednak organizatorki całej imprezy, do których to elitarnego grona dane mi było należeć. Praca nad wymyślaniem naszej wersji, przygotowywaniem i testowaniem zabawy trwała od listopada. W przeddzień imprezy należało porozkładać trzynaście kompletów zagadek w owych trzynastu pokojach w identyczny sposób. Chodziło o to, żeby każda grupa miała jednakowe szanse na ich znalezienie i rozwiązanie.

Po pochowaniu pudełek z zagadkami w pokojach zrobiłyśmy jeszcze ostatni przelot w celu sprawdzenia, czy wszystko jest odpowiednio zaaranżowanie. Hamerykańskie pokoje hotelowe wyposażone są zwykle w Biblię, leżącą w jakiejś szufladzie. Nie inaczej było i tym razem. Rozkładając pudełka z zagadkami położyłam pudełko numer sześć do szuflady obok Biblii i oczywiście nie mogłam się powstrzymać od głupiego żartu (dla niewtajemniczonych - są wierzenia, w których szóstka jest cyfrą diabła). Jakież było nasze zdziwienie, gdy podczas tego ostatniego, sprawdzającego przejścia przez pokoje, stwierdziłyśmy brak szóstego pudełka obok Biblii w ostatnim pokoju. Szukałyśmy wszędzie. Jak kamień w wodę. Rozstąp się ziemio. Nie ma. Byłam zła na siebie za robienie debilnych dowcipów na temat sił wyższych, które oto postanowiły w trybie ekspresowym dać mi dowód swojego istnienia.

No cóż - diabeł, nie diabeł, trzeba po prostu zrobić dodatkowe pudełko do ostatniego pokoju. Tutaj okazało się jednak, że sprawa jest nieco bardziej skomplikowana. Jednym z zadań było rozwiązanie krzyżówki za pomocą rozłożonych w trzech różnych schowkach kawałków scrabble. Jednym ze schowków z literkami było właśnie pudełko numer sześć. Twórczyni tej konkretnej zagadki nie pamięta co prawda, które litery włożyła do tego właśnie pudełka, ale nie powinno to być większym problemem - otworzymy pozostałe dwa pudełka w ostatnim pokoju i zobaczymy, których liter nam brakuje.

-Eeeeeee.... nie całkiem...  - zaczęła się plątać autorka zagadki - zupełnie zapomniałam wam o tym powiedzieć, ale nie powkładałam identycznych kompletów liter do pudełek oznaczonych tymi samymi numerkami... Robiłam komplety z myślą o całych pokojach i rozkładałam literki dowolnie pomiędzy  trzy pudełka przeznaczone do danego pokoju. Każdy taki set opisany był jeszcze dodatkowym numerkiem informującym, że trzeba je umieścić w jednym i tym samym pokoju... Jeśli nie, to rozwiązanie krzyżówki nie będzie możliwe... 

Pora była wieczorowa, my zmęczone całym dniem podróży i przygotowań, głodne i marzące o odpoczynku.

- Taaaaak. To znaczy, że zanim pójdziemy na kolację, musimy pozbierać po trzy pudełka z literakami ze schowków w trzynastu pokojach, a następnie porozkładać je tam od nowa, tym razem zwracając uwagę na to, żeby tworzyły komplety. - Rozwiały się nasze plany wcześniejszej kolacji.

- Jak to jednak dobrze, że znikło nam to ostatnie pudełko numer sześć! Inaczej nigdy nie zorientowałybyśmy się, że literki pochowane w poszczególnych pokojach nie tworzą rozwiązania! Lepiej nie myśleć, co by było, gdyby ponad sto ambitnych osób zorientowało się, że nie mają szans na rozwiązanie zagadek, bo ich twórczynie to osły! Oślice. Ludzie wściekli, a wielotygodniowe przygotowania do wspaniałej zabawy szlag trafił! Na całe szczęście zniknęło to pudełko, na całe szczęście!

Ostatecznie zabawa okazała się wielkim sukcesem - wszyscy świetnie się bawili, a najlepiej organizatorki. Fajnie jest bowiem szukać wskazówek i rozwiązywać zagadki, ale jeszcze fajniej obserwować ludzi, którzy usiłują znaleźć złośliwie pochowane przez nas w najbardziej niemożliwych miejsca przedmioty, z których tylko część zawiera ważne informacje, a potem głowią się nad rozwiązaniem najprzeróżniejszych, wykombinowanch przez nas, zadań.

A ostatniego pudełka numer sześć nigdy nie było - nasza koleżanka, zmęczona i załatwiająca pięć rzeczy na raz, nawet nie zauważyła, że podzieliła scrabble przeznaczone do ostatniego pokoju nie między trzy, a jedynie dwa pudełka.

01:06, haneczka14 , Ludzie
Link Komentarze (2) »
wtorek, 03 stycznia 2017
Nie sądźmy po pozorach

Znajoma para gejów jest ze sobą już od wielu, wielu lat. W niektórych stanach Ameryki Północnej osoby tej samej płci mogą zawierać małżeństwo, w innych nie jest to możliwe. Ten, w którym mieszkamy, nie przewiduje takiej możliwości. Nasi znajomy, faceci nie pierwszej już młodości, ceniący sobie sformalizowanie związku, wzięli już kilka, jeśli nie kilkanaście razy ślub, podróżując w tym celu do innych stanów oraz za granicę. Ich przyjaciel, również gej, komentując to zamiłowanie do zbierania świadectw ślubu mówi, że w ich wypadku to jest droga bez powrotu, bo jakby się tak przypadkiem chcieli rozwieść, to nie mają szans - w ogóle nie wiadomo, gdzie powinni się o ten rozwód starać.

Ostatnio byli w Kanadzie. Krótko po ceremonii zaślubin znaleźli się w windzie, w towarzystwie kilku dżentelmenów w kaskach i roboczych ubraniach - najwyraźniej pracowników pobliskiej budowy. Jeden z nowożeńców, upojony szczęściem, dzieląc się na oślep swoją radością z całym światem, wykrzyknął natychmiast po zamknięciu się drzwi: właśnieśmy się pobrali!!! - mrożąc tym samym krew w żyłach swojego męża, który tylko upewnił się w przekonaniu, że teraz to już na pewno w tej windzie nachytają*. Jednak ku jego wielkiemu zdziwieniu, brygada robotnicza co prawda natychmiast rzuciła się w ich kierunku, ale nie w celu zrobienia z nich papki, tylko uściskania i złożenia życzeń.

Da się? Da się!

* Wyrażenie gwarowe. Nachytoć - zostać pobitym.

00:11, haneczka14 , Ludzie
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 25 grudnia 2016
Mój wybór

Mogę wybrać, czy pogrążę się w zwątpieniu i stracę nadzieję na to, że uda nam się kiedykolwiek powrócić do normalności, czy też, mimo że codziennie docierają do mnie złe wiadomości, zachowam wiarę w stawianie oporu walcowi, od ponad roku spychającemu w przepastny dół to, co jest mi bliskie.

Mogę zdecydować, czy pozwolę, by paląca złość na ludzi ogarniętych żądzą niszczenia i znieważania, przerodziła się w oślepiającą nienawiść do inaczej myślących, czy też zachowam chłodną głowę i absurdalne zarzuty oraz obrzydliwe ataki ad personam odpierać będę rzeczowymi argumentami.

Zamiast zgorzknieć, poddać się rezygnacji i zatruwającej wszystko nienawiści, mogę nie tracić przekonania, że człowiek to istota wyposażona w rozum i sumienie, które u większości prędzej czy później dochodzą do głosu.

Spotykać się z przyjaciółmi, uśmiechać, tańczyć, ćwiczyć jogę, chodzić na spacery, jeść, pić i grać w karty. A w ramach bardziej zdecydowanego czynienia dobra, regularnie wspomagać organizacje pozarządowe*. Być przyzwoitą/ym. Czego sobie i Państwu życzę.

 

* Kilka dla przykładu jest zalinkowanych na tym blogu.

wtorek, 13 grudnia 2016
poniedziałek, 05 grudnia 2016
"...przez Grudnie, Marce, Czerwce, Sierpnie..."

Za Wielką Wodą, więc tylko duchem, ale jakże upartym, będę z Wami:

http://koduj24.pl/odezwa-do-wszystkich-polakow/

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 30