Blog > Komentarze do wpisu
Przeprowadzka dzieł sztuki
Był sobie pan, który uczciwą pracą zarobił dużo pieniędzy. Pieniądze te wydał na zakup dzieł sztuki i założenie fundacji edukującej w postrzeganiu piękna. Za jego życia ogromna kolekcja dostępna była jedynie kursantom. Gdy zmarł, drzwi powoli otworzyły się dla szerszej publiczności. Teraz można kolekcję oglądać przez kilka dni w tygodniu, rezerwując bilet na określoną godzinę przynajmniej na miesiąc przed czasem. Miejsca tam bowiem jest mało, a obrazów dużo.
Lata mijały a pieniądze zostawione przez fundatora się rozchodziły. Na utrzymanie kolekcji i ogrodu, działalność edukacyjną oraz procesy sądowe. Ponieważ kolekcjoner  zmarł bezpotomnie, dalsze prowadzenie fundacji powierzył w testamencie pewnemu collegeowi. College zawiaduje fundacją przez komisję. Pojawiają się sprzeczne interesy.
Fundacja mieści się na bardzo bogatym, willowym (pałacowym, chciałoby się powiedzieć) przedmieściu Wielkiego Hamerykańskiego Miasta. Gdy otwarto ją dla ogółu, ruch na pobliskich uliczkach bardzo się wzmógł i zaczęły przyjeżdżać autobusy z chętnymi do podziwiania sztuki. To nie mogło się podobać przyzwyczajonym do błogiej ciszy mieszkańcom okolicznych pałaców: - Skandal! Plebs mi wjazd do domu przyparkował! - Itd.
Powstał pomysł przeniesienia fundacji do Wielkiego Hamerykańskiego Miasta, w pobliże innych muzeów. Powodów było kilka, nie wszystkie są dla mnie jasne. - Po naszym trupie! Fundacja należy tutaj! Plebs (czytaj: Wielkie Hamerykańskie Miasto) chce ją zmacdonaldyzować i zbijać kasę na zagranicznych wycieczkach! - I znowu procesy. Kosztowne. Ostateczna decyzja sądu: fundacją będzie przeniesiona. Teraz sąsiedzi fundacji wystawiają tabliczki z napisem: miejsce fundacji jest tutaj! 
Nie czytałam testamentu bogatego znawcy sztuki, nie zaglądałam do ksiąg rachunkowych fundacji, nie wiem, ile manipulacji było przy podejmowaniu decyzji o przeniesieniu kolekcji.
Wiem jednak, że jak ktoś ma kupę kasy i ogromną kolekcję obrazów, bo może ją pokazywać, albo nie pokazywać, komu tylko zechce. święte (a tutaj to dopiero święte!) prawo własności. Ale jak się rąbnie w kalendarz, to traci się kontrolę nad finansami i administracją i jeśli instytucja, której się owe finanse i administrację powierzyło, zdecyduje się na przeprowadzkę i pokazywanie dzieł sztuki szerokiej publiczności, to niewiele można zrobić. Może poza straszeniem po północy przewodniczącego komisji i sędziego, który wydał wyrok w procesie. Jeszcze mniej można zrobić, gdy się nigdy żadnego obrazu nie miało, a jedynie mieszka w pałacopodobnej willi sąsiadującej z budynkiem w którym zgromadzone są dzieła sztuki.
Frieden den Hüten, Krieg den Palästen! - jak wołano za Wiosny Ludów.
piątek, 19 marca 2010, haneczka14

Polecane wpisy

  • Cel

    "Po jednej stronie jest jasność, ufność, wiara, piękno ziemi, zdolność ludzi do entuzjazmu, po drugiej ciemność, zwątpienie, niewiara, okrucieństwo ziemi, zdoln

  • Wszystko przez Lutra

    Usiłuję przetłumaczyć Mojemu (który jest Niemcem) podpisy pod kocią historyjką obrazkową. Na pierwszym obrazku widzimy kłaki wiszące nad spokojną tonią, a podpi

  • Tylko chwilę

    Jesteśmy tu tylko chwilę. A koty są tu jeszcze krótszą chwilę. Boleśnie dało nam to o sobie znać w zeszłym tygodniu, gdy trzeba było pożegnać się z Młodszym Kot