Blog > Komentarze do wpisu
W kraju przodków

Bardzo lubię opowieści moich uczniów z wieczorowych kursów polskiego (dorośli lub bardzo dorośli ludzie) o ich podróżach do Polski i odwiedzaniu tamtejszych krewnych.

Delikwenci, których rodzice lub dziadkowie wyemigrowali do Hameryki, ciągle jeszcze mają namiary na jakiegoś kuzyna lub ciotkę w podkrakowskiej, tatrzańskiej albo białostockiej wsi. Od czasu do czasu wysyłane są kartki na święta, może w kryzysie jakieś paczki, dopóki wojna jaruzelska nie utrudniła i tak niełatwej (ze względów językowych) komunikacji. No ale czas leci, nie stajemy się coraz młodsi, trzeba ten nieznany kraj rodzinny jeszcze przed zniedołężnieniem zobaczyć. Kuzyn bądź ciotka zostają zawiadomieni o terminie przyjazdu i zobowiązują się zorganizować nam pobyt w okolicy. Rozumiemy, że będziemy mogli u nich spędzić kilka dni, zanim ruszymy w dalszą podróż, czyli zwiedzanie reszty tego dziwnego kraju (Warszawa, Kraków, Zakopane). Oczywiście mamy przed podróżą niezły reisefieber. Tym bardziej, że trzeba do tego małego miasta, do którego po nas na dworzec kolejowy wyjadą, dojechać pociągiem, a czy ktoś tam będzie mówił po angielsku i powie nam, gdzie wysiąść? Bo podobno stacji do których się pociąg zbliża, to w takim pociągu nawet po polsku nie zapowiadają!

Na miejscu wszystko idzie lepiej niż oczekiwaliśmy – jacyś młodzi ludzie nakierowali nas na dworcu na właściwy pociąg, a w pociągu ktoś wyłącznie polskojęzyczny widząc podsuwaną mu pod nos kartkę z napisem stacji, na której mamy wysiąść, pokazał nam na palcach który to przystanek, a w odpowiednim momencie dał indiańskie znaki do ewakuacji. Na peronie przeoczenie kuzyna lub ciotki było niemożliwie, bo wraz z dziećmi lub rodzeństwem wymachiwali wielkim napisem na którym oprócz nieznanych nam słów widniało nasze imię i (czasem) dziwnie napisane nazwisko.

Powitanie jest głośne. Pakują nas do samochodu i wiozą do domu kuzyna, bądź ciotki. W drodze wyjaśniają nam, że na miejscu poznamy resztę krewnych. Cieszymy się i trochę dziwimy. Nie mieliśmy pojęcia, że mamy tak liczną rodzinę.

Rzeczywistość przerasta nasze oczekiwania. Dom i ogród wypełniony jest po brzegi odświętnie ubranymi ludźmi, nie ma jak przejść do łazienki. Zresztą o wzięciu prysznica po podróży i tak nie ma mowy, bo najpierw trzeba nauczyć się wszystkich imion i zrozumieć kolejne stopnie pokrewieństwa. Wszyscy pokazują na wszystkich palcami i wymieniają znane nam i nieznane imiona przodków oraz wyrazy-klucze: brat, siostra, żona, mąż, syn, córka, wnuczka, szwagier, wujek, ciotka, kuzynka... Sadzają nas (lub raczej niosą w tym tłumie) do zastawionego znanymi z domu babci smakołykami stołu. Wnoszone są kolejne ciepłe dania, polish vodka leje się strumieniami, wykręcić się od niej można tylko piwem. Przy tym stole spędzimy jeszcze wiele godzin.

Następnego dnia sytuacja się powtarza, znowu przykuwają nas do uginającego się stołu, ciągle donoszą nowe potrawy. Teraz krewni przychodzą na zmianę, jest przez to trochę luźniej. Jedzenie zdaje się nie mieć końca. My musimy jeść i pić z każdym nowo przybyłym. Potem biorą nas na wizyty. Po drodze do domów kolejnych wujków i kuzynek poznajemy całą, napotykaną chyba nie całkiem przypadkowo, wieś. Tak mijają szczęśliwe dni na łonie rodziny.

Nadchodzi czas pożegnania. Ruszając w dalszą drogę dostajemy prowiant jakbyśmy mieli spędzić pół roku w Górach Skalistych. Babcia okłada nas różańcem, wszyscy mają łzy w oczach, obiecują do naszego kolejnego przyjazdu nauczyć się angielskiego, a my musimy przysiąc, że zabierzemy się wreszcie za nasz język polski.

Did you want to know why I learn polish? (Chciałaś wiedzieć, dlaczego uczę się polskiego?)

niedziela, 25 września 2005, haneczka14

Polecane wpisy

  • Cel

    "Po jednej stronie jest jasność, ufność, wiara, piękno ziemi, zdolność ludzi do entuzjazmu, po drugiej ciemność, zwątpienie, niewiara, okrucieństwo ziemi, zdoln

  • Wszystko przez Lutra

    Usiłuję przetłumaczyć Mojemu (który jest Niemcem) podpisy pod kocią historyjką obrazkową. Na pierwszym obrazku widzimy kłaki wiszące nad spokojną tonią, a podpi

  • Tylko chwilę

    Jesteśmy tu tylko chwilę. A koty są tu jeszcze krótszą chwilę. Boleśnie dało nam to o sobie znać w zeszłym tygodniu, gdy trzeba było pożegnać się z Młodszym Kot

Komentarze
2005/09/26 05:55:45
Swietnie to opisalas! Fakt, po takim przyjeciu z motywacja do nauki polskiego nie powinno byc problemow...
-
2005/09/27 21:16:13
Usmialem sie , doskonale przedstawione ...